Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Piątek, 7 sierpnia. Imieniny: Donaty, Olechny, Kajetana
20/04/2015 - 13:15

Chwalili Pana Boga „po nasomu”. Łąccy górale wspominali Jana Pawła II

Nie odstraszyło ich przenikliwe zimno, sypiący śnieg i porywisty wiatr. Mimo niesprzyjającej aury łąccy górale jak co roku mszą świętą w regionalnej oprawie upamiętnili kolejną rocznicę śmierci Ojca Świętego Jana Pawła II. Modlili się na Cisowym Dziale pod Modynią, pod krzyżem na Zakiczni-Młyńczyskach.
„Hej imię Jana Pawła, hej nigdy nie zaginie, hej ani na wiersycku, hej, ani na dolinie” - śpiewali podczas mszy świętej, na Cisowym Dziale pod Modynią łąccy górale. I gorąco modlili się po góralsku, bo wszystkie czytania biblijne zostały przełożone na gwarę. Również gwarą swoje kazanie wygłosił ksiądz Stanisław Kowalik, kapelan Związku Podhalan diecezji tarnowskiej. Co usłyszeli od swojego duszpasterza górale?

- To nase wspolne bycie, nase wspolne trwonie jes wyrazom tego, ze imio Jana Pawła II nigdy nie zaginie. Dobry Bog doł nom wielkigo cłowieka gor. Som Karol Wojtyła mowioł do nos: „Byłem waszym góralskim biskupem, kardynałem , a na koniec zostałem waszym góralskim papieżem” Świoty Jan Paweł II boł cłowiekom świadectwa. To on ucoł nos co to zycie, co to cłowiek, co to Bog, jak zyć, coby sie nie pogubić, nie zatracić i jak mo wyglodać nase codzionne zycie. Ksiodz Józef Tischner zwyk mowiać, ze nos goroli nie do sie zrozumieć bez gor. Bez nasyk dolin, pagorkow, bez wspinonia sie i niełatwe roboty na polak i holak. Bez tego nie do sie zrozumieć siebie somego. Ale pumogo nom w tym kultura, nasa gwara, nase piykne stroje i to wsyćko staje sie wyrazom nase wiary, wiary nasych ojcow w Boga. Musomy pomiytać skod my so, i dokod idomy. Ksiodz Tischner godoł tyz, ze ni ma jak w domu. A dom to pocucie ze jeześmy u siebie. Wsyćkie przemiyrzone przez cłowieka szlaki mierzo sie odległościom od domu. Bo dom jes gniozdom cłowieka. A nas dom, to nase gory.

Doroczne, plenerowe nabożeństwo pod krzyżem na Cisowym Dziale pod Modynią, organizowane przez łącki oddział Związku Podhalan, rokrocznie gromadzi liczną rzeszę wiernych. Na góralskie nabożeństwo ściągają nie tylko mieszkańcy Cisowego Działu. Przyjeżdżają także ludzie z sąsiednich miejscowości, także z Nowego Sącza. Bo to nie tylko wspólna, gorąca modlitwa, ale także chłonięcie bogactwa regionalnej kultury.
Pani Agnieszka z Nowego Sącza na góralskiej mszy była po raz pierwszy i- jak sama zapowiada - na pewno nie po raz ostatni.

- To było naprawdę wyjątkowe przeżycie wysłuchać biblijnych czytać i kazania po góralsku. To dobrze, że wracamy do korzeni i pielęgnowania tradycji.

Helena Mrówka z Łącka, która należy do Związku Podhalan, w nabożeństwach upamiętniających kolejną rocznicę śmierci Ojca Świętego Jana Pawła II uczestniczy co roku.

- Uważam, że góralskie msze święte są przepiękną tradycją. Bardzo cieszy mnie powrót do zwyczaju ubierania się w regionalne stroje na uroczystości religijne. Pięknie to wyglądało także podczas Wielkanocy, kiedy święciliśmy pokarmy i uczestniczyliśmy w nabożeństwie rezurekcyjnym.

Wśród członków łąckiego Związku Podhalan, którzy tłumnie przyszli na mszę, dużo jest ludzi młodych. To oni grali i śpiewali w góralskiej kapeli, oni także gwarą przedstawiali biblijne czytania. Liczący sobie 35 lat Grzegorz Czepelak, na co dzień geodeta w nowosądeckim starostwie, jest wiceprezesem oddziału, także członkiem prezydium Związku Podhalan w Polsce. Jak mówi, łącka organizacja jest najmłodszym, pod względem wiekowym, odziałem w całej Polsce. To ewenement w skali kraju.

- Powrót do korzeni to swoista moda. Młodzi chcą mówić gwarą, uczyć się regionalnych tańców i góralskiej muzyki. Ale w naszym przypadku to też duża zasługa naszego prezesa Tomasza Ćwikowskiego, który postawił na współpracę z młodymi ludźmi. To młodzi dominują w składzie zarządu łąckiego oddziału Związku Podhalan.

Dlaczego wracamy do tradycji? Zdaniem księdza Stanisława Kowalika, kapelana łąckich górali, to konsekwencja niepokojów współczesnego świata.

- Człowiek, który dzięki technologicznemu postępowi, ma do swojej dyspozycji wiele dóbr materialnych, czuje się pogubiony. Stałym punktem odniesienia staje się dom, o którym mówiłem w kazaniu. A dom to są nasze korzenie, nasza tradycja, zwyczaje, gwara, taniec, muzyka, nasze odzienie i wiara, która zawsze jest fundamentem naszej tożsamości, a szczególnie nas, górali.

Ksiądz Kowalik jest wielkim orędownikiem góralskich mszy świętych i gwarowego tłumaczenia biblijnych czytań.

- Swoje msze święte mają Ślązacy, Kaszubi. Mamy je i my, górale. I jest w tym nie tylko zasługa księdza Józefa Tischnera, który nasze nabożeństwa zainicjował. Sam Jan Paweł II mówił o tym , że górale na swój sposób wielbią Boga i powinni to czynić tak, jak umieją, także gwarą, którą na co dzień mówią w swoich domach. Tak więc gwara, przenoszona na język biblijny, ukazuje naszą tożsamość.

Doroczna msza święta w intencji Jana Pawła II to nie jedyne nabożeństwo w regionalnej oprawie. Za sprawą Związku Podhalan góralskie nabożeństwa organizowane są w każdą trzecią niedzielę miesiąca w Łącku, w kościele pod wezwaniem św. Jan Chrzciciela.

- W naszych mszach uczestniczy coraz więcej ludzi, których zachwycają gwarowe czytania i śpiewy i kazania. No i można zobaczyć górali w pełnej krasie, w przepięknych regionalnych strojach. Ten zwyczaj, szczęśliwie udało się przywrócić - mówi Tomasz Ćwikowski prezes łąckiego oddziału Związku Podhalan Tomasz Ćwikowski, na co dzień budowlaniec i szef firmy Erbet.

Jako wielki orędownik pielęgnowania góralskiej tradycji, jeszcze kilkanaście lat temu Ćwikowski dumał ze smutkiem, że kiedy odejdzie starsze pokolenie, umrze tradycja noszenia regionalnych strojów. Zastanawiał się, co zrobić, żeby ludzie, przynajmniej od święta, chcieli nosić się po góralsku. Kiedy w 2005 roku, powstał w Łącku odział Związku Podhalan, z którym od początku jest związany, pomyślał, że to świetna okazja. Zaczął namawiać ludzi, żeby przejrzeli stare kufry, szafy i strychy w poszukiwaniu serdaków, spódnic czy chustek i żeby w regionalnych strojach przychodzili na msze święte. Udało się. Na góralskich nabożeństwach na powrót zaczęli się pojawiać górale w swoich tradycyjnych strojach.

- Na początku swojego proboszczowania w Łącku, ksiądz dr Janusz Paciorek, w czasie jednej z mszy z udziałem członków Związku Podhalan, czyli chyba z rok temu, patrząc na nasze stroje powiedział: „Niech się skryją wszystkie inne ubrania, nawet najdroższe garnitury od Armaniego” - mówi ze śmiechem Tomasz Ćwikowski. - A ja jeszcze dopowiem - przechodząc na gwarę - ze mnie nojbardzi ciesy to, ze w te nase góralskie łodzionia ubiyrajo sie ludzie młodzi i tego sie nie wstydzo. Z casow kiej zem jesce boł małym chodokom, pomiytom, ze byli tacy ludzie, którzy co niedzielo do kościoła chodzali łodzioni po góralsku i jak ino jes do tego okazjo, to namowiom wsyćkik, coby se takie góralskie łodzionia sprawili. I nie chodzi mi o to, coby te łodzionia trzymali w szofie, cy w skrzyni po babce – bo nie kco robić Cepelii - ino coby z nik korzystali i ik łodziywali na rozne okazje, nie ino kościelne, ale i prywatne, jak wesela abo krzciny. Dzioki Bogu tak sie dzieje i duzo ludzi takie łodzionia se sprawiuło.

Doroczna, góralska msza święta pod krzyżem na Cisowym Dziale pod Modynią, upamiętniająca kolejną rocznicę śmierci Ojca Świętego Jana PawłaII, mimo dotkliwego zimna zgromadziła kilkuset wiernych. Była to nie tylko okazja do żarliwej modlitwy. Do tradycji, po zakończeniu nabożeństwa, należy wspólne biesiadowanie z góralską kapelą przy ognisku z pieczona kiełbasą i gorącym żurem.

- Śnieg nas zasypywał , ale my górale jesteśmy twardzi. Pogoda nas nie oszczędza, ale niesie nas moc i nasza tradycja - mówili górale.

Agnieszka Michalik
Fot. Krzysztof Adamczyk, Związek Podhalan







Dziękujemy za przesłanie błędu

Sądeczanin HISTORIA (2-2020)