Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 24 lipca. Imieniny: Kingi, Krystyna, Michaliny
07/03/2015 - 19:42

Czego pragną kobiety. Od praski do ziemniaków, po czerwone, koronkowe stringi, czyli rzecz o mężczyznach

Grażyna nigdy nie zapomni jak dwa miesiące po ślubie w prezencie na Dzień Kobiet otrzymała od swojego męża… praskę do ziemniaków, a rok później krajalnicę do chleba. Beata z okazji kobiecego święta otrzymuje książki, które jej mąż kupuje…tak naprawdę dla siebie. Katarzyna była oburzona, kiedy na pierwszej randce, akurat 8 marca, otrzymała…seksowne czerwone stringi, choć akurat w tak wyjątkowym dniu oczekiwała wyrafinowanej szarmancji.
Dzień Kobiet to tak naprawdę dzień udręki dla mężczyzny - mówi spotkany na sądeckim, jagiellońskim deptaku pan Łukasz, który szuka czegoś odpowiedniego na prezent dla swojej żony.

- Pani nie wie, jakie to stresujące? Przez te wszystkie lata małżeństwa, a zebrało się tego dziesięć - moja żona oczekuje, żebym to ja wymyślał dla niej prezenty. A ja jestem prostym inżynierem budownictwa i zawsze - jakoś tak mi wychodzi - idę w kierunku użyteczności prezentów. Kiedyś, na początku naszego małżeństwa, kupiłem żonie na Dzień Kobiet mikrofalówkę. Narzekała, że koleżanki mają, a ona nie. Pomyślałem sobie, że będzie jak znalazł. Prezent pięknie zapakowałem. Żona była wyraźnie podekscytowana. Jak zobaczyła, co to jest, to niby się cieszyła, potem się nabzdyczyła, a na końcu wydusiła z siebie, że chciałaby, że to było coś specjalnie dla niej. No to ja mówię, że ta mikrofalówka to jest właśnie specjalnie dla niej. Na to ona się rozpłakała, a ja już nic nie rozumiałem.


Z opowieści pana Łukasza, któremu na jagiellońskim deptaku - miejscu naszej redakcyjnej sondy na temat prezentów z okazji Dnia Kobiet - zebrało się na zwierzenia, wyłania się obraz męskich cierpień wynikających z niemożności zrozumienia skompilowanej, kobiecej natury.

-  Rok później wykoncypowałem, że skoro moja żona chce, żeby to było coś specjalnie dla niej, to pomyślałem w prostocie swoje męskiego umysłu, że najlepiej wręczę jej pieniądze, wcale niezłą sumkę, żeby sama sobie coś kupiła. Bo przecież ona najlepiej wie, co chciałaby dostać. Pomyślałem, że przecież kobiety tak lubią chodzić po sklepach. Dałem jej te pieniądze i mówię, kup sobie coś ładnego. I co? Znowu katastrofa! Powiedziała, że chodzi o to, żeby dostać prezent, a nie pieniądze. I oczywiście się obraziła. I tak od dziesięciu lat.

- A co pan wymyślił w tym roku? - pytam

- Kolega z pracy kupił swojej żonie karnet do klubu fitness. Zrobiłem to samo. Bo to faktycznie taki prezent tylko dla niej. Jak pani myśli?

Przyznaje panu Łukaszowi, że to dobry pomysł. Choć, kiedy się rozstajemy, zastanawiam się, jak wygląda żona mojego rozmówcy. Jeśli na przykład ma kilka kilogramów za dużo, to prezent może zostać odczytany jako sugestia, że nie wygląda zbyt dobrze i powinna coś z tym zrobić. I znowu może z tego wyniknąć „prezentowa” katastrofa.

Licząca sobie 26 lat, pani Katarzyna opowiada o jednym ze swoich prezentów otrzymanych od kolegi z pracy, który - jak mówi - smalił do niej cholewki, i z którym umówiła się na pierwszą randkę właśnie w Dzień Kobiet. Amant przyszedł oczywiście z prezentem.

- Kupił mi czerwone, koronkowe stringi. Na pierwszej randce! Byłam oburzona. W podziękowaniu dostał ode mnie kosza. Bo ja w takim dniu oczekiwałam wyrafinowanej szarmancji.

Spotkana na jagiellońskim deptaku pani Grażyna ma ponad trzydziestoletni małżeński staż. Kiedy pytam o prezenty, którymi rozczarował ja mąż w Dniu Kobiet,  wspomina…praskę do ziemniaków otrzymaną w dwa miesiące po ślubie, rok później krajalnicę do chleba, a w kolejnych latach był ohydny, niebieski obrus w szaroniebieską kratę, ciepłe bambosze i kiczowata, udająca złoto, broszka.

- Wspominam to wszystko z humorem. Te prezenty były okropne, ale przy tym wszystkim wzruszające. Bo ja doceniałam to, że mój mąż chce mi sprawić radość. 

- Dała mu pani do zrozumienia, że te podarunki nie bardzo się pani podobają?

- Nie, ale kiedyś szczerze mu powiedziałam, że tak naprawdę to najbardziej lubię dostawać kwiaty. I teraz mój mąż zawsze kupuje mi na Dzień Kobiet pęk róż. To moje ulubione kwiaty. Dostaję też od niego książki i udaję, że nie widzę drugiego dna. Bo to są tak naprawdę ksiązki…dla niego - śmieje się pani Grażyna.

Moi kolejni rozmówcy to małżeństwo w średnim wieku, pani Beata i pan Marek. Na pytanie o to, dlaczego prezenty wręczane kobietom przez mężczyzn stają się czasem kością niezgody, odpowiadają bardzo zgodnie

- To wszystko wina przepaści w psychicznej konstrukcji obu płci. John Gray napisał znaną książkę „Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus”,ale  ja ujęłabym to prościej - tłumaczy pani Beata. - Mężczyzna nie jest skomplikowany. Ma prostą konstrukcję cepa. A kobiety, idąc tym tropem, to skompilowany kombajn.

- Bo my mężczyźni jesteśmy prości w obsłudze. Mamy tylko dwa przyciski - śmieje się pan Marek. - I dlatego, dla wszystkich panów, mam prostą radę. W Dniu Kobiet kupujmy naszym kobietom kwiaty.

- Szczególnie róże - dodaje pani Beata. - Wystarczy jedna. Długa, krwiście czerwona róża, z pewnością rozpali iskierkę w sercu każdej kobiety. Oczywiście pod warunkiem, że palec oblubienicy nie trafi na kolec.

Agnieszka Michalik
Fot. sxc.hu
 
Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu


lipcowy miesięcznik