Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Piątek, 23 sierpnia. Imieniny: Apolinarego, Miły, Róży
16/05/2017 - 17:15

Prezydent Duda skończył 45 lat.Tak wyglądał jako dziecko [ZDJĘCIA]

Z fotografii spogląda sympatyczny blondynek w kraciastym ubranku, z równo przyciętą grzywką. W jego dużych oczach widać łobuzerskie ogniki. To jedno ze zdjęć przyszłej głowy państwa, które pojawia się w książce „Rodzice prezydenta” Mileny Kindziuk. Jaki był mały Andrzej? Skłonny do żartów i… naukowych eksperymentów

Zapewne jego charakter ukształtowały pierwsze lata dzieciństwa i otoczenie, w jakim wzrastał. Jaki był dom przyszłego prezydenta? Najpierw bardzo ciasny, o czym z humorem na kartach książki opowiadają Dudowie, którzy jako młodzi małżonkowie i początkujący pracownicy naukowi krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej, z małym synkiem zajmowali liczący ledwie dziewięć metrów kwadratowych pokój w hotelu asystenckim.

- Naszym drugim pokojem była łazienka, w której, żeby nie budzić w nocy dziecka, pisaliśmy nasze prace doktorskie - wspomina Janina Duda. - Mimo tej ciasnoty przyjmowaliśmy jeszcze gości. Bywało, że przychodziło do nas na raz i ponad dziesięć osób. Prowadziliśmy pasjonujące rozmowy i dyskusje o sprawach ważkich. Tych dotyczących naszej pracy naukowej, życia i polityki.

Odwiedziny licznych znajomych rodziców - w większości młodych pracowników naukowych AGH - bywały dla małego Dudy bardzo zajmujące. Jego matka wspomina, że syn zadawał pytania, włączał się do rozmów, mimo że dotyczyły kwestii fundamentalnych.

Przeczytaj też Jak wychować prezydenta. Dudowie wywołani przed szereg zwykłych polskich rodzin

- Nigdy jednak dziecka nie lekceważyliśmy. Był równoprawnym uczestnikiem każdej dyskusji mówi matka przyszłego prezydenta.

Mały Andrzej był przy tym wszystkim bacznym obserwatorem, który swoich rodziców podpatrywał w codziennym życiu i pracy. Jako dziecko naukowców porywał się na „naukowe” eksperymenty na miarę swojego wieku.

Jako siedmiolatek - wspomina jego ojciec, Jan Duda - zrobił bardzo ciekawy i bardzo zabawny eksperyment.

- Położył na grzejniku plastikową bierkę i długopis. Zanotował na kartce: „Bierka pod dużym napływaniem ciepła topi się i przylepia do grzejnika. Długopis puszcza w cieple atrament”.

Rodzice mieli nawet nadzieję, że wyrośnie na badacza eksperymentatora, jednak nauki ścisłe ostatecznie go nie zainteresowały.

Przeczytaj też Jak Duduś został prezydentem. Czy Mularczyk to spiritus movens politycznego trzęsienia ziemi ?

Kiedyś matka zabrała synka do pracy, na wykład. Jak wspomina, siedział grzecznie i coś notował.

- Na koniec, gdy zapytałam studentów, czy mają jakieś pytania, jako pierwszy podniósł rękę mój kilkuletni Andrzejek i poprosił o wyjaśnienie jakichś szczegółów. Studenci wybuchnęli śmiechem - opowiada Janina Duda.

Ciasny pokój asystenckiego hotelu, gdzie młodzi małżonkowie gnieździli się z kilkuletnim synem był powodem zmartwień dziadków małego Andrzeja.

- Pamiętam, że w tamtym czasie moja mama bardzo się o nas martwiła. Mówiła mi, że móje koleżanki mają już mieszkania, a nawet domy, a my ciągle w tym akademiku - wspomina na kartach książki Janina Duda.

Babcia małego Andrzeja miała wątpliwości, co do rodzicielskiej troski o dziecko młodych naukowców. Pod nieobecność młodych Dudów wypytywała więc malucha o warunki życia w jakich przyszło mu wzrastać.

-A czy ty Andrzejku nie jesteś tam głodny? Czy oni cię karmią? - troszczyła się babcia.

Maluch okazał się prawdziwym żartownisiem.

- Babciu, oni mi tam dają tylko jeden plasterek kiełbaski na kanapkę. I ja sobie ten plasterek przesuwam, przesuwam, a jak się kończy kanapka, to przekładam go na kolejną kanapkę.

 Zanim babcia zrozumiała, że wnuczek stroi sobie żarty, jego rodzicom nieźle się oberwało.

Oberwało się też kiedyś ojcu przyszłego prezydenta. I to od nauczycielki małego Andrzeja. Z powodu choroby żony, która trafiła do szpitala, przez dwa tygodnie zajmował się synem. Miał budzić chłopca i odprowadzać go do szkoły. No i obaj codziennie się spóźniali. Ojciec musiał mu pisać codziennie usprawiedliwienia, w których jako powód spóźnienia pojawiała się awaria budzika. Po pięciu dniach takich porannych kłopotów nauczycielka wpisała małemu Dudzie do dzienniczka uwagę: „Proszę, żeby tato oddał budzik do naprawy”.

-W życiu zdarzają się różne historie, ale ważne jest, by dziecko od początku miało dobry kontakt z ojcem - mówi w książce Janina Duda.

Dobry kontakt przyszły prezydent miał też ze swoim dziadkiem ze Starego Sącza, z którym był bardzo zżyty. Spędzał z nim sporo czasu i na Sądecczyznę przyjeżdżał na wakacje.

- Dziadziuś miał dla niego czas, był emerytem. Opowiadał Andrzejkowi różne wydarzenia z życia z dziejów, rodziny, z historii ludzi sądeckich gór (…) Andrzejek bardzo lubił tam jeździć, słuchać tych opowiadań, pokochał tę rodzinę i te góry - mówi ojciec prezydenta.

Agnieszka Michalik

Fotografie pochodzą z książki :,,Rodzice prezydenta” Mileny Kindziuk. Wydawnictwo Esprit, wydanie I, Kraków 2015

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu


Sierpniowy miesięcznik "Sądeczanin"