Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Wtorek, 17 września. Imieniny: Franciszka, Lamberty, Narcyza
27/09/2018 - 12:00

Jak nienormalna kładka w Krynicy, stała się całkiem normalna

Prowadzenie inwestycji nie jest łatwe. Zazwyczaj potrzeba na to wiele czasu i pieniędzy, które często trzeba pozyskać z różnych źródeł zewnętrznych, aby ochronić swój własny budżet. Miasta i gminy mierzą się z tym problemem, na co dzień. Często też powstają konstrukcje, które na pierwszy rzut oka mogą dziwić. Tak było w Krynicy, gdzie powstał nietypowy mostek, z którego ciężko było zejść, bo kończył się uskokiem.

Końcem zeszłego roku w ramach dofinansowania uzyskanego przez gminę w ramach polsko-słowackiego programu Interreg Krynica dostała 2,5 mln złotych na budowę trzech kładek nad potokiem Muszynka. Mostki wybudowano w terminie i według planu, jednak jeden z nich był nietypowy, bo kończył się 70. centymetrowym uskokiem. Kładka bez zejścia budziła zdziwienie i śmiech, bo przecież, po co budować jak nie da się z niej korzystać? No i kto to wymyślił?

Wszyscy mieszkańcy i turyści znali osławiony mostek przy ulicy Rzeźnianej, jednak niewielu wiedziało, dlaczego jest taki i czy taki zostanie.

Dofinansowania zewnętrzne mają to do siebie, że nie można ich wydać na nic innego, niż cel, na jaki zostały przyznane. W tym wypadku była to budowa kładek. Z kolejnego programu, gmina uzyskała pieniądze na budowę ścieżek rowerowych i w momencie jak trasy wybudowano, wpleciono je w istniejące już kładki i zrobiono barierki i zjazdy tak, że na pozór nietrafiona inwestycja stała się częścią czegoś większego i nareszcie może służyć mieszkańcom.

Zobacz także: Krynica Zdrój: powstaje piękny park i może kino plenerowe


-To, że mostek przez zimę nie był funkcjonalny wynikło z tego, że pieniądze na budowę kładek dostaliśmy, jako pierwsze, potem pojawiły się sie środki na budowę trasy rowerowej - mówi Dariusz Reśko burmistrz Krynicy-Zdroju. Uskok przy kładce powstał, dlatego że istnieje przepis prawa budowlanego, który nakazuje budowę przepraw i mostów 90 centymetrów nad lustrem wody tzw. stuletniej, czyli potencjalnie najwyższej, jest to ochrona w razie powodzi, dlatego kładka musiała być znacznie podniesiona.


- Przyzwyczaiłem się już do tłumaczenia, dlaczego kładka przy ulicy Rzeźnianej tak wygląda - dodaje burmistrz. Wiem, że były szyderstwa i śmiechy, ale to nic nie szkodzi, ważny jest efekt w postaci wspaniałej ścieżki rowerowej, która będzie służyć mieszkańcom i turystom. Teraz żadnych niedogodności już nie ma, z kładki jest płynny zjazd, a cała trasa rowerowa VeloKrynica zostanie za kilka dni oficjalnie otwarta.

(KS) fot. UM K-Z

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu