Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Piątek, 30 października. Imieniny: Augustyny, Łukasza, Urbana
25/12/2013 - 08:00

Ozdoby z wydmuszek, orzechów, cekinów i korali

Zofia Woźniak z nowosądeckiego Kaduka to jedna z niewielu osób, które kultywują kilkudziesięcioletnie (a może i ponad stuletnie?) tradycje własnoręcznego wykonywania ozdób choinkowych. Żyrandole, koszyczki, wisiorki, wianuszki i gwiazdy to jedne z wielu pomysłów, jakie wykonała i opisała w swoich książkach autorka. Teraz przygotowuje do druku kontynuacje „Choinki mojej mamy”.
Zofia Woźniak, chcąc zachować w pamięci dawne zwyczaje, zwłaszcza te z okresu dzieciństwa, do dnia dzisiejszego sama wykonuje wszelkie ozdoby choinkowe, choć jednocześnie stara się tym zarazić także innych – stworzyła na ten temat już trzy książki i zwyczaj ten od lat kultywuje chociażby w prowadzonym przez siebie Domowym Przedszkolu.
Święta to dla mnie wielkie przeżycie. Zawsze przypominam sobie święta z dzieciństwa – krzątaninę mamy, naszą piękną choinkę, wigilię, która była wspólna z całą rodziną, a kiedy rodzeństwo założyło rodziny, to również z nimi – opowiada Zofia Woźniak. Święta w jej rodzinnym domu miały szczególny charakter, zwłaszcza z uwagi na ozdoby choinkowe.
Moja mama – zresztą świetna krawcowa – wraz z koleżankami (m.in. nauczycielkami, panią doktorową czy policjantową – bo tak się w naszej miejscowości mówiło) wykonywała je regularnie, raz u nas w domu, a innym razem u kogoś innego. Można powiedzieć, że to był taki przedświąteczny rytuał. Czerpiąc inspiracje z popularnych przed laty czasopism dla pań, jak „Bluszcz”, „Przyjaciółka” czy „Kobieta i życie”, do których dołączano dodatek z wzronikami, a także wprowadzając własne pomysły, panie same robiły wszystkie ozdoby.Do tworzenia takich ozdób mama wykorzystywała kartoniki, papier kolorowy, bibułki, słomki i przede wszystkim koraliki (chociaż te ostatnie było bardzo trudno zdobyć), zakupywanych przeważnie w sklepikach bławatniczych prowadzonych przez Żydów – opowiada Z. Woźniak. Każda z tych ozdób była oryginalna i unikatowa, a w związku z tym, że rodzina Woźniaków pochodziła z Czyżyca, ze Skrzydlnej (gmina Dobra koło Limanowej), większość nawiązywała jednocześnie do tradycji góralskiej i regionalnej – np. ozdoby na orzechu palenica góralska, dwojaczki na jajku czy jeżyki.
Właśnie takie, ręcznie robione i nieraz niezwykle skomplikowane w przygotowaniu, ozdoby zdobiły prawdziwą choinkę. Przez wiele wieków był to zwyczaj, lecz niestety z czasem zaczął on zanikać, ustępując miejsca nowoczesności – dziś niemal w każdym sklepie, a zwłaszcza w hipermarketach, już od listopada można zakupić, co się tylko chce za niewielkie pieniądze.
Chcąc utrwalić kształt ozdób z domu rodzinnego, sposób ich tworzenia i tym samym zachować w pamięci dawne zwyczaje, Zofia Woźniak do dnia dzisiejszego przechowuje część z nich, a warto zaakcentować, że niektóre z nich mają już ponad 80 lat. – Idąc w dorosłe życie, zabrałam ze sobą ozdoby choinkowe i podczas każdych świąt je wieszam – przypominają mi tamten czas i olbrzymie zdolności mojej mamy, nie tylko plastyczne – mówi pani Zofia.
Pasję do tworzenia prawdziwych, oryginalnych i ręcznie wykonywanych ozdób choinkowych, przeszła z matki na córkę – do dziś Zofia Woźniak sama wykonuje wszystkie ozdoby i co roku tylko z nich korzysta. – W sumie stworzyłam ich już chyba około tysiąca, choć szczerze mówiąc, nigdy tego nie liczyłam. W domu mam minimum 300, ale wiele podarowałam także znajomym. Jak je wszystkie wyeksponować podczas świąt? – pani Zofia ubiera… dwie choinki, choć i tak podobno nie starcza miejsca dla wszystkich cacek.
Efektem zamiłowania tradycji i chęci utrwalenia jej, stały się wydane przez Zofię Woźniak książki: „Choinka mojej mamy”, „80 ozdób” i „Orzeszkowa choinka”, których powstanie nie było prostym dziełem. – Odtworzenie ozdób mojej mamy nie było łatwe, bo nie wiedziałam, jak można wykonać np. żyrandole na drucikach z koralików. Odtwarzałam nie tylko te ozdoby, które udało mi się zachować, lecz także takie, które pozostały jedynie w mojej pamięci, np. ozdoby na wydmuszce z jajka, które po prostu się nie zachowały – nie było to łatwe, ale w efekcie prób i błędów w końcu mi się udało – wszystkie wyglądają jak pierwowzory. Nie łatwym zadaniem było także opisać każdy krok wykonania, stworzyć szkic i udokumentować je w postaci zdjęć, co zrobił już profesjonalny fotograf – opowiada pani Woźniak.
W poszczególnych książkach można znaleźć zarówno oryginalne, kilkudziesięcioletnie i te współczesne, stworzone przez panią Zofię, ozdoby choinkowe, jak również cały proces ich tworzenia, wraz z efektem finalnym w postaci zdjęcia. Zaprezentowane tam zostały m.in. ozdoby na jajku, papierowe i koralikowe, a w ostatniej z książek – „Orzeszkowa choinka”, ozdoby stworzone z wykorzystaniem łupinek orzecha włoskiego lub leszczynowego. – Łupinek do niczego się dziś nie wykorzystuje – przeważnie kończą w koszu na śmieci, a okazuje się, że można z nich zrobić naprawdę piękną rzecz, która może cieszyć oko. Łupina musi być oczywiście pusta, ale pięknie się maluje na srebrno, złoto czy czerwono – w zależności od ozdoby. Świetną ozdobą z takiej łupiny może być przykładowo głowa Chińczyka czy motyle. Wszystko zależy od wyobraźni – opowiada autorka.
Obecnie pani Zofia przegotowuje do druku kontynuacje „Choinki mojej mamy”.
Miałam niedosyt, że nie wszystko w pierwszej książce przekazałam. Pominięte ozdoby ukażą się w następnej książce. Ozdoby na choinkę z pierwszej połowy XX wieku, nasze tradycyjne, polskie. Wiedzę czerpałam z materiałów źródłowych z dosyć odległych lat, bo 1920-22-24, a także swoich własnych pomysłów oraz na podstawie pomysłów mojej mamy, które powstały przed 80 laty – zdradza szczegóły.

(JB)
Fot. JB







Dziękujemy za przesłanie błędu

Sądeczanin HISTORIA (2-2020)