Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Wtorek, 19 stycznia. Imieniny: Erwiny, Henryka, Mariusza
14/05/2015 - 08:10

Dziki, quady i zniszczona droga... Radni z Rytra dyskutują z Nadleśnictwem Piwniczna

Problem niszczenia upraw rolnych przez leśną zwierzynę, dewastowanie dróg dojazdowych przez przewoźników drewna to problemy nie tylko gminy takiej jak Rytro, ale i innych w Polsce. Do tego mieszkańcy skarżą się na wręcz „epidemię” piratów leśno-drogowych na quadach. Jak temu zaradzić, dyskutowali radni gminy z nadleśniczym Stanisławem Michalikiem.
Na terenie gminy Rytro Nadleśnictwo Piwniczna podzielone jest na trzy leśnictwa: Życzanów, Roztoka Mała i Roztoka Wielka. Lasy Państwowe nierzadko ponoszą koszty w związku z budową czy remontem infrastruktury drogowej i turystycznej oraz edukacją leśną. W ostatnim czasie Nadleśnictwo Piwniczna w Roztoce Małej położyło odcinek drogi za 70 tys. zł, mur oporowy i lampiony za 32 tys., zmodernizowało drogę w Życzanowie za 45 tys. Niemniej jednak podczas wczorajszej (13 maja) sesji Rady Gminy Rytro wniknęło kilka problemów, które gmina i nadleśnictwo musza wspólnie rozwiązać: dziki, zniszczona droga w Życzanowie i quadowcy.

Dziki

Jeszcze kilka tygodni przed sesją wójt wraz z sołtysami zorganizowali spotkanie nadleśniczego z mieszkańcami – sprawa dotyczyła szkód wyrządzonych rolnikom przez dziki. Efektem dyskusji był list skierowany m.in. do parlamentarzystów. Radni i mieszkańcy proponowali np. zwiększona liczbę odstrzałów lub nawet dokładanie się do kosztów polowań. Nadleśniczy nie bagatelizował problemu, ale zaznaczył, że na terenach podgórskich te straty są znikome.

Średnia wartość szkody, jaką wyrządziły dziki, podejrzewam, że nie przekracza nawet 100 złotych. Wysyłanie rzeczoznawcy do szkody, która jest warta 50-60 zł, a on weźmie za to nawet 500 nie jest warte – tłumaczył Stanisław Michalik.

Nadleśniczy zaznaczył, że w lasach wystawiona do odstrzału zwierzyna jest w dużą ilości, ale odstrzelenie jednego dzika wymaga od 8 do 10 wyjść.

Jeden z radnych zaznaczył, czy nadleśnictwo nie mogłoby na swoich terenach tworzyć poletek z ziemniakami i zbożem, na których żerowałyby dziki. Michalik wytłumaczył, że taki mały areał nawet na chwilę nie zatrzymałby stada dzików.

Zwierzyny w lesie się powiązać nie da. Dla dzików, nie tylko w celu łatwiejszego polowania, wykładamy co roku 15 ton nasion kukurydzy. To ich rzeczywiście zatrzymuje na jakiś czas – dodał.

Dzikie quady

Kwestię szarżujących po leśnych drogach i szlakach quadzistów poruszyła radna Ewa Barczyk.

Czy mają państwo jakieś propozycje jak temu zaradzić? – spytała.

Problem jest od wielu lat i to ogólnokrajowy. Organizowane są wspólne działania z policją i strażą graniczną, ale niestety straż graniczna została przeniesiona i już nie może uczestniczyć w takich patrolach. Są zatrzymania, bo nawet dwa tygodnie temu w rejonie Obidzy zatrzymano dwóch mieszkańców Rytra, szalejących na crossach – wyjaśniał Michalik. Nadleśniczy wskazał, że często piratów nie odstrasza nawet 1000-złotowy mandat, bo ich najzwyczajniej na niego stać.

Niestety to wykroczenie, a nie przestępstwo. Na dodatek jest duże przyzwolenie na tego typu zachowanie. Bo kiedy robimy wywiad środowiskowy i pytamy, kto szarżuje na quadach, to sąsiedzi nabierają wody w usta i nic nie chcą powiedź – dodał.


Głos w sprawie quadów zabrał także sołtys Suchej Strugi, Franciszek Konar.

– Dokonywaliśmy ostatnio przeglądu dróg. Droga spod zamku w stronę Makowicy. Co dwa lata dokładamy do niej pieniądze ponieważ quady ją niszczą. Nie ma żadnych kontroli straży leśnej. W nadleśnictwie w Muszynie, Krynicy robią kontrolę, a u nas nie. Na tych kontrolach jest straż graniczna i policjant, wiem, bo koledzy mi o tym mówią. A u nas takich kontroli nie ma – żalił się Franciszek Konar, emerytowany funkcjonariusz Straży Granicznej.

Nadleśnictwo jest jedno, nie ma nadleśnictwa Muszyna, Krynica – wszystko jest w granicach administracyjnych Nadleśnictwa Piwniczna. Co do kontroli, to w służbach specjalnych, mamy dwóch strażników leśnych. Działają na terenie 40 tysięcy hektarów i nie są w stanie przy każdej drodze częściej się znaleźć. Kontrole są, ale przejazdowe – pracownicy nie są w tanie być jednocześnie w kilkudziesięciu miejscowościach – odpowiedział Stanisław Michalik.

Droga w Życzanowie

Priorytetową kwestią okazała sie sprawa drogi w Życzanowie, która w szybkim stopniu jest niszczona przez ciężarówki transportujące drewno z lasu.

Droga w Życzanowie była wykonywana w latach, których nie przewidywano, że tak ciężkie pojazdy będą po niej jeździć – wskazał przewodniczący rady Tomasz Kulig.

Drewno z lasu nie wywożą leśnicy, ale nabywcy lub wynajęci przez nich przewoźnicy. Technika się tak rozwinęła, i to chyba dobrze, że nie da się teraz wrócić do sytuacji, że woziło się drewno końmi na wspólne składowisko, z którego później małotonażowe auta wiozły je gdzieś dalej – argumentował nadleśniczy.

Najwięcej głosu zabrał w tej sprawie sołtys i radny z Życzanowa, Mirosław Pustułka.

– Z pana wypowiedzi wynika, że pana nie obchodzi kto wywozi drewno z lasu. Wydaje mi się, że można nałożyć ograniczenie do 8 ton i nie byłoby problemu. Droga w Życzanowie się zapada. Czterdziestotonowe pojazdy tak ją obciążają, że widoczne są koleiny. Kilka lat temu zniszczyły kanalizację, która gmina musiała za własne pieniądze wyremontować – zaznaczył Pustułka. Spytał także czy konieczna jest „zrywka” drewna potokiem życzanowskim.

Do kwestii znaków powrócił Józef Filip i wskazał, żeby zamiast 20-tonowych samochodów do lasu wjeżdżały 8-tonowe i z mniejszym zagrożeniem dla gminnych dróg. 

Pan się nie może na nas obrażać. Mamy budżety jakie mamy i co zdążymy wyremontować, to chcemy jak najdłużej utrzymać w dobrej jakości – stwierdził.

Stawianie znaków jest najgorszym rozwiązaniem, jakie sobie można wyobrazić. W sytuacji, kiedy przewoźnicy mieliby organizować transport drewna autem o całkowitej masie 6 ton, to koszty transportu przekroczyłby koszty samego drewna. Wtedy nikt nie byłby taką transakcją zainteresowany – wskazał Michalik. Zasugerował, że droga w Życzanowie jest nie tylko niszczona przez wielkogabarytowe samochody, ale przede wszystkim przez cieki wodne, wzbierające w okresie powodzi.

Wszyscy zebrani w budynku urzędu doszli do wniosku, że sprawa drogi w Życzanowie jest kwestia priorytetową.

(JB)
Fot.sxc.hu, Starostwo w Limanowie, JB






Dziękujemy za przesłanie błędu