Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Niedziela, 15 września. Imieniny: Albina, Lolity, Ronalda
06/01/2019 - 20:00

Horror w górach. Jednych ratowali na Łabowskiej, potem był dramat pod Przehybą

Trudno uwierzyć! Ledwie napisaliśmy o ratowaniu turysty, który przez wiele godzin wędrował z doliny Jamnego w Ochotnicy Górnej w stronę schroniska PTTK na Turbaczu, a już kilka godzin później goprowcy donosili o kolejnych ludziach, którzy zaginęli na szlaku. Ratownicy działali na dwa fronty. Ze śnieżnych pułapek ratowali ludzi uwięzionych na trasie z Cyrli na Halę Łabowską, i chłopaka, który w nocy nie był w stanie dojść na Przehybę.

Godzina 20. Kryniccy goprowcy właśnie wyruszyli w góry na poszukiwania turystów, którzy utknęli na szlaku wiodącym ze schroniska na Cyrli na Halę Łabowską.

- Szukamy czterech osób, które poszły czerwonym szlakiem - mówi dyżurny ratownik. Skontaktowali się z nami za pomocą aplikacji Ratunek. Naprawdę nie mogę teraz rozmawiać, bo mamy tu urwanie głowy.

Na razie z turystami nie ma kontaktu. W wyprawie bierze udział kilkunastu ratowników - informują goprowcy.

Czytaj też: Wyścig ze śmiercią. Zrozpaczeni czekali na ratunek. Karetka utknęła w śniegu

Godzina 21.20

Dramatyczna akcja poszukiwania czwórki turystów zakończyła się szczęśliwie - mówi dyżurny ratownik GOPR Adam Lelito. - Są osłabieni i przestraszeni, ale cali, zdrowi i bezpieczni. Pomogliśmy im dotrzeć do schroniska na Hali Łabowskiej. Było ciężko. Szlak jest tak zasypany, że nie daliśmy rady dojechać skuterami. Zakopały się w zaspach. Musieliśmy je zostawić i dalej iść na nartach skiturowych - relacjonuje Lelito.

Jak tłumaczy ratownik, turyści nie mieli śnieżnych rakiet i zapadali się w głębokim śniegu. Dostali je dopiero od goprowców, którzy zabrali od nich ciężkie plecaki.

- Potem było im już łatwiej iść. Z nami nie byli już tacy przerażeni, a poza tym, bo było nas kilkunastu, przetarliśmy im szlak. Są i tak w całkiem dobrej kondycji.

I znowu ratownik przerywa rozmowę.

- Proszę wybaczyć, ale mamy kolejną robotę. Koledzy właśnie wyruszyli szukać turysty, który utknął na szlaku na Przehybę. Wiem tylko, że jest osłabiony, bo wędruje od dziewiątej rano. Teraz zadzwonił do nas, że potrzebuje pomocy.

Godzina 22.20

Udało nam się połączyć z jednym z goprowców, Maciejem Więckiem, który jest w ekipie ratowników szukających turysty, na szlaku na Przehybę.

- Przed chwilę byłem na Łabowskiej Hali, teraz przerzucili nas pod Przehybę. Chłopka już znaleźliśmy. Najpierw pojechali koledzy na skiturach, potem ruszył za nimi kład na gąsienicach. Ratownicy już do niego dotarli. Teraz zwiozą go na dół do Gabonia, gdzie czeka moja grupa -mówi Więcek.

Godzina 23.10

- Chłopak jest już w Gaboniu - mówi dyżurny ratownik Adam Lelito. - Na szczęście nie potrzebował karetki pogotowia. Jest w dobrym stanie, choć oczywiście najadł się strachu. Nie wiem czy pochodzi z okolicznej miejscowości. Jeśli tak, to ratownicy podwiozą go do domu. Jeśli przyjechał z gdzieś z Polski własnym autem, to podrzucą go na parking.

- A teraz znowu muszę przerwać rozmowę, ale tym razem to już śpieszę się wracać do domu, To był naprawdę ciężki dyżur - dodaje Lelito.

Choć śnieg nie przestaje padać, jak widać  na nic zdają się apele goprowców, którzy ostrzegają, że w górach jest bardzo niebezpiecznie i lepiej sobie odpuścić wędrówki.

Kryniccy goprowcy wydali ostrzeżenie o zagrożeniu lawinowym. Jak tłumaczył w rozmowie z '"Sądeczaninem" dyżurny ratownik krynickiego GOPR  Piotr Pikor, pod zwałami świeżego puchu leży stara, zmrożona warstwa. To dlatego dwie śnieżne pokrywy nie są ze sobą zespolone. Lawina, pod niewielkim nawet ciężarem wędrujących szlakiem turystów, może w każdej chwili się osunąć lub zejść samoistnie.

Rano pisaliśmy o turystach, który przepadli na szlaku... Była prawie jedenasta w nocy, kiedy dyżurny ratownik krynickiej grupy Górskiego Pogotowia Ratunkowego odebrał telefon z Przehyby. Właścicielka schroniska niepokoiła się o trójkę turystów, którzy mieli problem z dotarciem na miejsce.

Czytaj też No nie! Musieli szukać i ratować kolejnego szaleńca, który poszedł w góry

Dwójka młodych ludzi była już niedaleko schroniska, ale trzeci z nich opadł z sił i został sam na szlaku. Udało się go znaleźć. Warunki były ekstremalne. Zwały śniegu, a chłopak szedł bez rakiet na butach, z ciężkim plecakiem i po prostu zapadał się po pas.

[email protected]  fot. Maciej Więcek GOPR

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu