Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Wtorek, 19 października. Imieniny: Michaliny, Michała, Piotra
07/12/2020 - 01:00

Chrześcijaństwo przyszłości będzie mistyczne, albo wcale go nie będzie

Tytułowe słowa wypowiedział Karl Rahner SJ. Niech staną się wstępem do tego, co napisał w przedmowie swego tłumaczenia książki o. Rene de Maumigny SJ ,,Modlitwa mistyczna" (Kraków 1922) jezuita, ks. Józef Andrasz. W tekście została zachowana oryginalna pisownia.

ojciec Józef Andrasz. Fot. andrasz.eu
Niezliczone[1] są wprost rzesze dusz, które służą Stwórcy i przez tę służbę niby przez wielką bramę wchodzą na przybytki niebieskie, gdzie radość ich będzie zbytnio wielka. Przeważająca większość spośród nich, żyjąc wśród świata, dąży do niebieskiej ojczyzny przez zachowanie przykazań.

Dużo mniejsza, ale jeszcze znaczna ilość dusz, posłyszawszy wezwanie Chrystusa: „Opuść wszystko, pójdź za Mną i naśladuj Mnie”, porzuciła świat. I ci zmierzają wznioślejszą drogą do wieczności – drogą rad ewangelicznych – którą nie wszystkim dano zrozumieć. Droga jednych i drugich to droga, rzec można, dobrze ubita, szeroka i pewna. Są to drogi zwykłe – viae ordinariae – któremi dusze pielgrzymują do Pana.

Spośród pierwszej i drugiej grupy wybiera sobie Bóg według świętego upodobania swojego szczupłą stosunkowo garść dusz i potęguje w nich w sposób przedziwny nadprzyrodzone działanie swoje. Doświadcza je Pan boleśniej niż zwykłe sługi swoje, ale też „uprzedza je błogosławieństwy słodkości swoich”, tak że kosztują już tutaj, na ziemi, przedsmaku życia niebieskiego. To niezwykłe życie wewnętrzne, zależne w szczególniejszy sposób od łaski bożej, pełne tajemniczego obcowania duszy z Bogiem, zowiemy życiem mistycznem. […]

Łaski mistycznego zjednoczenia z Bogiem

Mistrze życia duchownego są na ogół bardzo powściągliwi, nieraz nawet surowi, kiedy idzie o pozwolenie, a tym bardziej o zalecenie czytania dzieł mistycznych. Dlaczego? Dla nadużyć, jakie stąd nieraz wynikały, dla szkód, jakie stąd dusze nieroztropne, więcej do nadzwyczajności niż do gruntownych cnót pochopne, odnosiły. Sami jednak przestrzegają, by w tym kierunku nie przesadzać, albowiem dusze roztropne i pokorne z czytania tych „książek gorejących miłością Bożą” odnieść mogą dla wewnętrznego życia duże korzyści.

Należą tu naprzód dusze, które Bóg woła do ściślejszej łączności z sobą przez modlitwę kontemplatywną. Czy są dziś takie dusze? Ręka Pańska w swej hojności nie ukróciła się na obecne czasy. Łaski mistyczne, choć nie są codziennem zjawiskiem, są może częstsze, niż niejednemu się zdaje. Spotkać je można nie tylko za granicą, ale i w Polsce. Otóż powiada wielki znawca życia wewnętrznego Alverez de Paz SJ, że „nie tylko dla kierowników dusz znajomość mistyki jest pożyteczna, ale i dla samych dusz, które Bóg wzywa na te drogi nadzwyczajne.

Takie dusze, wyposażone w wielką pokorę i w zbytnią może ostrożność, lękają się zapuszczać w tę nieznaną dziedzinę. Dobrze będzie, jeśli poznają naprzód te drogi, które już inni przed niemi przebiegli; i te korzyści, jakie za ich przykładem mogą z tego poznania odnieść, by ciągle udoskonalać swoje zjednoczenie z Bogiem. Dobrze będzie, że w ten sposób zostaną również ostrzeżeni przed niebezpieczeństwami i złudzeniami, a pełno ich na tych drogach nadzwyczajnych. Takie przedwstępne pouczenie uciszy ich niepokoje, uspokoi ich obawy i sprawi, że z większą uległością i ufnością poddadzą się działaniu bożemu”.

Ale i dla dusz niewezwanych zaznajomienie się z mistyką, rozczytywanie się nawet w autorach mistycznych, byle roztropne, może być z niemałym pożytkiem dla ich postępu.

Ileż to razy na taką duszę, pielgrzymującą do Pana per vias ordinarias, drogami zwykłej ascezy, przychodzą chwile pokuszenia, chwile ciemne, posępne. Życie światowe, które opuściła, rzuca się wtedy przed jej oczy z całą swą barwnością, to życie tętniące i kipiące niezrównaną ruchliwością, rozmaitością uciech i przyjemności, a takie w niem wszystko bliskie, realne, takie ponętne i pociągające, że gdzieś w głębinach serca wstaje jakby cichy żal: szkoda, że to już nie dla mnie. A równocześnie to życie duchowne, dla któregośmy już tyle poświęceń uczynili i tyle jeszcze złożyć będziemy musieli, przedstawia się nam takie bezbarwne, monotonne, nudne i apatyczne. Wiemy wprawdzie, że cel jego świetny, ale wydaje się nam wówczas tak strasznie odległy, gdzieś dopiero w zaświatach, w wieczności. Wprawdzie łaska boża to pomoc wielka, ale właśnie teraz taka dla nas nieuchwytna, że nie pomoc bożą, ale naszą niemoc i ciężar jarzma Pańskiego czujemy.

Otóż, co za orzeźwienie moralne mogą dać tak umęczonej duszy dzieła spisane przez takie dusze mistyczne, jak św. Teresa, św. Jan od Krzyża, Blozjusz, Suso itd.! Nie są to bowiem suche wywody teoretyczne, ale karty drgające życiem wielkiem i wzniosłem, bo w nich złożyli ci wybrańcy boży swoje radości, oświecenia, wewnętrzne poruszenia, bo te karty drgają uczuciami podziwu dla dobroci bożej, zdumienia nad Jego wielkością, serdecznej tęsknoty za wiekuistemi dobrami, bo bije z nich przede wszystkiem gorący płomień miłości ku Najwyższemu Dobru.

Raz w raz oświadczają ci wybrańcy boży, że tego przebogatego życia wewnętrznego, którego świat nie rozumie i za nudę i utopję uważa, nie oddaliby za wszystkie przyjemności doczesne. Oświadczają to z całą siłą przekonania nawet wtenczas, kiedy je Pan tak dotkliwie doświadcza, że dla ich cierpień wewnętrznych trzeba szukać porównania nie w ziemskich, ale chyba w czyśćcowych, a nawet piekielnych męczarniach.

Dusza widząc te „obfitujące bogactwa łaski” – abundantes divitias gratiae – jakiemi darzy Bóg wierną służbę już tu, na ziemi, krzepi się tą słodką myślą, że jednak Bóg to Pan niezmiernie hojny i szlachetny i że dlatego nas doświadcza chwilowo, by później mógł tem sowiciej wynagrodzić. Widzi, że wyrzeczenie się świata i wszelkiej jego świetności i rozkoszy, a obranie w zamian życia ukrytego w Jezusie Chrystusie nie jest bynajmniej zamianą na gorsze, jak się to wydaje ludziom, którzy rządzą się tylko roztropnością ciała i świata – i jak w nas chce wmówić duch ciemności w chwilach zniechęcenia i pokusy. Spostrzega bowiem o ile szlachetniejsze, głębsze, bogatsze jest to życie wewnętrzne oddane czci i służbie Boga, niż życie oddane na usługę zmysłów i małostkowych spraw ziemskich.

Dziś jednak prócz pożytku czysto duchownego, jeszcze inna racja, nazwijmy ją apologetyczną, zaprasza katolików, by się zapoznali ze skarbami mistyki Kościoła świętego. Oto współczesna atmosfera jest niemal przesiąknięta różnemi mistycyzmami. Dzisiejsze dusze mają o wiele większą wrażliwość na wszystko, co tajemnicze.

Z tego usposobienia korzystają różne pseudo-mistyki: spirytyzm, okultyzm, zwłaszcza teozofja, która prócz paru idei moralnych jest istnym zlewem przeróżnych błędów umysłu i zboczeń serca ludzkiego. By więc odróżnić, plewę od ziarna, rzetelną mistykę od jej surogatów, trzeba sięgnąć do dzieł wielkich mistyków Kościoła katolickiego, a raczej wprzód do książek, dających ogólny pogląd na tę tajemniczą dziedzinę i wprowadzających w zrozumienie jej języka i pojęć.

Kierownictwo dusz na drodze do doskonałości

Jeśli znajomość mistyki katolickiej, przy zachowaniu pewnych warunków, przynosi osobom świeckim znaczne korzyści dla życia wewnętrznego, to jej znajomość dla kapłanów-kierowników jest niemal konieczna, zwłaszcza dla kierowników dusz zmierzających do doskonałości. Kapłani z woli Chrystusa mają sprawować rząd dusz, lecz ten rząd to nie jest jakieś bezwzględne i dowolne kierowanie duszą w tę lub ową stronę według własnych pomysłów, choćby niezłych, ale jest to prowadzenie duszy po drogach bożych zwyczajnych lub nadzwyczajnych, zależnie od natchnień Ducha Świętego.

Kapłan nie jest panem duszy, nie może jej więc swoich dróg narzucać. On jest tylko zastępcą Tego, który mocą krwi przelanej na krzyżu stał się Panem i Oblubieńcem dusz. Zastępcom swoim zlecił, by niemi kierowali według woli Jego i po drogach Jego. Dlatego trzeba koniecznie znać te drogi.

Zdawałoby się, że do tego celu wystarczy znajomość teologji dogmatycznej i moralnej. Jest w tem część prawdy: dogmat katolicki i prawda moralna stanowią ten konieczny fundament, na którem musi się opierać wszelkie życie wewnętrzne, nawet i najwyższe wzloty mistyczne.

Poza obrębem prawdy Chrystusowej i Jego moralności może róść, a nawet bujnie się rozrastać tylko pseudo-asceza i pseudo-mistyka w przeróżnych odmianach. Dziś na przykład w tych kołach, które nie stoją na gruncie nauki i moralności katolickiej, wprost grasują różne pseudo-mistycyzmy.

Ale fundament to jeszcze nie dom, to jeszcze nie pałac. By mieć dom, trzeba prócz mocnych fundamentów zbudować na nich mieszkalne pokoje i przykryć je dachem. Tak samo kapłan-kierownik, który ma być współbudowniczym Ducha Świętego w stawianiu gmachu doskonałości w sercach ludzkich, nie może się zadowolić tem, że rzucił solidne może fundamenta przez teologję scholastyczną. Trzeba dzieło wykończyć, zapoznając się bliżej z ascezą i mistyką, które są dalszem rozwinięciem dogmatyki i moralności chrześcijańskiej.

Ascetyka bowiem i mistyka, suponując fundamenta życia chrześcijańskiego, zajmują się już bezpośrednio budowaniem świętości w duszach. One orientują z jednej strony po krętych ścieżkach serca ludzkiego, a z drugiej wskazują na drogi boże, któremi kapłan-kierownik ma prowadzić dusze in montem sanctam.

One dają poznać świat uczuć, pociągów, skłonności, nawyków, z jakiego się składa dusza ludzka, zapoznają również z bogatem, różnorodnem, a nieraz przedziwnem działaniem Boga na duszę. Ascetyka i mistyka katolicka, stojąc na gruncie tej prawdy, że dusza podlega nie tylko działaniu świata materialnego i tej atmosfery umysłowo-moralnej, w której wszyscy żyjemy, ale i działaniom duchów, uczy rozróżniać poruszenia dobre od złych i odpowiednio na nie reagować.

W Kościele świętym istniało zawsze żywe poczucie, że dla kapłana-kierownika prócz teologji scholastycznej potrzebna jest także znajomość ascezy i mistyki. Dowodem tego choćby przeliczne dzieła, mówiące o życiu wewnętrznem. Nie zawsze może to poczucie było dość wystarczająco zrealizowane; świadczą o tem bolesne skargi ze strony tak wielkich w Kościele Bożym znawców życia wewnętrznego, jakimi są na przykład św. Jan od Krzyża lub św. Teresa.

Dziś uświadomienie sobie tej potrzeby zatacza coraz szersze kręgi. Na wielu uczelniach teologicznych tak świeckich, jak i zakonnych wykłada się z katedr zasady umiejętności dróg bożych: zasady ascezy i mistyki. Coraz więcej książek omawia i coraz lepiej tę ciekawą dziedzinę ducha ludzkiego i działania bożego.

Niezmiernie to pożyteczny ruch. Według mistrzów życia duchownego żadna dusza nie może się uchylić od ulegania kierownictwu. Im wyżej się wzbija, im liczniejsze i bogatsze w niej działania Ducha Świętego, tem potrzebniejsze to kierownictwo, tak rozrządziła miłościwie Opatrzność Boża. Do kierownika należy wyrokować, czy to, co się w duszy dokonuje, jest czysto naturalne, czy pochodzenia bożego lub szatańskiego. On musi wątpliwości rozwiązywać, złudzenia rozpraszać, otuchy dodawać, właściwe drogi wskazywać i na nich umacniać.

A czyż to zadanie tak delikatne, a z drugiej strony tak doniosłe – wszak życie wewnętrzne, doskonałość, świętość to jest owo unum necessarium – potrafi należycie spełnić, kto nie zna dróg bożych, kto nie potrafi rozróżnić dróg zwyczajnych od niezwykłych? Jest to ogólne zdanie, nader mocno przez największe powagi zaakcentowane, że kierownictwo duszami ku doskonałości wymaga prócz osobistej świętości także wiedzy.

Wiedza chroni od prostodusznego, naiwnego brania wszystkiego, co niezwykłe, za „mistyczne objawy”, choć to może tylko psychiczne nienormalności, potrzebujące więcej lekarza niż kapłana. Ale wiedza chroni również od usposobienia zbyt sceptycznego względem wszystkiego, co sięga ponad przeciętną miarę w życiu chrześcijańskiem.

Wiedzę o zwyczajnych drogach doskonałości podają ascetyki, o nadzwyczajnych – mistyki.

***

Józef Andrasz SJ (1891-1963), jezuita, sądeczanin, współpracownik Wydawnictwa Apostolstwa Modlitwy w Krakowie (1920-1928, 1930-1952), redaktor miesięcznika „Posłaniec Serca Jezusowego” (1930-1940), kierownik duchowy i spowiednik- św. Siostry Faustyny Kowalskiej, bł. Anieli Salawy, bł. m. Klemensy Staszewskiej OSU,sł. Bożej m. Pauli Zofii Tajber ZDCH, sł. Bożej s. Emanueli Kalb, s. Klemensy Staszewskiej ZMBM.

 W 1943 w Krakowie-Łagiewnikach zapoczątkował nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego. Autor licznych artykułów historycznych, broszur religijnych i tekstów szerzących Apostolstwo Modlitwy. Autor pierwszych biogramów i  biografii s. Faustyny. (SP)







Dziękujemy za przesłanie błędu