Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Wtorek, 16 października. Imieniny: Ambrożego, Florentyny, Gawła
11/10/2018 - 17:15

Jerzy Gwiżdż: nie jestem handlarzem obietnic

Mówi o sobie, że nie czuję się wypalony, ani zmęczony. Wciąż ma w sobie dużo energii i pasji. - Jak zobaczyłem, kto chce być prezydentem, to nie dla siebie, ale dla miasta, musiałem wystartować w tych wyborach - mówi Jerzy Gwiżdż.

- Swoją kandydaturę na prezydenta miasta zgłosił Pan po długim namyśle, jako ostatni. Po tylu osiągnięciach, po co to Panu?

Jerzy Gwiżdż: Nie czuję się wypalony, ani zmęczony. Wciąż mam w sobie dużo energii i pasji. Jak zobaczyłem, kto chce być prezydentem, to nie dla siebie, ale dla miasta, musiałem wystartować w tych wyborach.

- Panie prezydencie…

Jerzy Gwiżdż: Prezydentem byłem. Pierwszym w wolnej Polsce w latach 1990-1994. Teraz jestem zastępcą prezydenta i działam w granicach upoważnienia danego mi przez prezydenta Ryszarda Nowaka. Nie do mnie należy kreowanie zasadniczej polityki miasta, tej rzeczowej, finansowej i kadrowej. Mój wpływ na to jest ograniczony do zakresu otrzymanego upoważnienia i zależy od zgody szefa Urzędu.

- To istotne zastrzeżenie. Ale Pan był prezydentem, a w Galicji od tytułów się nie odchodzi. Panie prezydencie, jak Pan ocenia dotychczasowy przebieg kampanii 2018?

Jerzy Gwiżdż: - To najgorsza jakościowo kampania od 1990 r. Dwóch, trzech kandydatów sprowadziło ją do błazenady bilboardowo-banerowej. Ilością ich bilboardów można by obdzielić co najmniej Małopolskę. Zresztą „powiesili się” i w Łabowej, i w Łososinie na lotnisku. Do p. Handzla na lotnisku dołączyła p. Iwona Mularczyk w towarzystwie Prezesa. „Witamy w Nowym Sączu” – taki napis na swoim bilbordzie, na skrzyżowaniu w Dąbrowej zamieścił p. Handzel. Ciekawe co na tę aneksję części gminy Chełmiec powie jej ambitny wójt, p. Stawiarski? Jak to określił mój znajomy z Warszawy: - Zamiast kampanii wyborczej macie bilboardowy „małpi cyrk”. Ja się nie wpisuję w to, a te bzdurne wypowiedzi moich konkurentów o mieście umarłym i w ruinie, o „przespanych” latach i te ich obiecanki, jak gruszki na wierzbie, nie pozwalają ich traktować całkiem poważnie.

- W Nowym Sączu pojawił się nowy rodzaj określenia propagandy: propaganda „handzlowska”, co sprowadza się do stosowania celebryckich metod zdobywania władzy. Co Pan o tym sądzi?

Jerzy Gwiżdż: - Jest jak jest i nic na to nie poradzę. Z szacunku dla ludzi, pieniędzy, przyzwoitości i estetyki miasta, ja w te buty nie wchodzę, co widać i słychać. Nie jestem sam sobą zauroczony i nie chcę dręczyć swoim nadmiarem wizerunku innych, w tym przypadku Wyborców, ani też nie jestem handlarzem obietnic. Moich bilboardów jest tyle ile trzeba, czyli 10, a nie 100, czy więcej, i nie składam obietnic nierealnych, żeby po wyborach pełniąc urząd prezydenta powiedzieć: - Obiecywałem, bo tak chciałem, ale teraz nie spełnię ich, bo nie mam możliwości.

- Podobno propaganda jest miarą sukcesu?

Jerzy Gwiżdż: - Nie ta „handzlowska”. Sądeczanie to nie jakiś lud ciemny, który można taką „handzlowską”, ciężką, artyleryjską propagandą zauroczyć. Przecież jak ktoś zauważył, niejedne wybory dowiodły, że propaganda jest przeciwieństwem artylerii, im lżejsza – tym dalej niesie.

- To prawda, Pan nie wpisał się w tą artyleryjską propagandę. Przedstawił Pan, jako jedyny z kandydatów broszurę z programem wyborczym, w formie swojego „Manifestu” deklaracje wyborcze, a książeczką z grafikami i wierszykami odnoszącymi się do każdego z kandydatów na prezydenta ożywił Pan tę kampanię. Nie złożył Pan też żadnych obietnic typu: dam Wam za darmo bilety do autobusu… A może Wyborcy właśnie tego oczekują?

Jerzy Gwiżdż: - Powtórzę jeszcze raz: nie jestem handlarzem obietnic, ale… Ale mogę złożyć zapewnienie, że pod moją prezydenturą miasto będzie tańsze dla wszystkich jego mieszkańców, o czym za chwilę powiem.

- Pana konkurenci mówią, że miasto jest w ruinie, np. według Pani Belskiej umiera…

Jerzy Gwiżdż: - To najlepiej świadczy o tym, że większość z nich nie zna Nowego Sącza. Zresztą, skąd je mają znać, skoro ich w naszym mieście zwyczajnie nie było. Jeden zaradny, jak sam o sobie mówi – menadżer, jeździł za pracą po Polsce, a gdzie teraz pracuje, nikt nie wie. Drugi - 16 lat na zarobkowej emigracji w Krakowie. Trzeci, jak głosi jego hasło wyborcze, dopiero wybiera Nowy Sącz. Dwie panie przy mężach. A Warszawiak osiedlił się kilkanaście kilometrów od Nowego Sącza. Zresztą, jeśli o zapaści miasta mówią tacy kandydaci jak p. Belska, czy p. Handzel, którzy żyją dostatnio w naszym mieście, to to jest tyle warte, co 2x2=10.

- Dlaczego Pan nie dystansuje się od prezydenta Nowaka tak jak namaszczony przez Niego kandydat na prezydenta Krzysztof Głuc?

Jerzy Gwiżdż: - Prezydent Ryszard Nowak w sposób znaczący wpisał się we współczesność i historię Nowego Sącza. Na miarę swoich kompetencji i możliwości pewnie Mu w tym pomogłem. Jego prezydentura pozostawia po sobie znaczące osiągnięcia: wodociągi i kanalizacja w całym mieście, 2 mosty nad Dunajcem i wiele, wiele innych dobrych rzeczy. To się nie zrobiło samo. Proszę zatem nie wymagać ode mnie krytyki człowieka sukcesu, który pewnie – bo zawsze tak bywa – doczeka się docenienia po latach. Jak zawsze były też porażki. Są rzeczy i sprawy, z którymi się nie zgadzam, które gdybym był na miejscu prezydenta Nowaka, zrobiłbym inaczej. Wiem, że o tym wie, ale to normalne, że ludzie mają różne zdania na różne sprawy. Byle uczciwie się i pięknie się różnili. Ja na niesprawiedliwych ocenach nie opieram swojej kampanii.

- Był Pan prezydentem kreatywnym i zarazem kontrowersyjnym teraz i wtedy. Jak Pan to znosi?

Jerzy Gwiżdż: Z pełną świadomością tego, że nie podobałem się i, że nie będę się podobał wszystkim, że byłem, jestem i będę oceniany sprawiedliwie i niesprawiedliwie. Tylko nijacy nie budzą kontrowersji, albo się przeciw niej buntują. Wszystkich nie zadowolę, a krytyka, słuszna czy nie, była, jest i będzie i trzeba umieć z tym żyć i pracować. Na hejty, insynuacje, pomawianie, brudną kampanię wobec mnie nie reaguję, bo to nie ma najmniejszego sensu, żeby dawać satysfakcję i radość tym, dla których opluwanie innych jest przyjemnością.

- Jako prezydent miasta zbudował Pan mocne fundamenty pod rozwój Nowego Sącza w wolnej, demokratycznej Polsce. Prezydent RP goszcząc na obchodach 700-lecia miasta publicznie wypowiedział pod Pańskim adresem wielce znaczące słowa: - Tu widać rękę gospodarza. Co uważa Pan za szczególne osiągnięcia Pańskiej prezydentury, która przypada na okres najlepiej ocenianej Rady Miasta?

Jerzy Gwiżdż: -Tych spraw jest wiele, tak w sferze materialnej, rzeczowej jak i poza nią. Wspomnę tylko o jakże pomyślnym przeprowadzeniu komunalizacji mienia, prywatyzacji handlu, budowaniu oczyszczalni ścieków, moście 700-lecia, modernizacji i rozbudowaniu kotłowni na Millenium, przygotowaniu rozwiązań związanych z wysypiskiem śmieci i innych projektach dla wielu inwestycji. Mogę też wspomnieć o reaktywowaniu „Rocznika Sądeckiego”, wydaniu monografii Nowego Sącza pod redakcją prof. Feliksa Kiryka, czy też o ponad 300 - tu imprezach zorganizowanych tylko w 1992, tj. w roku 700-lecia naszego miasta. To w latach mojej prezydentury udało nam się, Sądeczanom, bo to nie tylko moja zasługa, zbudować solidne fundamenty pod pomyślny, dalszy rozwój Nowego Sącza.

- Po ośmiu latach posłowania wrócił Pan do Nowego Sącza i Urzędu Miasta, jako wiceprezydent…

Jerzy Gwiżdż: - I tak jest od 12 lat. Wykonuję swoje obowiązki, zgodnie z przydzielonym zakresem obowiązków i robię co mogę, żeby zmieniać miasto na lepsze. Przykładowo podam, że w 2006 r. na mieszkanie od miasta oczekiwało 305 rodzin, a teraz, w 2018 r., takich rodzin jest 57. Nie było łatwo to osiągnąć, ale mamy w tym zakresie duży sukces. W 2006 r., kiedy obejmowałem stanowisko wiceprezydenta, za utrzymanie zieleni miejskiej i czystości w mieście, Urząd płacił rocznie ok. 3,2 mln zł, a teraz przy wyższej jakości usług i poszerzeniu terenów zielonych, za te same usługi – ok. 2 mln zł. Różnica znacząca! Wiem więc, jak można dochodzić do tańszego miasta, które chcę Sądeczanom zaproponować. Warto też spojrzeć na to, ile wyremontowano i dosprzętowiono szkół, ile jest nowych i wyremontowanych dróg, a do remontu w 1990 roku były wszystkie drogi w mieście, których łączna długość osiąga blisko 300 km. W podległych mi wydziałach trzymam wydatki w ryzach i nie przepłaciłem żadnej inwestycji, remontu i innej usługi, czego najlepszym przykładem jest to, że nie uległem próbie wymuszenia bezpodstawnymi donosami do prokuratury dodatkowego, nienależnego „wynagrodzenia” za wykonanie pierwszego etapu remontu Pałacu Młodzieży.

Rzecz jasna są i niepowodzenia, najczęściej z przyczyn obiektywnych, do których np. zaliczam wciąż czekający na finał remont Pałacu Młodzieży, niewykonanie elewacji budynku II Liceum Ogólnokształcącego, czy brak stadionu z prawdziwego zdarzenia. Ale to będzie zrobione, bo zrobione być musi tak, jak wiele innych rozpoczętych i planowanych już przedsięwzięć.

- Mówi Pan, że wie czego oczekują mieszkańcy?

Jerzy Gwiżdż: - Pewnie, jak każdy, nie wiem wszystkiego, ale nie pracuję sam. Mam drużynę, najlepszych kandydatów do Rady Miasta. To kandydaci z listy wyborczej KWW Jerzego Gwiżdża Samorządny Nowy Sącz, która wylosowała nr 18. Łatwo ją znaleźć na liście wyborczej, bo dzięki szczęśliwemu losowaniu będzie ostatnia na karcie wyborczej. Warto na nich oddać głos, bo to i prężni, i przyzwoici ludzie. Proszę więc Wyborców nie tylko o głosowanie na mnie, ale też na kandydatów na radnych z mojego Komitetu Wyborczego.

- Gdzie można znaleźć program wyborczy Pana i Pańskiego Komitetu Wyborczego, bo nie trafił przecież do rąk wszystkich Sądeczan.

Jerzy Gwiżdż: - Jest na stronie internetowej KWW Jerzego Gwiżdża Samorządny Nowy Sącz i na FB pod tym samym tytułem, na moich stronach, moim FB i naszych kandydatów. Jest też broszura z programem, a mój i nasz „Manifest wyborczy”, na który składa się 21 postulatów obywatelskich, jest w okazjonalnej gazetce wyborczej „Kurier Wyborczy”, którą polecam.

- W programie wyborczym zapewniał Pan, że pod Pana prezydenturą nie wzrosną ceny za usługi komunalne.

Jerzy Gwiżdż: - Dzisiaj mogę powiedzieć więcej, bo jestem po rozmowach z Sądeczanami i szczegółowej analizie finansowej możliwości miasta i miejskich jednostek organizacyjnych oraz spółek miejskich. Najpierw jednak powtórzę za Margaret Thatcher, że rządzący nie mają własnych pieniędzy i jak ci coś dają, to zabierają innym i tobie także. Powinniśmy o tym wszyscy pamiętać, bo kiedy p. Handzel mówi, że pod jego rządami komunikacja będzie bezpłatna, to w istocie rzeczy dotując Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne kwotą 30 mln zł, a tak musiałby zrobić, a nie jak teraz 12 mln zł, zapłacimy za to z naszych podatków my - mieszkańcy Nowego Sącza!

- Więc…

Jerzy Gwiżdż: - … więc, ja chcę, żeby było inaczej. Żebyśmy za to, że będziemy mniej płacili za usługi komunalne, nie dopłacali spółkom miejskim do już przekazywanych im dotacji z naszych podatków, czyli w sposób ukryty płacili tyle co teraz za świadczenia komunalne. Chcę Nowosądeczanom zostawić więcej pieniędzy w ich kieszeniach i nie dawać spółkom większych dotacji. Zapowiadam powszechną, a więc dla wszystkich Sądeczan, obniżkę o 25 % cen za wodę i ścieki, ciepło i przejazdy autobusami MPK oraz o 50 % za odbiór śmieci segregowanych. Osiągnę to poprzez radykalne zreformowanie spółek komunalnych, także w zakresie funkcjonowania zarządów i centralizację ich księgowości. Na marginesie – skoro prezes Andrzej Kita, który tworząc jednoosobowy zarząd STBS radził sobie bardzo dobrze to, po co tam funkcjonuje wieloosobowy zarząd? Spółki nie mogą funkcjonować jak urzędy, ale jak firmy powołane do świadczenia usług publicznych. Podatek od nieruchomości dla przedsiębiorców jest za wysoki i doprowadzę do jego obniżenia o 20 %, co oczywiście zmotywuje przedsiębiorców.

Ja to zrobię, ponieważ – oświadczam - nie będę kandydował na stanowisko prezydenta za pięć lat i nie będę musiał zabiegać o przychylność zarządów spółek w czasie kampanii wyborczej. Zresztą nigdy o to nie zabiegałem.

- Do tej pory nie mówił Pan o tym w kampanii…

Jerzy Gwiżdż: - Zostawiłem te zobowiązania na koniec kampanii przyglądając się temu co, obiecują moi konkurenci, szczegółowo analizując ich obiecanki i możliwości finansowe miasta i jego spółek. Wyszło na to, że moi konkurenci obiecują to, z czego się nie wywiążą. Ja, w przeciwieństwie do nich, Wyborców traktuję poważnie i odpowiadam za swoje słowa. Co zapowiadam, zrobię, bo wiem, że to jest możliwe do zrealizowania. I jeszcze jedno: w tej kampanii podniosłem sprawę sprzeniewierzenia dziesiątków milionów złotych z publicznej, czyli obywatelskiej kasy, które zostały przekazane prywatnym inwestorom na przedsięwzięcie pn. Miasteczko Multimedialne. W jego radzie nadzorczej, przez kilka lat, pan Handzel reprezentował jednego z sądeckich biznesmenów. Miasteczko upadło, pieniędzy nie ma. Zaraz po powzięciu wiadomości, z końcem 2017 roku, zainteresowałem sprawą minister nadzorującą PARP. Agencja przekazała blisko 100 mln zł w istocie prywatnym inwestorom, którzy założyli spółkę pn. Miasteczko Multimedialne. Po informacji o bankructwie Miasteczka natychmiast też zabezpieczyłem na majątku Miasteczka Multimedialnego w upadłości wierzytelność miasta z tytułu niezapłaconego podatku. Dopilnuję tego, żeby sprawa została wyjaśniona. Ci, których sprawa dotyczy czynią wszystko, żebym tych wyborów nie wygrał. Zdają sobie sprawę, że jak powiedziałem, tak zrobię. Działają w tym kierunku, aby po wyborach wyciągnąć z Nowego Sącza jak najwięcej, nie bacząc na to, że miasto może skończyć jak Miasteczko. Wpadli w jakiś amok nienawiści w stosunku do mnie. Ale ja to przetrzymam i nie poddam się hejterom i innym „bohaterom” współczesności.

- Czy przewiduje Pan personalne zmiany w ratuszu?

Jerzy Gwiżdż: - Mam o urzędnikach dobre zdanie. Robią co do nich należy, ale zawsze może być lepiej. Niewątpliwie trzeba nieco zreorganizować Urząd Miasta. Na pewno nie zatrudnię nikogo, kto ma jakiekolwiek zobowiązania, które mogłyby budzić wątpliwości co do bezstronności urzędniczej. Prezydent miasta ani jego współpracownicy nie mogą mieć skrępowanych rąk przez kogokolwiek, stając się zakładnikami niejasnych powiązań i interesów. Na to nigdy nie było i będzie mojej zgody. Mam nadzieję, że ci, co płacą za ogromne ilości bilboardów jednego z kandydatów, nie dorwą się do tego co nasze i wspólne, bo gdyby tak było, miasto skończy jak – powtórzę - Miasteczko Multimedialne. Przypadkowy wybór może zakończyć się, wcale nieprzypadkowym rozbiorem miasta.

- Może się przecież zdarzyć, że wyborcy uwierzą w te nierealne obietnice i dokonają przypadkowego wyboru. Pan uważa, że to możliwe?

Jerzy Gwiżdż: - Rzecz jasna, wszystko może się zdarzyć, ale nie sądzę żeby większość Wyborców dała się omamić. Przypadkowy wybór nie zostanie odwrócony przez najbliższe pięć lat. Szkoda byłoby straconego czasu i miasta, i dlatego proszę Sądeczan o oddanie głosów na mnie w wyborach na prezydenta Nowego Sącza i radnego, i proszę o wybieranie do Rady Miasta Nowego Sącza kandydatów z listy wyborczej Komitetu Wyborczego Wyborców Jerzego Gwiżdża Samorządny Nowy Sącz. Uprzejmie jeszcze raz powtórzę, że na karcie wyborczej ta lista będzie oznaczona numerem 18. Łatwo ją będzie znaleźć, bo jest ostatnia na karcie do głosowania. To nie jest dobry czas na eksperymenty personalne. Mam poczucie własnych słabości, ale też odpowiedzialności za losy naszej miejskiej wspólnoty i miasta, opartej na wiedzy i doświadczeniu nabytym przez lata służby publicznej.

Artykuł sponsorowany

Jeśli zauważyłeś błąd, zaznacz fragment tekstu zawierający ten błąd.



Dziękujemy za przesłanie błędu