Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 20 listopada. Imieniny: Anatola, Edyty, Rafała
07/11/2019 - 07:15

Justyna była wulkanem optymizmu i energii. Teraz przyszła po nią śmierć

Każdy, kto zna Justynę Stochel z Limanowej wie, że była wulkanem energii i duszą towarzystwa. Nie było dla niej słów ,,nie da się”. Uczyła się języka migowego, gry na gitarze, tańczyła w zespole, grała w siatkówkę. Dziewczyna żywioł. Gdziekolwiek się pojawiała, zarażała optymizmem. Jej śmiech do tej pory dźwięczy wszystkim w uszach… teraz gaśnie w oczach! W jej głowie jest śmiertelny guz. Nie ma słów, by opisać, jak to jest – dowiedzieć się, że po twoje dziecko przyszła śmierć – mówi z rozpaczą mama Justyny.

Alert! Prosimy Was o pomoc, o ratunek, bo Justyna gaśnie w oczach! W głowie tej młodej, pięknej dziewczyny jest śmiertelny guz… Nowotwór chce zakończyć jej życie, które dopiero się zaczęło. Musimy działać szybko, nie ma czasu do stracenia! Prosimy – ratuj Justynę! 20 lat to powinien być początek dorosłego życia, nie jego koniec!– ten dramatyczny apel pojawił się na stronie siepomaga.pl.

- Chciałam, by życie Justyny było takie jak ona – radosne, wspaniałe… Marzyłam, żeby się uczyła, zwiedzała świat… Nigdy nie myślałam, że miejscem, które pozna najlepiej, będzie oddział onkologii – mówi Agata, zrozpaczona mama Justyny -  Córka walczy z guzem pnia mózgu, a ja modlę się, by najgorsze nigdy nie nadeszło... 

Każdy, kto zna Justynę Stochel, wie, że jeszcze niedawno była wulkanem energii, duszą towarzystwa. Nie było  dla niej słów ,,nie da się”. Uczyła się języka migowego, gry na gitarze, tańczyła w zespole, grała w siatkówkę. Dziewczyna żywioł. Gdziekolwiek się pojawiała, zarażała optymizmem. Jej śmiech do tej pory dźwięczy wszystkim w uszach…

Cztery lata temu w jej młode życie brutalnie wdarła się śmiertelna choroba. Justyna nagle bardzo źle się poczuła. Ból głowy, wymioty… Wynik tomografu pokazał najgorszą prawdę. Guz pnia mózgu.

Nie ma słów, by opisać, jak to jest – dowiedzieć się, że po twoje dziecko przyszła śmierć. Justyna od razu trafiła na salę operacyjną. Guza niestety nie udało się wyciąć w całości. Operacja skończyła się niedowładem prawej strony ciała. Potem córka przeszła radioterapię i chemioterapię… Bardzo ciężkie leczenie – opowiada mama Justyny.  

Miała długie, jasne włosy… Po chemii wszystkie wypadły. Każdy by się załamał, ale nie ona… Mamo, ja to pokonam! Jestem silna, wierzę w siłę naszej rodziny, razem przez to przejdziemy! Bóg ma dla mnie plan, on wie, co robi. Raz zapytałam ją, skąd ma siłę… Powiedziała mi: Kiedy widzę, jak na mnie patrzysz i prawie umierasz, muszę być silna za nas dwie.

Przechorowała całe liceum. Po wyjściu ze szpitala w rok nadrobiła trzy lata. Nauczyciele patrzyli z podziwem. Leczenie przynosiło rezultaty. Wydawało się, że Justyna pokonała raka, że wygrała walkę o życie. Powoli zaczynała żyć jak zwyczajna nastolatka. Uczyła się do matury. Bawiła na studniówce. Marzyła o studiach: architektura albo ekonomia na Uniwersytecie Warszawskim. Kiedy mama mówiła,  że tyle w życiu ją ominęło przez tę chorobę, ona odpowiadała ze śmiechem: Mamo, drugie tyle przede mną! Idę do przodu, pokonałam chorobę. Nic mnie nie załamie, ja mam tę moc!

Justyna czuła się wspaniale, a potem znowu przyszedł szok. Po przeprowadzonych  w lutym badaniach  kontrolnych okazało się, że choroba znowu zaatakowała.

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu