Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Piątek, 30 października. Imieniny: Augustyny, Łukasza, Urbana
09/09/2020 - 21:00

Urzędnicy skarbówki trafili za kraty. Tego jeszcze w Nowym Sączu nie było

- Najpierw były kolejki, bo przez epidemię skarbówka w Nowym Sączu była otwarta tylko trzy razy w tygodniu, a teraz mamy inspektorów za kratami i "teleporady" - denerwuje się lokalny przedsiębiorca. - Tylko, że dodzwonić się nie można. Potem taki inspektor skarbówki po pracy robi zakupy w markecie i oczekuje pełnej bezpośredniej obsługi. Widać wobec zagrożenia zakażeniem w naszej czerwonej strefie są równi i równiejsi.

Czytaj też Czytaj też Sądecka szkoła nowym ogniskiem zarazy? Uczniowie z kaszlem, ścisk na korytarzach

- Drzwi zamknięte, a dodzwonić się nie mogę, denerwuje się przedsiębiorca, który bezradnie stoi pod drzwiami zamkniętej skarbówki.  - Żeby chociaż ktoś wyszedł do okienka. To jakiś absurd, żeby tak urząd zamknąć na cztery spusty,

- Tego jeszcze w Nowym Sączu nie było, urzędnicy skarbówki za kratami – ironizują pod urzędem ludzie i próbują zaglądać przez okratowaną szybę do wnętrza skarbówki w nadziei, że ktoś się tam pokaże i będzie można o coś zapytać.

Skargi na urząd, który z powodu czerwonej strefy jest czynny, ale dla petentów zamknięty, płyną także drogą mailową do naszej redakcji.

- Zastajemy otwarty jedynie przedsionek pełny formularzy i gromadę zdezorientowanych podatników, którzy z braku informacji, nie wiedzą często co i jak mają wypełnić. Jeżeli już wypełnią formularz, pozostaje wrzucenie go do urny, w zasadzie bez żadnego potwierdzenia.

Przedsiębiorca, który do nas napisał, też skarży się na to, że nie sposób się do urzędu dodzwonić.

- Okna skarbówki są pięknie oklejone numerami telefonów do poszczególnych działów, gdzie "można" uzyskać informację. Ja sam byłem świadkiem telefonowania kilku osób na różne numery, żaden z nich nie odpowiada lub dostajemy informację z automatu "wiadomość została skasowana" – czytamy w mailu.

- Rozumiem, że w dobie pandemii są zawody bardziej narażone na kontakt z innymi, ale przecież w tym urzędzie oczekują obsługi ludzie, którzy często ze względu na specyfikę swojej pracy ryzykują kontaktem dużo bardziej niż pracownicy na Barbackiego oddzieleni szybami podczas obsługi.

Beata Orzeł Ligęza, naczelnik sądeckiej skarbówki, która niedawno na łamach „Sądeczanina”  tłumaczyła się z długich kolejek pod urzędem, teraz wyjaśnia, dlaczego inspektorzy zamknęli się przed podatnikami.

- Po raz kolejny powtarzam, że decyzje nie zapadają na lokalnym szczeblu. Nie do nas należy kierować pretensje. 

Pytana o ciągle zajęte linie telefoniczne, naczelnik odpowiada, że łącza są przeciążone.

- Wiadomo, że jeśli urząd nie jest otwarty, to ludzie do nas dzwonią.  Tak jest też i w innych instytucjach. Ja sama dwa dni temu miałam dyżur do godziny osiemnastej. Odbierałam telefony i udzielałam informacji, więc to nie jest tak, że urzędnicy nie podnoszą słuchawki – mówi szefowa sądeckiej skarbówki.

 

- Ponieważ ludzie skarżą się na niemożność dodzwonienia się do urzędu, to nawet nabraliśmy podejrzeń, że może z łączami jest coś nie tak. Dlatego wezwaliśmy fachowców od operatora, z którego usług korzystamy, żeby sprawdzili, czy wszystkie telefony działają. W tym tygodniu był robiony przegląd. Wygląda na to, że jest wszystko w porządku.

Beata Orzeł Ligęza zapewnia, że w telefonicznych komunikatach skarbówki,  nie ma nagranej opcji ”wiadomość została skasowana”. 

- Nie wiem, może o kwestia konkretnego telefonu i konkretnego operatora. W urzędach mamy jednakowe, nagrane na centrali komunikaty i jednakowe procedury – dodaje.  

Te wszystkie wyjaśnienia dotyczące telefonów i jednakowych procedur, odciętych od skarbówki podatników nie przekonują. 

- Ironią jest to, że tacy inspektorzy kończą pracę, idą zrobić zakupy do marketu i oczekują tam pełnej bezpośredniej obsługi. W ten sposób tworzy się podziały na równych i równiejszych wobec zagrożenia zakażeniem.

Jeżeli pracownicy skarbówki boją się kontaktu z podatnikami, my podatnicy również mamy prawo się bać i wobec takiej sytuacji regulacja różnego rodzaju zobowiązań powinna być odsunięta w czasie do momentu otwarcia urzędu – zauważa przedsiębiorca, który napisał do redakcji „Sądeczanina.”  

- My też wolelibyśmy, żeby urząd był otwarty – mówi naczelniczka skarbówki. -  Dla nas też jest łatwiej, kiedy pracujemy normalnie. W sytuacji, gdy ktoś ma jakieś wątpliwości związane z wypełnianiem dokumentów, lepiej jest wytłumaczyć to w bezpośredniej rozmowie. Kiedy błędnie wypełniony druk jest wrzucony do skrzynki, ludzi trzeba wzywać, wszystko wypełniać od nowa i poprawiać.

My też chcemy jak najszybciej wyjść z czerwonej strefy – zapewnia  Beata Orzeł-Ligęza. ([email protected] Fot. jm)







Dziękujemy za przesłanie błędu

Sądeczanin HISTORIA (2-2020)