Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Piątek, 1 marca. Imieniny: Albina, Antoniny, Radosławy
01/10/2023 - 18:40

Na scenie wskrzesili coś, czym Górale Czarni trudnili się od pokoleń. Tratwa zrobiła furorę [ZDJĘCIA]

Sięgnięcie do zakorzenionej z dziada pradziada tradycji przyniosło w tym roku Zespołowi Regionalnemu „Dolina Popradu” z Piwnicznej – Zdroju – GRAND PRIX III Festiwalu Lachów i Górali. Program „Na flisie”, jaki zaprezentowali okazał się bezkonkurencyjny.

- Jednak o samym flisactwie, o zwyczajach i wierzeniach informacje są tylko szczątkowe np. w książce „Skarby w Kicarzy” Marii Lebdowiczowej. Z myślą o widowisku flisackim w 2019 roku rozpoczęłam kwerendę i badania terenowe, dotyczące flisactwa w Piwnicznej. W tym roku dotarłam i rozmawiałam z Aleksandrem Łomnickim, mieszkającym w Sosnowcu, a pochodzącym z piwniczańskiego przysiółka Łomnickie. To syn flisaka Tomasza Łomnickiego (23 II 1903 – 22 X 1982). Pana Aleksandra wypytałam o niektóre szczegóły.

Jak Aleksander Łomnicki wspomina to, co przekazał mu jego ojciec.

- Po zwiezieniu drzewa z lasu na brzeg rzeki flisacy przystępowali do formowania tratwy. Dwóch flisaków przy użyciu capiny wtaczało pojedyncze pnie drzew do wody, a jeden flisak ubezpieczał pnie w wodzie – mówi Aleksander Łomnicki. - Tratwy formowane były kawałek po kawałku na wodzie stojącej. Pnie drzew miały średnicę od 40 do 60 cm, a ich długość wynosiła 10 -12 m. Choć zdarzały się też pnie o długości 15 m. W każdej tratwie łączono drzewa o tej samej długości, a łącznie w jednej tratwie było około 15 drzew. (…) Praca przy zbijaniu tratw zajmowała flisakom prawie cały dzień, następnego dnia załoga ruszała w drogę. W zależności od czasu trwania spływu załoga złożona była ze starszego flisaka oraz od dwóch do czterech flisaków.

Wanda Łomnicka–Dulak w swoich badaniach uzyskała też informacje jakie narzędzia były niezbędne do zbijania tratw. Od mieszkańca Piwnicznej, urodzonego w 1937 roku dostała również prawdziwy gwóźdź do tratwy, który został znaleziony podczas zabawy w miejscu dawnej bindugi. Ten gwóźdź został wykorzystany w programie „Na flisie”

- Podczas wywiadów przeprowadzanych w latach 2012 – 2017, wspólnie z nieodżałowanym Dariuszem Rzeźnikiem nagraliśmy przyśpiewki i pieśni o wodzie zaśpiewane przez osobę, której już nie ma pośród nas. Był to naprawdę ostatni moment do zebrania tych informacji – uważa Wanda Łomnicka–Dulak.

Dla górali z okolic Piwnicznej Poprad był i jest bardzo ważny. Tworzy odwieczną bramę, którą od niepamiętnych czasów człowiek przechodził przez Karpaty.

- Tędy wiedzie historyczna droga z Krakowa do Koszyc. Tędy szły armie, królowie i orszaki, święci, artyści i mędrcy – zauważa Piotr Kulig, kierownik Zespołu Regionalnego „Dolina Popradu”. - Poprad już w XIII wieku stanowił główną arterię komunikacyjną łączącą Małopolskę z Węgrami. Przez wieki był rzeką spławną. Był także źródłem utrzymania dla ludzi tu mieszkających, którzy oprócz licznych zajęć trudnili się także flisem, czyli transportem rzecznym. Około 1950 roku ustał spław m.in. z powodu wybudowania zapór na Dunajcu.

Należy podkreślić, że tratwa nie jest łodzią. Jest pryzmą drewna, którą montowano na wodzie. Flisacy ruszali z transportem drewna, w odróżnieniu od obecnych spływów krajoznawczych np. w Pieninach.

- Zbijanie tratwy było ciężką pracą – dodaje Kulig. – Wymagała ona siły i precyzji, źle zbita tratwa mogła doprowadzić do utraty surowca. Samo flisowanie na górskiej rzece było niebezpieczne. Potrzebne były spore umiejętności. Choć flis towarowy nazywano „opłakanym chlebem” to flisaków górskich bardzo szanowano.

([email protected], fot. IM), © Materiał chroniony prawem autorskim.

Na scenie wskrzesili coś, czym Górale Czarni trudnili się od pokoleń. Tratwa zrobiła furorę [ZDJĘCIA]




Sięgnięcie do zakorzenionej z dziada pradziada tradycji przyniosło w tym roku Zespołowi Regionalnemu „Dolina Popradu” z Piwnicznej – Zdroju – GRAND PRIX III Festiwalu Lachów i Górali. Program „Na flisie”, jaki zaprezentowali okazał się bezkonkurencyjny.






Dziękujemy za przesłanie błędu