Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 30 września. Imieniny: Geraldy, Honoriusza, Wery
31/08/2014 - 11:30

Cyganie z Maszkowic napadli na orszak weselny. Pobili ojca pana młodego, potargali suknię pani młodej!

W sobotę przejeżdżający przez Maszkowice orszak weselny zaatakowali Romowie z pobliskiej osady. Do zatrzymania kolumny weselnej Cyganie użyli m.in. dziecka, które położyło się na jezdni. Romowie domagali się wódki i placków weselnych, a skończyło się na biciu, pluciu, wyzwiskach, ciskaniu kamieniami i kopaniu samochodów gości weselnych.


To nie była tradycyjna brama weselna, jakie się nowożeńcom stawia na Sądecczyźnie. Nerwowa dyskusja z Romami szybko zamieniła się w szarpaninę. Z osady nadbiegło kilkudziesięciu Cyganów, w tym kobiety i dzieci. Pobity został m.in. ojciec pana młodego, młodzi też oberwali. 

Zaalarmowano policję, wzywano pomoc. Na miejsce zdarzenia najszybciej przybyła czwórka postawnych ochroniarzy z agencji VIP w Łącku. Przy użyciu gazu łzawiącego i paralizatorów spacyfikowali najbardziej agresywnych Romów. Gdy było już po wszystkim, nadjechało dwóch policjantów ze Starego Sącza. 

W trakcie zajścia, które wg świadków trwało ok. 10 minut, na drodze wojewódzkiej utworzył się wielokilometrowy korek z obu stron. Kierowcy z tyłu trąbili, bo nie wiedzieli, że w środku trwa regularna bitwa gości weselnych z Romami.

Wśród gości weselnych był wysoki urzędnik Starostwa Powiatowego w Nowym Sączu (nazwisko do wiadomości redakcji). Oto jego relacja:

- Państwo młodzi pojechali przodem, ja jechałem w kolumnie za samochodem gospodarza wesela. Na poboczu drogi siedział na plastikowym krzesełku dorosły Cygan w otoczeniu dzieci. Gdy przejeżdżaliśmy - wybiegł na środek drogi i zatrzymał samochód ojca pana młodego, a dziecko romskie położyło się na jezdni pod kołami samochodu, tak, że nie można było ruszyć do przodu.

Cygan napierał się wódki. Gospodarz dałby mu flaszkę, ale ten chciał, żeby otworzył bagażnik, a w bagażniku były prezenty ślubne. Wywiązała się sprzeczka, w pewnym momencie gwizd i kto żyw ruszył z osady. Była ich ze setka, w tym kobiety, dzieci. Doskoczyli do nas. Zaczęli kopać samochody, pluć, wyzywać, moje auto też uszkodzili. Z naszej strony wybiegło paru młodszych mężczyzn i próbowało ich uspokoić, ale kto się będzie bił z Cyganami, wszyscy w garniturach, pod krawatem…

- Zaczęliśmy dzwonić na policję, ja też zadzwoniłem. Uratowali nas ochroniarze z Łącka, bo doszłoby do masakry. To była dzicz, im już nie chodziło o wódkę, tylko żeby się na nas wyżyć. Brakuje mi słów, ja takiej agresji w życiu nie widziałem. Policjanci przyjechali po pół godziny, to im powiedziałem, że mogą sobie wracać, bo są już niepotrzebni. Mam w nosie (nasz rozmówca użył mocniejszego słowa - red.) taką policję, która nas nie broni... 







Dziękujemy za przesłanie błędu

Miesięcznik Sądeczanin - wydanie wrześniowe