Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Poniedziałek, 13 lipca. Imieniny: Danieli, Irwina, Małgorzaty
25/05/2020 - 07:00

Hejt w sieci, co fascynuje wójta, kto wrzuca Romów z Maszkowic do jednego worka

Po tym jak Romowie z Maszkowic poskarżyli się, że przez epidemię koronawirusa ich dzieci odcięte są od nauki, bo nie mają laptopów i dostępu do internetu, rozpętała się prawdziwa burza. Z sieci na mieszkańców osady wylała się fala hejtu, wójt Łącka z przekąsem mówi, że jest zafascynowany nagłą chęcią małych Cyganów do nauki, dyrektor podstawówki tłumaczy, kto naprawdę chodzi do szkoły, a sami mieszkańcy osady ubolewają nad tym, że wszyscy są wrzucani do jednego worka, co jest zwyczajnie niesprawiedliwe.

- Nikt się nami mnie interesuje. Nasze dzieci do niczego nie mają dostępu – mówił w rozmowie z „Sądeczaninem” wójt osady Robert Szczerba, który twierdzi, że odkąd z powodu epidemii koronawirusa szkoły są zamknięte, mali Cyganie odcięci są od nauki.

Szczerba przyznaje, że co prawda dostali od szkoły dwa laptopy, ale to stanowczo za mało na liczącą ponad czterdzieścioro dzieci gromadę.

Czytaj też Po programie TVN o Romach z Maszkowic ich dzieci dostaną laptopy i internet?

Za sytuację w osadzie najczęściej cięgi zbiera wójt gminy Łącko Jan Dziedzina. Jak komentuje ostatnie skargi maszkowickich Romów na edukacyjne,  koronawirusowe wykluczenie?

- Fascynuje mnie obecna chęć do nauki dzieci z osady w dobie panującej pandemii. Przynajmniej takie można odnieść wrażenie po ostatnich wypowiedziach jej przedstawicieli. Zastanawia mnie jedna rzecz.  W czasie normalnego toku nauczania duża część dzieci romskich w wieku szkolnym była rzadkim, a w wielu przypadkach bardzo rzadkim gościem w szkole,  do której powinni uczęszczać i zdobywać tak upragnioną wiedzę.

Dla potwierdzenia swojej opinii, wójt odwołuje się do danych dotyczących frekwencji romskich dzieci, odnotowanej w nauczycielskich dziennikach szkoły podstawowej w Maszkowicach.  

- W okresie od września 2019,  do końca lutego tego roku, było sto pięć  dni nauki. Do placówki uczęszcza sześćdziesięcioro dwoje uczniów, którzy mieszkają w osadzie cygańskiej w Maszkowicach i dziewięcioro z Jazowska.  Spośród nich,  trzydzieścioro opuściło powyżej trzydziestu pięciu dni nauki. Przyjąłem jedną trzecią obecności jako granicę przyzwoitości.  ,,Rekordziści” byli w szkole jeden raz – mówi Dziedzina.

Z przytoczonych przez wójta danych wynika jednak, że część dzieci z osady do szkoły uczęszcza, może zatem z tą edukacją nie jest aż tak źle?

Dyrektor placówki Antoni Łazarz wyjaśnia, że problemu nie ma z młodszymi dziećmi, w przypadku których frekwencja sięga osiemdziesięciu procent. Dla porównania, w przypadku uczniów nieromskich, to dziewięćdziesiąt procent. Kłopoty są z tymi Cyganami, którzy chodzą do siódmych, ósmych klas.

- Niektórzy Romowie,  jest ich chyba z jedenastu,  z tego powodu nie będą klasyfikowani.  Opuścili więcej niż pięćdziesiąt  procent zajęć. Oni uważają, że są już dorośli i do szkoły chodzić nie muszą. Często jednak to wynika z tego, że nie radzą sobie z nauką.  Pod tym względem odstają od reszty klasy i po prostu się tego wstydzą. Niektórzy rodzice tłumaczą, dotyczy to starszych dziewcząt, że muszą zostawać w domu, żeby pilnować młodszego rodzeństwa. 

Jak dodaje Łazarz, występuje o karanie grzywną rodziców, którzy zaniedbują szkolny obowiązek swoich dzieci, ale w praktyce to kara nie do wyegzekwowania.  

Kilkanaście lat temu w szkołach pojawili się romscy asystenci, którzy czuwają nad edukacją cygańskich dzieci. W osadzie w Maszkowicach zajmuje się tym Andrzej Szczerba. W rozmowie z „Sądeczaninem” przyznaje, że do nauki najtrudniej przymusić starszych uczniów, ale jednocześnie mówi z żalem, że wszyscy Romowie wrzucani są do jednego worka.

- Tak jest zawsze. Pojawi się kilka czarnych owiec, to zaraz się mówi, że wszyscy jesteśmy do niczego.  Ktoś zobaczy jednego pijanego Roma w Lącku, to słyszymy, że wszyscy jesteśmy pijakami.  Niektóre dzieci nie chodzą do szkoły, to znaczy, że w ogóle nikt się nie chce uczyć, a to nieprawda.

Jak dodaje Szczerba, w ciągu ostatnich dziesięciu lat wiele się pod tym względem w osadzie zmieniło. Rodzice zaczynają rozumieć, jak ważna jest edukacja i że dzięki temu można znaleźć pracę.

-  Coraz więcej dzieci kończy podstawówkę, kilkoro zdobyło już fach w zawodówce. Naprawdę to dla nas ważne. Jest nam bardzo przykro, że w internecie wylewa się na nas hejt. Kiedy tylko są artykuły o Maszkowicach, zaraz potem jest tyle nienawistnych komentarzy.

Co piszą internauci?

Powiem to głośno: złodzieje i nieroby nigdy nie będą dobrze widziani i lubiani. Praca, jeszcze raz praca i edukacja, to jest lekarstwo na dobrą integrację, to tylko jeden z licznych wpisów pod artykułem „Sądeczanina” na temat osady w Maszkowicach.

- Nasze dzieci, te które naprawdę chcą się uczyć, czytają to wszystko i nie potrafią zrozumieć jak można tak pisać o drugim człowieku. One naprawdę mają trudne warunki do nauki. Jak mieszkamy, każdy widzi, a dzieciaki nie mają nawet świetlicy do nauki – mówi Andrzej Szczerba.  

O tym w jakich katastrofalnych warunkach mieszkają Romowie z Maszkowic pisaliśmy niejednokrotnie. Ostatnio znowu wrócił pomysł, żeby w osadzie postawić blok socjalny. Za takim rozwiązaniem obstaje Rzecznik Praw Obywatelskich. Czy to się w końcu może udać?







Dziękujemy za przesłanie błędu

Sądeczanin HISTORIA (2-2020)