Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Czwartek, 5 grudnia. Imieniny: Kryspiny, Norberta, Sabiny
06/01/2019 - 18:45

Musieli szukać i ratować kolejnego szaleńca, który poszedł w góry

Na nic apele goprowców, którzy ostrzegają, że w górach jest bardzo niebezpiecznie i lepiej sobie odpuścić wędrówki. Niektórzy nie odpuszczają. Tak jak turysta, który wyprawił się w Gorce, a potem błagał o ratunek.

Choć śnieg nie przestaje padać, białego puchu na szlakach jest po pas, to i tak nie brak tych, którzy uprawiają w górach hardcore, a potem okazuje się, że nie dają rady. Tak było z turystą, który przez wiele godzin wędrował z doliny Jamnego w Ochotnicy Górnej w stronę schroniska PTTK na Turbaczu. Kiedy zapadł zmrok, zgubił szlak. Do tego był wykończony zmaganiem się ze śnieżnymi zaspami.  

Czytaj też W śniegu po pas po nocy błąkali się pod Przehybą. Ratowali ich goprowcy

Szczęście w nieszczęściu, że miał naładowany telefon komórkowy i zainstalowaną aplikację Ratunek, dzięki czemu mógł wezwać pomoc.

Na poszukiwania wyruszył pełniący w schronisku na Turbaczu dyżur ratownik z Podhalańskiej Grupy GOPR, razem z pięcioma goprowcami z grup regionalnych, którzy akurat przyjechali w Gorce na szkolenie. Wsiedli na śnieżne skutery. Szlak był tak zasypany śniegiem, że od polany Gabrowej musieli zostawić pojazdy. Dalej można było już tylko iść na skiturowych nartach umożliwiających jazdę po kopnym śniegu.

Czytaj też Śmierć przyczaiła się na nich z kosą w śnieżnym koszmarze [ZDJĘCIA]

Czas uciekał, a sytuacja stawała się coraz bardziej dramatyczna. Z odsieczą przybyło kolejnych dziewięciu ratowników.

Historia miała swój happy end. Wycieńczonego turystę udało się znaleźć i przetransportować do schroniska.

Czytaj też Wyścig ze śmiercią. Zrozpaczeni czekali na ratunek. Karetka utknęła w śniegu

- Ludzie, odradzamy wam w takich warunkach wędrowanie po górach, apelował kilka godzin temu dyżurny ratownik krynickiego GOPR Wojciech Pikor, który w rozmowie z "Sądeczaninem" relacjonował poszukiwania turystów, którzy po nocy  szli w półtorametrowych zaspach do schroniska na Przehybie.

Czytaj też Hardcorowcy, optymiści i udręczeni czyli sądeczanie pod śniegiem [WIDEO]

- Do tego, żeby w ogóle wyjść w tej chwili w góry, niezbędny jest sprzęt skiturowy lub śnieżne rakiety. Szlaki nie są przetarte - ostrzega Wojciech Pikor. Nawet skutery grzęzną w śniegu. A jeśli już uda się przejechać, za dwie trzy godziny przy tak intensywnych opadach śniegu nie ma po tym śladu.

[email protected]  

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu