Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Piątek, 18 października. Imieniny: Hanny, Klementyny, Łukasza
07/06/2019 - 18:00

Chełmiec i Marcinkowice: to już nie skandal z wodą, to tragedia! Osiedle odcięte

Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego zamknął drogę, którą gmina budowała do osiedla Łazy w Marcinkowicach na prywatnych gruntach, które przejęła, ale za które jeszcze nie zapłaciła. W dużym skrócie droga jest – według nadzoru budowlanego - samowolką budowlaną, ale o tym w osobnym materiale. Na dziś najważniejsze jest to, że z powodu braku drogi i bakterii coli na ujęciu w wody w Marcinkowicach miejscowi są całkowicie pozbawieni wody pitnej.

O przerwie w dostawy wody pitnej pisaliśmy w publikacji Chełmiec: uwaga, groźne bakterie w wodzie! 18 sołectw nie może pić wody z sieci
Okazuje się, że problem nabrał bardzo dramatycznego wydźwięku: nie dość, że gdy przeliczymy 18 sołectw, które nie mogą pić wody z kranu, to uzyskamy liczbę aż 20 tysięcy mieszkańców, to jeszcze okazało się, że część nie będzie mogła korzystać nawet z beczkowozu.

Beczkowóz, który w ślad za przepisami dostarcza wodę pitną podstawiony jest przy kościele w Marcinkowicach. Do góry, do odciętego osiedla Łazy to ponad trzy kilometry a na sporej długości droga idzie ostro pod górę, że nawet bez obciążenia trudno się tam dostać pieszo. Pracownicy - ZGKiM choć prosiła ich o to sołtys Marcinkowic Katarzyna Bobak – nie zgodzili się na dostarczenie wody do góry mimo że problem dotyczy kilkudziesięciu osób, w tym starszych i poważnie chorych. Powód? Jak w kołowrotku – zamknięta droga przez nadzór.
Pani Katarzyna nie zasypywała gruszek w popiele i zadzwoniła do zarządzania kryzysowego w Starostwie Powiatowym. Tam usłyszała, że dostarczyć wodę można, ale jest potrzebne pismo od wójta albo od szefostwa ZGKiM i to na cito.

Okazało się też, że nie można puścić beczkowozu przez Kopalnię Surowców Skalnych w Klęczanach, bo droga, dla której miała być alternatywą ta właśnie zamknięta, już fizycznie nie istnieje. Jedyny dojazd dla beczkowozu to „samowolka”.

Wójt Bernard Stawiarski nie raczył nawet z nami na ten temat porozmawiać.

Dyrektor Zakładu Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej Bogumiła Aszklar-Lelito od środy jest za granicą na urlopie, ale odebrała telefon. Zaznaczyła, że wiele w takiej sytuacji nie może zrobić: nie ma jej fizycznie na miejscu a przez drogę zamkniętą przez nadzór nijak beczkowozu puścić nie może nawet jakby chciała.

Sytuację będzie ratować sołtys i radny Tomasz Lis, który po pracy osobiście będzie dowoził do góry do odciętego osiedla Łazy. – My już tak robiliśmy. Sama woziłam tam wodę w wigilię, bo tam ciągle są straszne problemy z ciśnieniem i wody po prostu brak. Nie tylko pitnej, ale w ogóle – podkreśla sołtys. - Mi już ręce opadają, nigdy nie czułam się tak całkowicie bezsilna. Jak można tak strasznie lekceważyć ludzi?

Sołtys nie ukrywa, że będzie musiała z Lisem po prostu zignorować szlaban postawiony przez nadzór, byle tylko dojechać do odciętych rodzin. Mówi o tym w pełni świadoma tego, jakie mogą być konsekwencje.

Po kilkudziesięciu minutach znowu rozmawiamy z Bobak. Sołtys skontaktowała się z Urzędem Marszałkowskim i to już przed godziną siedemnastą podczas gdy w ZGKiM telefon był głuchy już od godziny 11. Przedstawiciel zarządzania kryzysowego UM w Krakowie potwierdził – inicjatywę musi przejąć wójt, którego w poniedziałek Kraków wezwie do złożenia wyjaśnień. Jednocześnie gmina opublikowała w końcu harmonogram dostawy wody 8 i 9 czerwca. - Takie upały a beczkowóz będzie stał tylko godzinę! Ja nie wiem jak to sobie gmina wyobraża. Przecież przy takich upałach trzeba nie tylko więcej pić, ale  ludzie muszą się też częściej wykąpać! - nie ukrywa irytacji Bobak. Co o tym wszystkim myślą sami mieszkańcy? Obejrzyjcie nasz materiał wideo. Do tematu wrócimy.

ES [email protected] Film: Krzysztof Stachura

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu