Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 21 października. Imieniny: Celiny, Hilarego, Janusza
24/09/2020 - 21:05

Mój pierwszy bieg na orientację, czyli sztuka kontrolowanego błądzenia

Wszystko co potrzebne biegaczowi do szczęścia to oznaczone miejsce startu, dobrze oznakowana trasa, punkty żywieniowe oraz upragniona, z ulgą witana meta. Co wyniknie jeśli odejmiemy oznakowaną trasę, zapomnimy o punktach nawadniających, a w zamian rzucimy biegacza na nieznany, górski, leśny teren z mapą i kompasem z zadaniem dotarcia do wyznaczonych punktów w terenie w określonym limicie czasu?

Bieg na orientację
Takie atrakcje zapewniła sierpniowa III Brenjada 2020 – bieg na orientację w Brennej w okolicach Skoczowa i Bielska-Białej w Beskidzie Śląskim. Już po biegu, analizując jego przebieg, dochodzę do wniosku, że mój udział w nim był aktem nie do końca przemyślanej brawury, a szczęśliwe jego zakończenie przed sezonem zimowego snu niedźwiedzi zawdzięczam opatrzności Boskiej i wrodzonej zawziętości.

Zasady były proste: posiłkując się kompasem, położeniem słońca i własną fantazją dobiec do jak największej liczby z 13 zaznaczonych na mapie punktów. Fakt dotarcia należało odzwierciedlić na indywidualnej karcie zawodnika, odciskając na niej zróżnicowany dla każdego punktu znak,  pozostawionym w nim  perforatorem. Każdy uczestnik biegu na opracowanie strategii i zapoznanie się z mapą miał całe 5 minut, gdyż tyle czasu przed startem została mu ona wręczona.

Jako kompletny nowicjusz takiego biegu stwierdziłam, że najrozsądniej zrobię gdy „podłączę” się pod biegacza wyglądającego na rasowego wyjadacza tego typu imprez. Taktyka może była i dobra ale w praktyce sprawdziła się tylko przez chwilę, gdyż z wywieszonym językiem potrafiłam dotrzymać  kroku wybranemu „przewodnikowi” tylko do pierwszego punktu. Od tego momentu wbrew pierwotnym założeniom musiałam radzić sobie  sama, mając do dyspozycji mapę, kompas i piekące słońce.

Delikatnie mówiąc, poczułam się nieco  niekomfortowo. Wierzcie mi, że określenie miejsca swojego położenia czy obrania wymaganego kierunku w gęstym lesie, na nieznanym terenie nie jest czymś oczywistym. Jedyna pewna informacja pokazywana przez kompas o północnym kierunku świata bez wiedzy gdzie właściwie się znajduję, na niewiele mi się  przydawała. Metodą prób i błędów, nawrotów w  odnotowane już miejsca, powtórnych wspinaczek na wzniesienia, z których przed chwilą się zbiegało, stopniowo odkrywałam tajniki czytania mapy, oznaczeń na niej zawartych, posiłkowania się położeniem słońca i znajdowania punktów odniesienia, dzięki którym mogłam obrać wybrany przez siebie kierunek.

Bieg oprócz elementów rywalizacji dostarczył dodatkowych atrakcji w postaci pięknych widoków Beskidu Śląskiego i Żywieckiego z zaliczanych podczas mojego kontrolowanego kluczenia gór Błatniej czy Stołów oraz zasmakowania jagód gęsto porastających górskie zbocza.

Podsumowując: bieg na orientację w moim przypadku wymagał, oprócz kondycji i umiejętności praktycznych związanych z odnalezieniem się w terenie, niepoddawania się zniechęceniu, wykazania cierpliwości i poskramiania niecenzuralnego słownictwa, podczas krążenia w przysłowiowe kółko wokół jednego miejsca czy zbiegania i wybiegania na te same wzniesienia.

Finalnie na metę dotarłam w  6-godzinnym  limicie czasu z dystansem ok. 30 km w nogach z uczuciem wielkiej satysfakcji połączonej z niedowierzaniem i zaskoczeniem, że nie zaginęłam bez śladu, mało tego zaliczyłam parę regulaminowych punktów. Polecam!! Fajna przygoda! (Monika Gizowska) Fot. MG







Dziękujemy za przesłanie błędu

Sądeczanin HISTORIA (2-2020)