Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Piątek, 13 grudnia. Imieniny: Dalidy, Juliusza, Łucji
24/06/2019 - 08:10

Coś dziwnego działo się w nocy w starej cerkwi w sądeckim skansenie [WIDEO]

Być w środku nocy w sądeckim skansenie i to jeszcze w starej, grekokatolickiej cerkwi? To niemożliwe, bo przecież muzeum jest zamknięte na cztery spusty i do tego pilnie strzeżone. A jednak w weekendową noc było tam pełno ludzi. Stało się tak za sprawą filmowców. Kręcili zdjęcia do magicznego filmu „Szepty” realizowanego w nowoczesnej technologii wirtualnej rzeczywistości, która rewolucjonizuje nasz świat. Na tym dziwnym styku przeszłości i przyszłości pojawili się miejscowi statyści. To była dla nich wielka przygoda.

Filmowcy dali ogłoszenie w lokalnych w mediach. Szukali do statystowania ludzi po pięćdziesiątce. – W sam raz się do nadajemy - mówi Marta Ogórek, nauczycielka jednej z sądeckich podstawówek. Nigdy nie byłam na planie filmowym. Stwierdziłam, że pora na nową przygodę na dobry początek wakacji.

Czytaj też Jaką tajemnicę skrywa papieski ołtarz w Starym Sączu  

Jan Kurek na plan filmowy do skansenu przyjechał z Limanowej. Jest rzeźbiarzem, snycerzem i konserwatorem sztuki.

- Nie mam filmowych ambicji. Tak, jak w życiu, wszyscy jesteśmy statystami. Trochę z przypadku. Tutaj też znalazłem się z przypadku. Namówił mnie kolega, też rzeźbiarz.

To prawda – mówi Aleksander Najerski, emerytowany nauczyciel z limanowskiego technikum mechanicznego. Powiedziałem Janowi, że to będzie ciekawe doświadczenie. Sam statystowałem już w zdjęciach do „Syberiady”. Syberię udawały okolice Nowego Targu. To była fantastyczna przygoda. 

Czytaj też Koralowie złowili w lodowe reklamowe sieci kolejnego topowego gwiazdora 

Jest jeszcze Tadeusz Przeworski, rencista, który też nie po raz pierwszy znalazł się na planie filmowym.

- Statystowałem już w sądeckim skansenie do filmów „Papusza” i „Pod Mocnym Aniołem”. Bardzo to lubię, bo trochę jestem niespełnionym aktorem. 

Ale tym razem to nie jest zwykły film. To produkcja realizowana przez dwóch reżyserów Jacka Nagłowskiego i Patryka Jordanowicza, w nowoczesnej technologii wirtualnej rzeczywistości VR.

- To film wrażeniowy. Nie ma tu fabuły sensu srticto. To raczej pewien rodzaj silnego doznania – tłumaczy Jacek Nagłowski. - Widz nie zobaczy tej produkcji w kinie. Żeby obejrzeć film musi mieć specjalne VR gogle, które umożliwią mu wejście do wirtualnej rzeczywistości. Na razie taką możliwość w kilku miastach Polski oferuje tylko Multikino. Ale jest też coraz więcej ludzi, którzy mają taki sprzęt w domu i będą mogli film obejrzeć na własnym komputerze. 

Jakie to doznania? Obraz zanurzy odbiorcę w świat natury, pogańskich rytuałów i grekokatolickiej  religijności. Na pograniczu polsko – białoruskim, tam, gdzie Wschód styka się z Zachodem ciągle żywa jest wiara w moc szeptuchy, która leczy ludzi modlitwą przemieszaną z ludową magią. Widz będzie miał wrażenie, że to właśnie nad nim szeptucha odprawia tajemniczy rytuał. 

Ten film jest połączeniem przeszłości z rzeczywistością? -pytamy reżysera. - Dotyka niepokojów współczesnego człowieka zagubionego we współczesnej cywilizacji? Jedni chodzą do psychologa, korzystają z pomocy psychiatry, inni idą do wróżki czy właśnie szeptuchy.

To prawda – odpowiada Nagłowski. - Może trochę pójdę w patos, ale zależało nam na tym, żeby dotknąć sfery sacrum. Czegoś, co jest poza naszymi codziennymi zmartwieniami, czegoś co otwiera odbiorcę na doznania spoza codzienności. Jeśli w tym filmie dotykamy magii, to dotykamy jej w kontekście religijnym.

Szeptucha, która wystąpi w filmie jest prawdziwa - zdradza Olga Solarz, doktor etnologii z Państwowej Wyższej Szkoły Wschodnioeuropejskiej w Przemyślu, która na planie filmowym jest konsultantką. Szeptucha urodziła się na Syberii, a mieszka w Odessie. Sceny z jej udziałem już zostały nakręcone.

Beata Majewska z Nowego Sącza, która prowadzi własną firmę i na jeden wieczór porzuciła dla statystowania biznes, przyznaje, że to właśnie postać szeptuchy ją zaintrygowała.

- Kiedy w ogłoszeniu przeczytałam o czym jest ten film, stwierdziłam, że to fascynujące i muszę tam być. Może ja sama mam coś z szeptuchy …. Dwadzieścia lat temu wracałam ze Zgorzelca stopem. Pomachałam na kierowcę ciężarówki, który udawał, że się zatrzymuje, a kiedy mnie mijał, wdepnął w gaz. Powiedziałam wtedy ze złością: „a żeby ci tak koło strzeliło”. Potem zabrałam się z kimś innym. Patrzę, pół kilometra dalej, ten złośliwiec w ulewnym deszczu zmienia koło. Lało jak z cebra, ale  tylko w tym miejscu, na odcinku pół kilometra. Dziwne, prawda? – opowiada ze śmiechem.

Dla wszystkich statystów było to niezapomniane przeżycie. Niezwykły, pełen magii i tajemnicy nastrój budował chór z Przemyśla śpiewający cerkiewne pieśni podczas kręconej w środku nocy sceny mszy i procesji.

To niesamowite – mówili  wszyscy zgodnie. – Magię psują tylko komary, które tną wszystkich bezlitośnie. Ale warto było dać się pogryźć - dodają  ze śmiechem.

Wedle zapowiedzi reżyserów film będzie można obejrzeć w Nowym Sączu na specjalnym pokazie w październiku. Produkcja zostanie też pokazana na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji. fot. Jm, Piotr Droździk

[email protected] fot. Jm, Piotr Droździk

Być w środku nocy w sądeckim skansenie i to jeszcze w starej, prawosławnej cerkwi? To niemożliwe, bo przecież muzeum jest zamknięte na cztery spusty i do tego pilnie strzeżone. A jednak w weekendową noc było tam pełno ludzi




Fot. Jagienka Michalik, Piotr Droździk





Dziękujemy za przesłanie błędu