Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Poniedziałek, 25 stycznia. Imieniny: Miłosza, Pawła, Tatiany
29/12/2020 - 05:00

Narciarze wrócili do domu, ale śnieg jeszcze długo zostanie na stokach

27 grudnia – narciarze doskonale zapamiętali tę datę. W ubiegłą niedzielę ostatni raz w tym roku mogli skorzystać z zimowych szaleństw na stokach. Dziś wszystkie świecą już pustkami, ale niektóre jeszcze długi czas będą kusić amatorów zjeżdżania z górki białą pokrywą. Czy w tym sezonie jest szansa, że wrócimy na narty?

Fot. MK

Ośnieżone stoki przyciągnęły w ostatnie dwa dni świąt wielu miłośników zimowego szaleństwa. Mieszkańcy regionu, ale też Ci, który nie mogli wcześniej skorzystać z zimowych atrakcji, ruszyli  tłumnie na stoki. W niektórych miejscach narciarze szusowali od rana do wieczora.

W Tyliczu jeden stok narciarski wydłużył czas pracy aż o trzy godziny, żeby 26 i 27 grudnia jak najwięcej osób mogło w różnym czasie skorzystać ze stoku. Narciarze i snowboardziści pojawili się na miejscu o 9, a ostatni kończyli dzień o godzinie 22 na śniegu. Razem z klasykiem mogli śpiewać „ta ostatnia niedziela”, ponieważ w tym roku nikt już nie pojawi się na stoku. Co więcej, nie wiadomo na jak długo stoki będą zamknięte - jak na razie rząd zadecydował, że do 17 stycznia.

Czytaj więcej: Kwarantanna narodowa: 28 grudnia - 17 stycznia. Co się zmienia?

20 dni – dokładnie tyle stoki będą stać puste. Nie wydaje się wiele, ale dla tej branży to tak jakby zamknąć ją na ponad pół roku. Święta i ferie zimowe to najlepszy czas na zimowe szaleństwa, wtedy też przedsiębiorcy z branży mogą zarobić. Co będzie się działo później? To również trudno przewidzieć. Pojawienie się szczepionki daje nadzieję niektórym przedsiębiorcom, że może jeszcze nie wszystko stracone. Inni liczą na to, że przykład przyjdzie z Alp i jeśli tam ośrodki narciarskie zostaną otwarte, to pojawi się też nadzieja dla Polski.

Na razie, jak mówił Bogusław Czerwiński, prezes RyterSki, cała pokrywa śnieżna, którą wytworzono w Rytrze przed sezonem, spłynie do potoku razem z zainwestowanymi pieniędzmi. - Możemy się tylko zapytać: to po co śnieżyliśmy nasze stoki? Cały ten śnieg teraz się rozpuści i spłynie z powrotem do potoku. Przyroda na tym nic nie straci, ale nasze pieniądze, które wydaliśmy na prąd, na wodę, na pracowników pójdą w błoto – mówił Czerwiński. Przeczytaj cały wywiad: Prezes RyterSki: czuję się oszukany, wyrzuciliśmy pieniądze w błoto

Niektóre stoki jeszcze trochę czasu będą kusić nas białą pokrywą, niestety, nie ma możliwości, żebyśmy mogli z nich skorzystać. Na stoku zjeżdżać będą mogli tylko zawodowi sportowcy. Według właścicieli stoków, takich osób może być w naszym kraju około dwóch tysięcy. To zdecydowanie za mało, żeby utrzymać wszystkie stoki w regionach górskich. W dodatku zawodowcy mogą przebierać w ofertach i wybierać te najbardziej wymagające trasy. W naszym regionie stoki często dostosowywane są pod rodziny.

Obejście przepisów w tej sytuacji wydaje się bardzo trudne. Z cudem graniczy też korzystanie ze stoku w taki sposób, aby nikt tego nie zauważył. Przedsiębiorcy zamierzają więc zamknąć stacje narciarskie i czekać na decyzję rządu, obserwując co się będzie działo w kraju. Śnieg na stokach wciąż będzie leżał, aż słońce nie upomni się o swoje. Niektórzy właściciele wiele inwestują w pokrycie całego stoku białym puchem, a właściwie lodem. Bo śnieg pod narty musi być odpowiednio ubity ratrakami. Nawet dodatnie temperatury nie usuną w mig takiej pokrywy lodowej.

Sztuczny śnieg, wytwarzany z armatek ma prawie cztery razy większą gęstość niż śnieg, który naturalnie spada z nieba. Utrzymanie takiego stoku w idealnych warunkach może kosztować nawet 10 do 20 tysięcy złotych dziennie. To wydatki, których nikt właścicielom stoku już nie wróci. Śnieg w niektórych miejscach może więc kusić narciarzy jeszcze przez długi czas. Zakładając optymistyczny wariant, że stacje zostanę otwarte po 17 stycznia, być może śnieg nie zdąży się jeszcze stopić w całości. (s.siwulska@sadeczanin.info, fot. MK)







Dziękujemy za przesłanie błędu