Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Wtorek, 20 sierpnia. Imieniny: Bernarda, Sabiny, Samuela
20/09/2018 - 20:10

Kazimierzowi Sasowi już nie po drodze z SLD? Szok na lewicy

Lotem błyskawicy obiegła Nowy Sącz wieść, że Kazimierza Sasa, sztandarowej twarzy, tuza sądeckiej lewicy nie ma wśród kandydatów SLD Lewica Razem ubiegających się o mandat w Radzie Miasta Nowego Sącza, ani też wśród kandydatów zabiegających o mandat radnego Sejmiku.

 Nazwiska Kazimierza Sasa nie ma na żadnej liście wspomnianego ugrupowania, które wczoraj przedstawił kandydat na prezydenta Nowego Sącza Rafał Skąpski. Szok i niedowierzanie! Te dwa słowa cisną się na usta wielu sądeczanom. 

Jak to możliwe, że Kazimierza Sasa, sztandarowej twarzy sądeckiej lewicy próżno szukać na ogłoszonych listach kandydatów startujących z SLD Lewica - Razem. Może to jakaś pomyłka?
- O pomyłce nie może być mowy. Faktycznie mojego nazwiska nie ma na listach ogłoszonych przez sądecką SLD Lewica Razem. W zbliżających się wyborach startuję z innego komitetu wyborczego, a mianowicie z Komitetu Wyborczego Wyborców Krzysztofa Głuca "Wybieram Nowy Sącz". Jestem "dwójką" na tej liście.

Czyżby Pan, tak głęboko zakorzeniony w strukturach SLD już ponad ćwierć wieku zmienił barwy polityczne. Rozstał się z SLD?
-  Absolutnie nie. Lewicy nie opuszczam. Jestem człowiekiem lewicy i do końca życia nim będę. Nie wyobrażam sobie, abym zmienił partię na inną. Jeszcze raz podkreślam nadal jestem człowiekiem SLD. Nadal jestem członkiem mojej partii, ale pewne czynniki zaważyły na tym, że podjąłem taką, a nie inną decyzję.

Czytaj także: Nowy Sącz: SLD Lewica Razem idzie do wyborów bez sztandarowej twarzy

Co się, zatem stało, że nie idzie Pan do wyborów ze swoimi koleżankami i kolegami startującymi z list opatrzonych nagłówkiem SLD - Lewica Razem?
- Szczerze Pani powiem, że decyzja, którą podjąłem dwa tygodnie temu dojrzewała we mnie od dłuższego czasu. Złożyło się na nią niestety kilka czynników. Między innymi wystawienie w 2015 roku na Prezydenta RP kandydatury Małgorzaty Ogórek. Kiedy wtedy wróciłem z Warszawy do Nowego Sącza z takimi wieściami, wiele moich koleżanek i kolegów zrezygnowało wówczas z członkostwa w sądeckich strukturach SLD.

Potem nasi członkowie zaczęli się systematycznie wykruszać. Od 2015 roku, co można było zaobserwować, lewica stawała się coraz słabsza. Na to dołożyły się i inne zjawiska: degrengolada, rozbicie i niedogadywanie się w łonie partii.  Wszystko to z uwagą obserwowałem. Kiedy sytuacja ta nie zmieniała się, wtedy, na początku 2016 roku powiedziałem dość.

Powiedziałem sobie: nie będę firmował czegoś, co jest praktycznie masą upadłościową lewicy. Zapowiedziałem wtedy, że rezygnuję z funkcji przewodniczącego miejskich struktur SLD w Nowym Sączu. Stało się to faktem 16 czerwca 2016 roku. Od tego momentu sądeckimi strukturami SLD kierowała już Katarzyna Bartkowska.

Czyżby dopadło Pana zwątpienie, pojawiło się tzw. "zmęczenie materiału"?
- Kiedy zbliżał się termin tegorocznych wyborów samorządowych i zaczęto w sądeckiej lewicy myśleć o przygotowywaniu list wyborczych głośno mówiłem podczas odbywających się spotkań różnych stowarzyszeń lewicowych, żeby SLD nie szła do wyborów samodzielnie, ale w koalicji obywatelskiej, czyli z Platformą Obywatelską i Nowoczesną. Niestety taka koalicja nie została utworzona, a szkoda. Byłem tym bardzo rozczarowany. Było to moje wymarzone rozwiązanie, a w związku z tym, że nic z tego nie wyszło podjąłem bardzo głęboko przemyślaną decyzję.

Jeszcze próbowałem przekonywać różne osoby, aby szły do wyborów pod szyldem SLD Lewica Razem. Niestety, spotkałem się z frontalną odmową. Pomyślałem sobie, że może ludzie przestali mi ufać, że robię to z powodów koniunkturalnych. To też w jakimś stopniu na tej decyzji zaważyło.  

Wtedy zadzwoniłem do Stanisława Kaima, który teraz przewodniczy miejskim strukturom SLD i zakomunikowałem mu moją decyzję o tym, że nie będę startował w tych wyborach z list SLD – Lewica Razem. Przyjął ją z ubolewaniem. Ta informacja jakoś dotarła do Krzysztofa Głuca, który zaproponował mi kandydowanie do Rady Miasta Nowego Sącza z jego listy.

Jaką decyzję pan podjął?
- Po namyśle przystałem na jego propozycję i teraz kandyduję z Komitetu Wyborczego Wyborców Krzysztofa Głuca "Wybieram Nowy Sącz".

Nie odczuwa pan pewnego dyskomfortu? Z czystym sumieniem patrzy pan codziennie w lustro?
- Gdzieś w głębi - ja człowiek lewicy – odczuwam, oczywiście, pewien dyskomfort. Źle się z tym czuje. Nie chciałbym być posądzany o koniunkturalizm. Chcę oświadczyć, że nie jest to żaden koniunkturalizm, ani ucieczka z partii. Nie wstydzę sie tego, co zrobiłem. Z czystym sumieniem spoglądam w lustro.

Dlaczego zdecydował się Pan kandydować do Rady Miasta Nowego Sącza z komitetu Krzysztofa Głuca?
- Osobista znajomość z Panem Krzysztofem. Uważam, że byłyby on świetnym prezydentem Nowego Sącza. Jego program wyborczy też zyskał moją akceptację. Chce postawić m.in. na nowoczesną edukację, która jest bliska mojemu sercu. Chce postawić m.in. na pozyskiwanie środków pozabudżetowych, szeroką współpracę z wojewodą i Urzędem Marszałkowskim oraz na szeroką współpracę z naszymi potężnymi, globalnymi firmami. A tego w rządzeniu Nowym Sączem mi brakowało.

Nie rzuca pan legitymacją partyjną SLD?
- W żadnym wypadku. Na nikogo się nie gniewam. To jest moja własna, suwerenna decyzja. Człowieka doświadczonego, który nie skacze z "kwiatka na kwiatek". Jestem u schyłku kariery politycznej. Dlatego powiedziałem sobie: Stop - dość. Tak to jest w polityce, że czasami drogi się rozchodzą. Jeszcze raz podkreślam, że decyzja, którą podjąłem nie była krokiem rozpaczy, bo to może głupio zabrzmieć, ale widocznym efektem niezgody na to, co robi Warszawa, Kraków.

Moje zdanie jest takie: pójście do wyborów mojej partii SLD - Lewica Razem oddzielnie, a nie w koalicji jest ogromnie ryzykownym krokiem. Ja takiego ryzyka, jeszcze raz powtarzam, nie będę firmował swoim nazwiskiem. Tak, więc na woltę Kazimierza Sasa trzeba patrzyć kompleksowo.

Ile lat Pan przewodniczył Radzie Powiatowej SLD w Nowym Sączu?
- Od 1993 roku do 2016 roku z czteroletnią przerwą, gdy byłem szefem małopolskich struktur SLD (od 2008 - 2012 roku).

Jak pan sądzi, czy pańskie ugrupowanie odniesie sukces w nadchodzących wyborach w mieście?
- Z całego serca życzę to moim koleżankom i kolegom, ale osobiście mam pewne wątpliwości. Mam nadzieję, że moi koledzy wybaczą mi ten krok. Jeśli będą chcieli mnie wykluczyć z szeregów partii. No, cóż...

Dziękuję za rozmowę

Iga Michalec

[email protected], Fot. IM.

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu