Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Sobota, 29 kwietnia. Imieniny: Hugona, Piotra, Roberty
przewiń w dół
Data Publikacji: 
08/11/2016 - 07:40

Dlaczego mężowie tych kobiet nie dostali w niedzielę rosołu?


To była prawdziwa błotna wędrówka, tak o niedzielnej wspinaczce na Turbacz w rzęsistym deszczu mówią uczestnicy kolejnej wyprawy sądeckiego PTT. Ale im bardziej lało, tym bardziej było wesoło. Szczególnie panie wykazały się sarkastycznym poczuciem humoru.

Turbacz, najwyższy szczyt Gorców, to szczególnie ulubiony przez turystów  cel górskich wędrówek. I nawet jeśli pogoda jest ekstremalna, nie brak tych, którzy gotowi są wyruszyć na szlak. W ulewnym deszczu buszowała także ekipa spod znaku sądeckiego oddziału PTT Beskid.

- Wycieczkę rozpoczęliśmy w Ostrowsku szlakiem koloru czarnego, który prowadzi szeroką, bardzo wygodną i dobrze oznakowaną drogą - relacjonuje przewodnik PTT Paweł Groński. - Jednak lejące się z nieba strugi deszczu zamieniły nasza wycieczkę w błotną wyprawę. Ale im bardziej nasze ubrania i buty stawały się brudne, tym bardziej robiło się w grupie wesoło.

Przeczytaj też PTT poległo pod Krywaniem. Przegrali z deszczem

Szczególnym poczuciem humoru wykazały się niektóre panie, które szczególnie licznie  i z zapamiętaniem wspinały się na Turbacz. Niektóre nawet  robiły sobie  błotną sesję zdjęciową.

Podczas trasy na Turbacz trudno było nie odwiedzić kaplicy papieskiej na polanie Rusnakowej, która wiąże się z Janem Pawłem II - opowiada Paweł Groński.

- Był to rok 1979. Wybudowanie kaplicy przez Czesława Pajerskiego nie było łatwe, musiał się zmagać z ówczesnymi władzami. Podczas pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski, na uroczystościach na Nowotarskim lotnisku, górale wręczyli klucze do kaplicy Ojcu Świętemu.

Przeczytaj też Walczyli ze śniegiem. PTT w Beskidzie Żywieckim

Jak przypomina Groński, po uroczystościach władze zażądały rozebranie kaplicy, lecz górale odmówili mówiąc, że nie zrobią tego bez zgody właściciela. Dzięki temu kaplica stoi tam do dziś. Zachowała się w doskonałym stanie. W sezonie turystycznym odprawiane są w niej msze święte.

Ledwie 15 minut wędrówki dzieli kapliczkę od schroniska na Turbaczu, które przy deszczowej i błotnej pogodzie pękało w niedzielę w szwach.  

- W środku były  tłumy. Nie tylko nam taka pogoda nie przeszkadzała w wędrowaniu po gorczańskich szlakach - mówi Paweł Groński. - W schronisku zjedliśmy gorąca zupę, co zainspirowało nasze koleżanki do zrobienia damskiego zdjęcia zatytułowanego „mężowie tych kobiet nie dostali w niedzielę rosołu”.

- To taki rodzaj turystycznej emancypacji - mówi Ewa - Urywamy się z domu, bo nasi mężowie po górach nie chcą chodzić. Oczywiste więc, że nie gotujemy im niedzielnego rosołu.

Pobyt w schronisku nie był długi.

- Dzień krótki, na zewnątrz szaro, wcześnie robi się ciemno, a droga przed nami była jeszcze długa droga -  realacjinuje Paweł Groński. - Od schroniska szlakiem czerwonym przez polanę Długą, Kiczorę dochodzimy do szlaku czarnego którym schodzimy do Łopusznej. Po drodze mijamy Pucołowski Stawek, o którym w swoim „Dzienniku podróży do Tatrów” pisał Seweryn Goszczyński.

Niestety pogoda nie pozwoliła w pełni rozkoszować się pięknem Gorców, jednak wszyscy uczestnicy byli z wycieczki zadowoleni, przede wszystkim dlatego, że ten dzień mogli spędzić razem w miłym towarzystwie.

(ami) fot:(ami) , fot A.S, Z.L. A.M

PTT Turbacz





Komentarze Facebook