Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Niedziela, 20 września. Imieniny: Eustachego, Faustyny, Renaty
22/11/2012 - 07:00

Krynica- Zdrój: Dorożkarze spierają się o postój i klientów

- Zabierają nam klientów, ubliżają nam, a przecież każdy chce zarobić – skarżą się członkowie z Krynickiego Stowarzyszenia Dorożkarzy Konnych. Ich zdaniem konkurencja nie przebiera w środkach, żeby przyciągnąć do siebie klienta. Przedstawiciel Stowarzyszenia Dorożkarzy „Sokół” z Mochnaczki Niżnej zaprzecza i mówi, że to starsi koledzy się rozpychają: - Nawet na Deptak wjadą, a nam nie wolno!
- Nasze stowarzyszenie istnieje od 200 lat. Mamy już swoją tradycję i kulturę. Nasza konkurencja to młodziki, którzy rozpanoszyli się po placu i zabierają nam klientów. Nawet jak się z kimś umówię na kurs, zabierają mi go sprzed nosa – rozkłada ręce jeden ze starszych krynickich dorożkarzy (imię i nazwisko do wiadomości redakcji). – Już nie mam siły, żeby się z nimi kłócić.

Dorożkarz ma pretensje do swoich kolegów z konkurencyjnego  stowarzyszenia. – Kiedyś działaliśmy razem. Dogadywaliśmy się i nie było problemu. Jakieś 10 lat temu z inicjatywy jednego z młodszych kolegów, doszło do podziału i zaczęło się… Działają na szkodę krynickich dorożkarzy. Wożą gości cygańskimi wozami, do których ładują nawet po 20 osób. To nieporozumienie. Taki ciężar powinien ciągnąc traktor, a nie dwa konie! Do dorożki wchodzą cztery osoby i tak powinno być. Klientów zaczepiają na ulicy. To nie do pomyślenia, żeby w taki sposób zachowywał się dorożkarz.
Przedstawiciel Stowarzyszenia Dorożkarzy „Sokół” z Mochnaczki Niżnej uważa, że starsi koledzy im dokuczają i są względem nich nie w porządku. – Do dziś moglibyśmy działać razem, gdyby nas wiele razy nie wystawili do wiatru. Umawiałem się z nimi, że wezmą część moich klientów ze zorganizowanej grupy turystów. Ludzie przyjeżdżają, chcą jechać, a jeden z drugim pojechali na inny kurs. Tak się nie robi! Dlatego rozdzieliliśmy się i założyliśmy swoje stowarzyszenie. 

Członkowie Krynickiego Stowarzyszenia Dorożkarzy Konnych wysłali kilka pism do burmistrza miasta z prośbą o pomoc w rozwiązaniu konfliktu.

- To są bardzo trudne sprawy – mówi Dariusz Reśko, burmistrz Krynicy-Zdroju. – Ten konflikt ma bowiem podłoże personalne, a nie merytoryczne. Obie strony czują do siebie niechęć i zdaję sobie sprawę, że zmienić tę sytuację będzie bardzo trudno.

Burmistrz obiecał, że zorganizuje spotkanie z dwoma konkurującymi stowarzyszeniami. – Chcę zaprosić zwaśnione strony na spotkanie. Postaram się, żeby zorganizować je na początku grudnia. Mam nadzieję, że się to uda. Szanuję pracę każdego w naszym mieście i liczę, że znajdziemy rozwiązanie.

Jednym z pomysłów jest wyznaczenie dwóch osobnych miejsc postoju dla dorożkarzy w mieście. – Nie mam jeszcze drugiej lokalizacji, ale będziemy jej szukać, o ile oczywiście strony się na to zgodzą.

Na ten pomysł przystaje przedstawiciel Krynickiego Stowarzyszenia Dorożkarzy Konnych. Ale na swoich warunkach: - Na nowe miejsce niech się przeniosą młodzi. My zostajemy.

Dorożkarz z Mochnaczki Niżnej komentuje: - Świetny pomysł. Niech się przeniosą w inne miejsce. My zostaniemy, mamy ładniejsze dorożki, jest nas więcej. Jeden z kolegów zainwestował ostatnio kilkanaście tysięcy złotych w nowy pojazd. Jesteśmy ładnie ubrani i dobrze będziemy reprezentować naszą gminę. 

Wydaje się niestety, że dorożkarski, wieloletni konflikt będzie bardzo trudno zażegnać.

(M)

Fot. BK







Dziękujemy za przesłanie błędu

Miesięcznik Sądeczanin - wydanie wrześniowe