Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Poniedziałek, 29 listopada. Imieniny: Błażeja, Margerity, Saturnina
26/10/2021 - 16:30

Ale historia! Odnalazła się Tina z Moszczenicy, która zaginęła w górach

- Tinka się znalazła – słychać w słuchawce telefonu rozradowany głos. - A już zupełnie straciliśmy nadzieję. Ta smutna historia, która zaczęła się od rozpaczy, skończyła się wielką radością – mówi właścicielka małej suczki, która zagubiła się na szlaku na Przehybę. Wszystko skończyło się szczęśliwie, choć wcale nie było to takie proste.

Czytaj też Najpierw była miłość, ślub i wielkie szczęście. Potem przyszła do nich śmierć

Ta historia znalazła szczęśliwy finał, bo turystki z Nowego Sącza, wędrujące w niedzielę szlakiem z Gabonia na Przehybę, zwróciły uwagę na pieska, który szedł za grupką ludzi. Kiedy okazało się, że po prostu się przybłąkał,  jedna z nich gotowa go była zabrać do domu.  Sunia szła z nią jakiś czas, ale kiedy zobaczyła małżeństwo z dzieckiem, zawróciła i za nic nie chciała iść dalej.

Zapadła decyzja, żeby zadzwonić do „Sądeczanina” z prośbą o zamieszczenie informacji na Facebooku ze zdjęciem psiaka.  Właściciele zaginionej suczki post przeczytali i też zadzwonili do naszej redakcji.  Już wiedzieli, że Tinka, bo tak wabi się ich  ulubienica, może się błąkać gdzieś na szlaku,  tylko pytanie, gdzie.

Być może poszła za turystami, którzy beztrosko ją przywołali, a potem wsiedli w samochód i odjechali – snuli przypuszczenia. Prosili o pomoc.

Napisaliśmy więc o Tinie i dzięki temu cała historia skończyła się szczęśliwie. - Zaraz po tym, kiedy zorientowaliśmy się, że suni nie ma koło domu, zadzwoniliśmy do schroniska na Przehybę. Pytaliśmy czy tam przypadkiem się nie zabłąkała, ale nikt jej nie widział – opowiada pani Krystyna.  

Czytaj też Ten widok zapiera dech. Bajeczne barwy jesieni w Beskidzie Sądeckim [ZDJĘCIA]  

Co się działo z psiakiem? – Nasza sunia zeszła na dół, na parking i po prostu wskoczyła do samochodu małżeństwa z Chomranic. Za nic nie chciała wyjść z auta.  Nie mieli serca jej zostawić. Była smutna i miała podkulony ogonek. Było oczywiste, że się zgubiła.   Zdecydowali, że ją zabiorą, a potem spróbują dotrzeć do właścicieli – opowiada pani Krystyna.  

- Dzięki temu, że w poniedziałek napisaliście, że szukamy Tinki, historia skończyła się szczęśliwie. Dziękujemy za wielkie serce redakcji i małżeństwa z Chomranic, które Tinkę zabrało – mówi pani Krystyna.

 to cie też zainteresuje U nich ludzie mają to we krwi. Taka dziwna sądecka gmina  

Kiedy sunia zobaczyła swoich właścicieli, radości nie było końca. - Podczas jazdy samochodem, już do domu, w Moszczenicy, gdzie mieszkamy, siedziała wtulona we mnie, na moich kolanach. Teraz musimy zrobić jedno, sprawić jej obroże z numerem telefonu. Gdybyśmy to zrobili wcześniej oszczędziło by to nam zmartwienia, a suni okropnych przeżyć, tym bardziej, ze to piesek po przejściach, którego zabraliśmy ze schroniska dla bezdomnych zwierząt.  (jagienka.michalik@sadeczanin.info)







Dziękujemy za przesłanie błędu