Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Niedziela, 21 kwietnia. Imieniny: Jarosława, Konrada, Selmy
19/03/2024 - 19:05

Quady ciągle rozjeżdżają szlak z Kosarzysk na Jaworki. Wszystko przez dziurawe przepisy

Jak bumerang wraca po raz kolejny na nasze łamy temat quadów rozjeżdżających szlaki Beskidu Sądeckiego. Tym razem na tapecie trasa Kosarzyska w Piwnicznej-Zdroju – Jaworki. I nadal można to skwitować bardzo tylko jednym zdaniem: dopóki quady i crossy nie będą musiały obligatoryjnie mieć tablic rejestracyjnych, walka z ich bezmyślnymi kierowcami będzie nadal przypominać walkę z wiatrakami.

- Mijają kolejne lata a na szlaku z Kosarzysk do Jaworek, jak co roku to samo, szlaban otwarty, nikt nie pilnuje a ciężkie auta terenowe robią sobie zabawę w miejscu ciszy, ostoi zwierzyny, parku krajobrazowym, niszcząc szlak pieszy tak, że nie ma jak przejść. Niedzielne przejażdżki wszelkiej maści quadami, pojazdami terenowymi, oby była zabawa. A prawo? W Polsce zakazy są tylko po to, by je łamać, bo nie ma strachu przed karą, przyjedzie jakąś służba leśna czy policja, przecież to nasz znajomy, dogadamy się... Czy to nie razi nikogo? Czy to się kiedyś zmieni? Czy zaczniemy szanować regulacje i nasze otoczenie? Ja już zwątpiłem – napisał do nas turysta, autor załączonych do publikacji zdjęć.

A nam już na wstępie przyszło ripostować. Nikt się nie przejmuje? Przejmują się wszyscy, tyle, że mają związane ręce. Dowód? 

Piwniczna-Zdrój: szef rady Mariusz Lis walczy teraz o fotel burmistrza. Wcześniej był jego zastępcą

Temat quadów i crossów rozjeżdżających systematycznie spore połacie gminnych terenów wraca w Piwnicznej-Zdrój jak bumerang. W styczniu 2018 roku temat ten zdominował nawet jedną z sesji, gdy radni sygnalizowali konieczność przygotowania szlaków skiturowych przed zawodami sportowymi. Ówczesny burmistrz Zbigniew Janeczek bez owijania w bawełnę podkreślił, że oczywiście zleci stosowne prace, tylko jak wieść o tym, że przejazd jest gotowy rozejdzie się w okolicy, to zanim zawody się zaczną, szlak będzie całkowicie rozjeżdżony. I znów gminne pieniądze pójdą w błoto.

Jednocześnie wszyscy wiedzą, że straż leśna zainstalowała w kilku miejscach kamery. Bo to właśnie dla leśników rajdowcy są największym utrapieniem.  – Tylko, że wszyscy na quadach i na crossach jeżdżą w kominiarkach, więc ich twarzy nie widać – komentował w kuluarach Janeczek. Dodatkowo – zresztą zgodnie z przepisami – quady i crossy jako pojazdy, którymi nie nikt jeździ, a przynajmniej nie powinien jeździć po drogach publicznych, nie muszą mieć tablic rejestracyjnych. 

Piotr Ściegienny twardo mówi „czas na zmiany” i walczy o fotel burmistrza Piwnicznej-Zdroju

Tym samym, jeśli nawet leśnikom uda się nagrać wandali, to ustalić ich personalia na postawie zdjęć będzie raczej niemożliwe.

Spora część piwniczańskich radnych uważała i nadal uważa, że skoro problemu rozwiązać się nie da, to może trzeba pomyśleć, co zrobić, żeby na nim zarobić. - Może gmina powinna wytyczyć jakiś szlak, jakieś miejsce dla pasjonatów motoryzacji i zacząć ich kasować za korzystanie z tego miejsca? – spekulują głośno od lat. Tu jednak stoją na przeszkodzie – o ironio- rygorystyczne przepisy związane z ochroną środowiska.

A my przypomnijmy, że duża część gminy Piwniczna-Zdrój jest objęta obszarem Natura 2000, do tego jest Popradzki Park Krajobrazowy i nikt na zorganizowanie podobnego miejsca się nie zgodzi – wylicza Janeczek.

- Może zamiast instalować kamery w lasach zamontować je na parkingach i przy schroniskach? Przecież nie od dziś wiadomo, że ci pożal się Boże, rajdowcy, lubią wpaść tam czasem na piwko. A do picia kominiarki zdjąć trzeba – usłyszeliśmy jakiś czas temu od jednego z mieszkańców Kosarzysk. – Bo teraz, to mamy tylko zabawę w kotka i myszkę. Żeby kogoś ukarać, trzeba go złapać na gorącym uczynku. A ja jeszcze nie widziałem, żeby tu jakieś służby miały skutery śnieżne, na których taki cross czy quad dałoby się dogonić – dodaje nasz rozmówca.

Nadmienia też, że spora część jego sąsiadów zaczęła się na poważnie zastanawiać, czy swoich ziem nie zacząć grodzić. – My tu w górach ziemi zazwyczaj nie grodzimy, bo łatwo sobie policzyć, ile by to kosztowało. Ja na ten przykład mam aż pięć hektarów. Z torbami bym poszedł jakbym to wszystko w drewnie wygrodził. Tyle, że jak płotu nie ma, to wszystkim się wydaje, że to ziemia niczyja i można sobie jeździć gdzie popadnie. I już się przymierzałem, żeby chociaż paliki i drut dać, ale jak się jakiś rajdowiec na ten drut nadzieje, to głowę straci. I czyja wtedy będzie wina? Moja, bo drutu nie widać…

Dalej - leśnicy, policja a nawet funkcjonariusze straży granicznej systematycznie patrolują wszystkie popularne wśród właścicieli quadów i crossów miejsca w całym Beskidzie Sądeckim i w ramach "Akcji crossy" organizują specjalne obławy. Na razie ich działania nie przynoszą oczekiwanych skutków.

Ale to nie oznacza, że piwniczańskie władze się poddały.

- Może nie tyle wypowiadamy wojnę, ale chcemy w końcu ten temat uporządkować, bo quady i crossy stanowią realne zagrożenie dla pieszych. Gdyby jeszcze ich kierowcy, widząc pieszych, na szlakach, gdzie ich można spotkać, zwalniali i zachowywali rozsądek, a szumieli na jakiś odosobnionych terenach, byłaby inna rozmowa. Ale większość już na początku trasy rusza na pełnym gazie nie licząc się w ogóle ze słabszymi uczestnikami ruchu – mówił w 2021 roku burmistrz Dariusz Chorużyk, gdy gmina zainstalowała w lasach swoje własne fotopułapki. W sumie do lasów trafiło ich aż kilkadziesiąt. 

Piwniczna-Zdrój: szef rady Mariusz Lis walczy teraz o fotel burmistrza. Wcześniej był jego zastępcą

Gmina mogła, podobnie jak Nadleśnictwo Piwniczna, liczyć na realną pomoc ze strony Straży Granicznej, ale strażników dziś już tylu nie ma. Dlatego samorząd szykuje się do złączenia szyków z nadleśnictwem, tak by monitoringiem objęte były wszystkie lasy - te państwowe, i te, gminne.

Co na to okoliczni mieszkańcy? - Największy problem jest na szlakach turystycznych, ciężko odpocząć, gdy się słyszy ryk motorów, to nie jest miejsce dla rajdów, tym bardziej że większość kierowców nie za bardzo przejmuje się napotkanymi ludźmi, pozostawiając za sobą zapach spalin. Oczywiście ciężko walczyć z nielegalnymi jazdami na motorach po szlakach, bo kierowcy jeżdżą szybko i anonimowo, ale przy współpracy policji i straży leśnej można ograniczyć ten proceder. Na pewno będzie bezpieczniej i spokojniej - usłyszeliśmy od mieszkańca Kosarzysk, skąd turyści wyruszają m.in. na wieżę na Eliaszówce i na Radziejowej.

Jak to wygląda dziś? Sądząc po zdjęciach otrzymanych od naszego Czytelnika – nieciekawie. Ale w tym wypadku chodzi – dalej opierając się na fotografiach – o przełęcz gromadzką, gdzie jeszcze są zabudowania mieszkalne i ich mieszkańcy jakoś musza tu dojechać. A nie jest łatwo, bo wystarczy sobie wyobrazić sobie ten teren z dodatkiem dużej ilości śniegu. Czasem z najbardziej wysuniętych domów Kosarzysk zimą nie idzie się wydostać nawet przez kilka dni. Na Eliaszówkę z kolei dojeżdżają służby komunalne, które administrują i sprzątają teren wokół należącej do gminy wieży widokowej.

A pamiętajmy, że część tej okolicy jest dość podmokła – deszczówka zalega bardzo długo, wody podskórne jeszcze to zjawisko „podkręcają”. Wystarczy dwa, trzy razy przejechać tędy autem terenowym i trwałe koleiny już gotowe.

Jest jeszcze jedna istotna sprawa. To właśnie tu przebiega granica Nadleśnictwa Piwniczna i Nadleśnictwa Krościenko, dlatego wierzcie nam – leśników przewija się tutaj systematycznie bardzo wielu podobnie jak funkcjonariuszy straży leśnej. Ale dopóki nie zmienią się przepisy – dopóki quady i crossy nie będą musiały obligatoryjnie mieć tablic rejestracyjnych, walka z ich bezmyślnymi kierowcami będzie nadal przypominać walkę z wiatrakami. 







Dziękujemy za przesłanie błędu