Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Poniedziałek, 1 czerwca. Imieniny: Gracji, Jakuba, Konrada
01/01/2013 - 19:00

Strongman Tomasz Kowal – silny człowiek o wrażliwym sercu

Kiedy zaczynał pomagać chorym dzieciom nie zdawał sobie sprawy, że może to sprawiać tyle radości i dawać tak dużą satysfakcję. Tomasz Kowal nie umie odmówić najmłodszym, którzy są w potrzebie. Jeszcze rok temu nie zdawał sobie sprawy, że jego działania charytatywne nabiorą takiego rozmachu.
Tomasz Kowal pochodzi z Krynicy-Zdroju. Jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych sportowców w naszym regionie. Ma na swoim koncie liczne sukcesy. W 2008 r. został Mistrzem Polski Strongman, jest brązowym medalistą Mistrzostw Polski z 2010 r., zajął pierwsze miejsce w Mistrzostwach Polski Par w 2012 r. Jest jednym z najlepszych polskich siłaczy. Na Sądecczyźnie jest znany także z pomocy chorym dzieciom, w którą angażuje się bez mrugnięcia okiem.

- Wszystko zaczęło się od Julki Kowalczyk. Dziewczynka została potrącona na pasach przy szkole w Trzetrzewinie ponad rok temu – wspomina Tomasz Kowal. – Wtedy nie zdawałem sobie sprawy, że ta moja pomoc dla innych, nabierze takiego rozpędu. Nie miałem także pojęcia, że może to dawać tyle frajdy i satysfakcji.

Kowal zaczyna przygotowania do sezonu sportowego, ale i tak znajduje czas na działalność charytatywną. – To duża przyjemność sprawić radość innym, zaangażować się w pomoc szczególnie chorym dzieciom. Aż lżej się robi człowiekowi na sercu…

Najsilniejszy mieszkaniec Sądecczyzny nie odmówił pomocy, kiedy potrzebna była 17-letniemu Bartkowi, ani kiedy wsparcia potrzebował półtoraroczny Maciuś. Nie przeszedł obojętnie obok prośby o pomoc w zakupie prezentu dla dzieci ze szpitala w Krynicy-Zdroju.

- Nie zdawałem sobie nawet sprawy, że tylko w naszym regionie jest tyle potrzebujących osób. Trzeba jednak przyznać, że bez sponsorów nie udałoby się zebrać środków, które są potrzebne na leczenie chorych dzieci. To, co robię nic mnie nie kosztuje. Poświęcam tylko swój czas – mówi skromnie.

Tomasz Kowal z chęcią przyjmuje zaproszenia od młodzieży. Był m.in. z wizytą w pogotowiu opiekuńczym, gdzie przekonywał, jak ważna jest inwestycja w siebie, a przemoc nie jest dobrym rozwiązaniem.

- Mam nadzieję, że jeszcze podźwigam ciężary. Ale jak będzie gorzej mi szło to skończę z tym sportem, dlatego zawsze trzeba mieć plan awaryjny. Obroniłem licencjat z zarządzania projektami na WSB-NLU. Chcę zrobić magistra – opowiada o swoich planach. – To, co robię to nie tylko moja pasja, ale i praca. W przyszłości może się to jednak zmienić i trzeba mieć to na uwadze.

Mistrz jest stanu wolnego. Poszukuje żony. 
 

(MC)

Fot. Archiwum Tomasza Kowala 







Dziękujemy za przesłanie błędu