Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Poniedziałek, 26 sierpnia. Imieniny: Ireneusza, Konstantego, Marii
17/07/2018 - 15:15

Chełmiec. Kto by jeździł tym szynobusem? Sołtysi odpowiadają bezpardonowo

Żaden z sołtysów z Klęczan, Marcinkowic czy Rdziostowa za frekwencję w szynobusie z Marcinkowic ręki sobie uciąć nie da, ale w jednym samorządowcy są zgodni: o takich rozwiązaniach jak komunikacja zastępcza na czas zamknięcia mostu heleńskiego władze Chełmca powinny rozmawiać z Nowym Sączem już w zeszłym roku. Dzisiejsze odbijanie pałeczki na linii Nowy Sącz – Chełmiec podsumowują krótko - mleko się już rozlało…

Władze Chełmca podjęły kilka tygodniu temu starania by od 1 września, czyli od początku nowego roku szkolnego wydłużyć bieg szynobusu kursującego na czas budowy nowej przeprawy na Dunajcu aż do Marcinkowic.

Bardzo szybko się okazało, że na takie rozwiązanie może już być za późno, bo władze Nowego Sącza nie są stroną w tej sprawie a przewoźnik obsługujący połączenie i władze gminy doszły do wniosku, że bez ograniczenia kursów – a władze to się po prostu nie uda. Natomiast w interesie mieszkańców Nowego Sącza jest przede wszystkim podtrzymanie aktualnie obowiązującego rozkładu komunikacji zastępczej.

O szczegółach zamieszania pisaliśmy w publikacji Chełmiec: jednak nie będzie szynobusu z Marcinkowic do Nowego Sącza

Sprawa utknęła w miejscu, ale okazuje się, że w Rdziostowie, Marcinkowicach i Klęczanach miejscowi dziś już podchodzą do tematu bez większych emocji.

Sołtys Rdziostowa Grzegorz Mróz ma do całego zamieszania spory dystans i zastrzega, że o tym, ile osób rzeczywiście by korzystało z szynobusu jest bardzo trudno przesądzić. Zdania są wśród mieszkańców – nie tylko Rdziostowa – bardzo podzielone.

Jednej rzeczy Mróz jest jednak pewien. – Na pewno mieszkańcy mojego sołectwa domagaliby się utworzenia dodatkowego przystanku na przejeździe kolejowym na osiedlu Łęg a to by bardzo całą sprawę skomplikowało  – zaznacza. Rdziostowianie po prostu wolą mieć przystanek zaraz obok i iść do niego na piechotę niż dojeżdżać autem do Marcinkowic.

Mróz nie ukrywa również, że on sam osobiście jest zniesmaczony postawą kolei, która zamiast potraktować organizację transportu zastępczego jako wyższą konieczność i pójść na ustępstwa choćby z trybem opuszczania szlabanów trzyma się sztywno litery prawa. – Ja już pomijam zachowanie samorządowców, ale kolej to prawdziwe państwo w państwie.

Inna rzecz, to sam standard pojazdów, które obsługują te stronę Dunajca. – Jaki to szynobus? Trochę na kolei przepracowałem i powiem tak: to nie jest szynobus, tylko zabytek, który nadaje się albo do muzeum albo do przetopienia na nowy szynobus – podsumowuje bezpardonowo Mróz.

Sołtys Marcinkowic Katarzyna Bobak podziela ostrożność Mroza. – Często się o tym u nas mówi i bardzo wiele osób deklaruje, że z szynobusu by korzystała. Ale na ile te deklaracje by się przełożyły na rzeczywistość, tego nikt nie jest w stanie dziś przesądzić.

Ale według Bobak nie znaczy to wcale, że od szukania rozwiązań w tej sprawie należy całkowicie odstąpić. – Może wystarczyłoby szynobus puścić tylko w czasie największego ruchu: rano i popołudniu? Tu potrzeba rozmów z udziałem wszystkich zainteresowanych stron a ich po prostu nie ma – podsumowuje nasza rozmówczyni.

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu


Sierpniowy miesięcznik "Sądeczanin"