Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Sobota, 24 sierpnia. Imieniny: Bartosza, Jerzego, Maliny
07/04/2019 - 07:20

Poeta Ziemianin pisze wiersze „w porach sztruksowych albo dżinsowych"

Rzadko przyjeżdża w rodzinne strony. Wielbiciele jego poezji, znanej głównie z utworów Starego Dobrego Małżeństwa, mogli go ostatnio spotkać na Sądeckich Targach Książki. Ale nie czuł się tam na swoim miejscu. Jak szczerze przyznał, woli klimat wieczorów autorskich, gdzie ludzie przychodzą „na Ziemianina”, choć bywa, że zadają mu wtedy pytania, które z poezją niewiele mają wspólnego.

Jak czuje się poeta na targach książki. To w końcu proza życia.
- Bywam na targach, zwłaszcza w Krakowie. W Nowym Sączu jestem po raz pierwszy. Ale szczerze przyznam, że wolę spotkania autorskie, kiedy wiadomo, że czytelnicy przychodzą „na Adama Ziemianina” i na spotkanie z poezją. Na targach czuję się zawsze trochę zagubiony, bo poeta lokuje się w literackiej niszy. 

Jakie są teraz czasy dla poezji?
-
Chyba szczególnie trudne, bo poezja jest dla ludzi wrażliwych i dla tych, którzy szukają czegoś więcej niż rozrywki, czegoś, co czyta się bez większego trudu. Żeby sięgać po wiersze trzeba być bardziej wyrobionym czytelnikiem. Poeta nigdy nie zakasuje autora kryminałów czy literatury sensacyjnej, a zbudowana na wrażliwości poezja zawsze była dla wybrańców, podobnie jak muzyka poważna. 

Tych wybrańców na szczęście nie brakuje. Przychodzą na spotkania autorskie z panem.
-
Z tym bywa różnie. Czasem zjawiają się tacy, którzy zadają mi naiwne, irytujące mnie pytania.

A jakie pytania pana irytują?
-
Kiedy ktoś mnie pyta: „w jakich porach się najlepiej panu pisze”. Wtedy odpowiadam, że najlepiej w porach sztruksowych, albo w dżinsach.

Dlaczego pan im tak odpowiada? To chyba dowodzi tego, że interesuje ich poetycki warsztat. Ludzie, którzy nie piszą wierszy, są ciekawi jak one powstają. Pewnie w tym pytaniu chodzi bardziej o to, w jakich godzinach „spływa na pana natchnienie”. Czy lepsze są do tego poranki czy też może wieczory…
- Chodzi mi o to, że czasem są to pytania, które dowodzą tego, że ktoś przychodzi na spotkanie nieprzygotowany i w ogóle nie zna moich wierszy. Są tacy, którzy nawet potrafią zapytać, co lubię jeść. Dotyczy to głównie młodzieży. Twórca nie chce takich pytań. Oczywiście odpowiadam na nie, bo szanuję czytelnika, ale jednak chciałbym, żeby to była rozmowa na innym poziomie.

Jakich pytań oczekuje poeta?
- Cieszą mnie te, dotyczące konkretnych wierszy, na przykład w jakich okolicznościach powstawały. Wtedy wiem, że mam do czynienia z kimś, kto czyta moją poezję i dobrze ją zna.

Najbardziej pana znane wiersze są jak delikatne kantyczki zatopione w dźwiękach muzyki Starego Dobrego Małżeństwa, Wolnej Grupy Bukowina czy artystów Piwnicy pod Baranami. Kiedy się ich słucha można odnieść wrażenie, że zostały napisane jednym muśnięciem pióra. Ale przecież pisanie poezji, to ciężka praca.
- To prawda i często mówię to młodym ludziom, którzy dopiero wchodzą na ścieżkę literatury. Powtarzam im, że trzeba mieć w sobie dużo pokory wobec słowa i dużo cierpliwości. Wydaje się, że wiersz spływa na poetę, a tymczasem bywa, że czasem pisze się po osiem wersji, zanim powstanie ta ostateczna i co wiąże się z ogromnym trudem.

Jak to jest z tym natchnieniem, które spływa na poetę. Przychodzi panu coś do głowy i natychmiast musi pan to zapisać?
- Staram się. Mam zawsze przy sobie taki notatnik. Robię w nim zapiski. To taki zaczyn, myśl, która ulatuje, jeśli jej nie zapiszę. Bo czasem coś mnie nagle zafascynuje, przychodzi do głowy na przykład w tramwaju, na ulicy, w pociągu…

Kiedy ma pan już ten swój zaczyn, czeka pan aż urośnie jak ciasto drożdżowe, aż pomysł w panu dojrzeje, czy raczej narzuca pan sobie w swojej pracy pewną czasową dyscyplinę?
- Bywa bardzo różnie. Czasem od takiego jednego zapisu mijają dwa tygodnie, czasem, kiedy mnie coś szczególnie poruszy, robię to po trzech, czterech dniach, a czasem zwyczajnie nic z tego nie wychodzi. To wszystko jest bardzo skomplikowane i bardzo indywidualne. Nie ma tutaj reguły. Z zachowaniem pewnej dyscypliny można pisać prozę. Kiedyś rozmawiałem ze świętej pamięci Julianem Kawalcem. Mówił, że siada o godzinie dziewiątej,  pisze do trzynastej czy czternastej i że pracuje jak urzędnik. Tak samo robi Wiesław Myśliwski, a poeta… oczywiście ja też zasiadam do pracy, ale to nie znaczy, że z moich zapisków musi coś wyjść.

A więc jednak na poetę musi spłynąć natchnienie. Przychodzą do pana młodzi ludzie, którzy próbują się zmierzyć z pisaniem poezji i proszą o radę?
- Swojego czasu prowadziłem pocztę literacką na łamach „Echa Krakowa” i w „Radiu Kraków”. Wtedy te swoje poetyckie próbki przysyłało do mnie wielu ludzi młodych i do dzisiaj tak jest. Chętnie im pomagam i doradzam. 

Bywa pan surowy w ocenach?
- Nie, raczej jestem serdeczny, bo pamiętam, kiedy sam zaczynałem pisać wiersze i że to nie było takie łatwe. Ale jeśli ktoś z tego co mówię, nie wyciągnie wniosków po pierwszej wizycie i przychodzi kolejny raz z takimi samymi błędami, słyszy ode mnie, że nie ma już o czym mówić. Musi być jakiś postęp, albo ja muszę wyczuć, że coś w tym człowieku jest.

Że ma wrażliwą duszę?
- I tę swoją wrażliwość umie nazwać. Czasem oceniałem wiersze w szkolnych konkursach. Bywało, że zaciekawił mnie najgorszy uczeń, który miał jakiś dziwny pomysł, ale ciekawy. W poezji musi być coś, co człowieka zaskoczy, zafascynuje… Bo wierszach już wszystko napisano.

Musi być w tym finezja i sposób, w jaki nikt inny tego nie napisał?
- To kwestia intuicji. Może być to i biały wiersz, i taki z rymem, rytmem. Nie ma tu żadnej reguły, ale kiedy powstaje wiersz, narzuca od razu pewną formę. Jeden jest prosty, z prostym przekazem…

… a innym razem można pomeandrować?
-Tak, taki który musi mieć swoją poetycką muzykę.

A może teraz zejdziemy na ziemię. Czy z poezji da się wyżyć?
 -
Niektórym się to udaje.

A panu się udaje?
-
Poeta poecie nierówny. Są tacy, którzy nie piszą dla ludzi, tylko dla krytyków i tacy jak ja. Piszę dla tych, którzy poezję kochają

I jaki jest ekonomiczny bilans tego kochania?
- Widzę, że drąży pani temat. Tak. Należę do tych, którzy żyją z poezji. Ale to przede wszystkim dlatego, że moje wiersze trafiły do śpiewania i zyskały dodatkowych ambasadorów, takich jak „Stare Dobre Małżeństwo”, „Wolna Grupa Bukowina”, Elżbieta Adamiak, Jacek Wójcicki czy grupa „U studni”, jest tego bardzo dużo.

A teraz nad czym pan pracuje?
- Nad nowymi wierszami. To utwory, które poszerzają moje spektrum patrzenia na świat. Tomik poetycki już jest prawie gotowy

Jakie będzie nosić tytuł?
-
Na razie tego nie zdradzę. Nie chce zapeszyć.

Rozmawiała [email protected] fot. Jm
Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu


Sierpniowy miesięcznik "Sądeczanin"