Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Wtorek, 23 kwietnia. Imieniny: Ilony, Jerzego, Wojciecha
15/01/2019 - 12:40

Poseł Zielińska nie odpuszcza polityce. Będzie karmić piersią w sejmie?

Zaraz na początku swojej parlamentarnej kadencji, jeszcze niezamężna, została okrzyknięta najpiękniejszą posłanką. Miłość swojego życia znalazła w sejmie. Jej serce skradł warszawski prawnik Adam Zieliński. Najpierw było huczne wesele, teraz młodzi małżonkowie doczekali się synka. Ale parlamentarzystka nie może oddać się w pełni urokom macierzyństwa. Dwa tygodnie po porodzie już zasiadła w poselskich ławach, bo … nie przysługuje jej urlop macierzyński. Jak to możliwe?

Z poseł Elżbietą Zielińską z klubu Kukiz'15 rozmawia Jagienka Michalik

Ledwie miesiąc temu przyszedł na świat pani synek. Macierzyństwo to w życiu kobiety prawdziwa rewolucja. Zmieniają się wszystkie priorytety. Odpuściła sobie pani na razie politykę?
-Nie, bo jako poseł nie mam prawa do urlopu macierzyńskiego. W przypadku parlamentarzystów obowiązują inne zasady. Nie podlegają pod kodeks pracy. Teoretycznie obowiązują mnie takie warunki jak przy umowie o pracę, ale podlegam ustawie o posłach i senatorach, gdzie taka sytuacja jak urodzenie dziecka,  nie została w ogóle uwzględniona.

To chyba dowodzi, że kiedy te przepisy były tworzone, nikt nie zakładał, że posłem może zostać młoda kobieta, która w trakcie trwającej cztery lata kadencji wyjdzie za mąż i urodzi dziecko.
- Chyba rzeczywiście nikt nie wziął pod uwagę, że taka sytuacja może się wydarzyć. Zresztą nie chodzi tylko o kwestie macierzyństwa, ale także o sytuacje, kiedy posłowie zachorują i to poważnie. Problem nie doczekał się rozwiązania, choć jestem już trzecią posłanką w tej kadencji, która urodziła dziecko. Pierwsza była Urszula Pasławska z PSL, potem Kornelia Wróblewska, najpierw posłanka Nowoczesnej teraz PO.  Dziecka spodziewa się też inna parlamentarzysta PO, Kinga Gajewska.

Może to okazja, ku temu, żeby parlamentarzystki, pod podziałami politycznymi, wspólnie się tym zajęły i doprowadziły do zmiany przepisów. To niedorzeczne, że w miejscu, gdzie stanowi się prawo, pracujące kobiety nie miały prawa do urlopu macierzyńskiego. 
-To rzeczywiście powinno zostać uregulowane, tym bardziej, że wiążą się z tym i inne problemy, których sama doświadczyłam. Moja ciąża niosła ze sobą pewne komplikacje i przez dłuższy czas powinnam była przebywać na zwolnieniu lekarskim, z którego ze względu na obowiązujące przepisy nie mogłam skorzystać.

I co pani zrobiła w takiej sytuacji?
- Jako poseł mogłam sobie sama regulować czas pracy , a kiedy nie mogłam wykonywać pracy w Sejmie, ratowałam się pisaniem usprawiedliwień do wicemarszałek Beaty Mazurek.

Usprawiedliwienia? Jak w szkole?
-Chodzi o to, że kiedy poseł nie pojawia się w pracy, mogą być o to pretensje. Tymczasem to nie bierze z lenistwa, tylko zwyczajnie, w grudniu tuż przed porodem nie byłam już w stanie pewnych rzeczy robić.

Czy to znaczy, że teraz, po urodzeniu dziecka, kiedy nie pojawia się pani na ważnych sejmowych posiedzeniach, musi pani pisać usprawiedliwienia?
-Na obradach sejmu, zaraz po świętach,  się pojawiłam. To było dwa tygodnie po porodzie. Nie zdążyłam na wszystkie głosowania, bo były przeciągane z godzinyna godzinę, a nie byłam w stanie na tak długo zostawić synka. 

W styczniu jest kolejne posiedzenie sejmu. Też Pani będzie uczestniczyć w obradach?
-Taki mam zamiar.

Karmi pani synka piersią?
-Tak i bardzo chciałabym, żeby tak było nadal.

Posiedzenia sejmu trwają wiele godzin, a malucha trzeba nakarmić, nie mówiąc już o tym, że niemowlę zwyczajnie bliskości mamy potrzebuje. Chce pani pójść za przykładem swojej koleżanki  Kornelii Wróblewskiej, która karmiła piersią dziecko na sali obrad, co wzbudziło kontrowersje?
-Na pewno na obrady będę ze sobą zabierała synka. Poprosiłam nawet o pokój w hotelu poselskim, w którym mogłabym zostawiać małego. Najwyżej, w razie konieczności, wyjdę do dziecka. Na razie inaczej się nie da. Ale potem, kiedy mały nabędzie już trochę odporności, zamierzam mieć go przy sobie w poselskiej ławie.

Myśli pani, że  posłowie nie będą burzyć? Płaczące niemowlę w czasie poważnego przemówienia albo głosowań…
-Jeżeli dziecko jest przytulone do matki i śpi, to myślę, że nikt nie będzie robił z tego problemu.  A jeśli zacznie płakać, to po prostu trzeba wyjść z Sali,  bo w sejmowej wrzawie na pewno nie da się uspokoić niemowlęcia. Przetestuję to dopiero za jakiś czas, kiedy mały będzie większy. Teraz na pewno nie zdecyduję się na takie ryzyko.

Kiedy pani będzie zasiadać w poselskich ławach, kto zaopiekuje się synkiem w sejmowym hotelu?
-Mąż. Spróbujemy zrobić tak, żeby w czasie sejmowych głosowań, kiedy będę musiała być na sali obrad, zwalniał się z pracy i mógł mi pomagać. Może nam się uda. Taką mamy nadzieję (śmiech).

Mówimy o sejmie, ale jako poseł ma pani też jeszcze mnóstwo innych obowiązków. To między innymi praca w komisjach, spotkania z wyborcami… na to też znalazła pani jakąś receptę, czy pisze pani usprawiedliwienia do wicemarszałek? 
-Trochę sobie odpuściłam, szczególnie jeśli chodzi o obowiązki związane ze spotkaniami. Na razie po prostu to niemożliwe, ale bardzo wiele rzeczy mogę robić mobilnie. A jeśli ktoś przychodzi do mojego biura, przyjmują go moi pracownicy, którzy potem skanują mi dokumenty. Mogę je sobie w domu wydrukować i przejrzeć w wolnej chwili. Sama drogą mailową wysyłam tez pisma czy interpelacje.

Czyli tak naprawdę pracuje pani pełną parą i  nie może się pani w pełni oddać urokom macierzyństwa.
-Tego jest mi trochę żal, bo pierwsze miesiące i w ogóle pierwszy rok w życiu dziecka, to czas, kiedy maluch potrzebuje mamy dwadzieścia cztery godziny na dobę. Ale praca posła, zresztą z wyboru,  jest przecież specyficzna. Gdybym była zatrudniona w jakiejś korporacji, czy innej instytucji, wtedy wszystko wyglądałoby inaczej. I zawodowe obowiązki mogłabym sobie zupełnie odpuścić. Na szczęście mam fajny zespół ludzi i w biurze parlamentarnym w Gorlicach i w Nowym Sączu. Bardzo mi pomagają. Ja sama łapię te chwile, kiedy maluch śpi i wtedy staram się jak najwięcej zrobić. Zobaczymy co będzie dalej

Teraz jest łatwiej, bo noworodek dużo śpi, ale potrafi też całe  godziny spędzać „przy cycu”. Maluch wykazuje zrozumienie dla sytuacji? 
-No niekoniecznie, bo to synek mamusi. Spać może, ale na rączkach albo na moim brzuchu. Trochę męczą go kolki, ale mam nadzieję, że w końcu mu przejdzie.

Trzyma go pani przy piersi i jednocześnie stuka pani w klawiaturę laptopa?
-Aż tak, to nie. Ale, kiedy mam go przy sobie. odbieram telefony. Jeśli tylko nie płacze. Kiedy trzeba odpisywać na maile, czekam aż zaśnie.

Synek ma imię, które teraz raczej nie jest na topie,  Władysław.
-Tak miał na imię mój dziadek, tata  mamy, ale za tym wyborem przemawiały też inne względy. Zieliński to w naszym kraju popularne nazwisko. Dla mojego męża, który ma też popularne imię, wiążą się z tym nie najlepsze doświadczenia. Wiele razy w czasie studiów zdarzyło się, że ktoś wypożyczył na niego książkę w bibliotece i potem jej nie oddał, albo on przez przypadek zabrał czyjeś dokumenty…Podobały nam się imiona, które teraz są popularne, takie jak Antoni czy Franciszek, ale uznaliśmy, że potem mały może mieć takie kłopoty jak tata. Szukaliśmy więc innego imienia. Wybór padł na Władysława.

W przyszłości, w klasie będzie kilkunastu Antków i Franciszków, a Władysław będzie tylko jeden.
-Kiedyś Władysław albo Władek. Na razie to Władzio (śmiech).

[email protected] 

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji






Dziękujemy za przesłanie błędu

Miesięcznik Sądeczanin marzec 2019 roku