Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Niedziela, 20 sierpnia. Imieniny: Bernarda, Sabiny, Samuela
przewiń w dół
Data Publikacji: 
23/01/2016 - 15:35

Arek Korcz do prezesa Sandecji: Dajcie mi szansę gry!


Arkadiusz Korcz, 33-letni piłkarz z Nowego Sącza, ongiś wielki talent, którego kariera sportowa załamała się, zanim się naprawdę rozpoczęła i który ostatnio plątał się po klubach wiejskich, w dramatycznym liście otwartym do prezesów „Sandecji” prosi o szansę treningu i gry w rodzimym klubie.

Poniżej korespondencja piłkarza. Wyjąwszy drobne poprawki, zachowaliśmy oryginalną pisownię.  

**

(…) Już w wieku szesnastu lat debiutowałem w pierwszej drużynie Sandecji. Grałem również w kadrze Polski U16 i U17, gdzie zostałem wyrzucony za zafarbowane włosy na blond. Ludzie widzieli we mnie nadzieje polskiego futbolu, jednak ze względu na sytuacje, jaka rozegrała się przed piętnastu latami w Sandecji, dopiero teraz postanowiłem zasięgnąć pomocy u mediów, żeby ratować swoją karierę, bo obiecałem sobie, że nie pozwolę na zmarnowanie talentu przez innych. Obawiam się, że lektura tego listu może nie być przyjemna dla kilku osób. Nie chcę swoich brudów prać publicznie, ale muszę. 

W Sandecji, gdy miałem 17 lat, nagle ktoś poinformował Dyrektora klubu o tym, że mocno imprezowałem tuż po meczu. To oczywiście rozwścieczyło Pana Dyrektora tak, że osobiście zawiesił mnie w prawach zawodnika na parę tygodni. Nie do końca to rozumiałem, ale pomyślałem wtedy, że po jakimś czasie wrócę, by kontynuować karierę. Zrobiło się o tym dosyć głośno w środowisku piłkarskim, z czego było mi głupio. Mijały lata, a nieżyjący już dzisiaj Pan Adam Sieja nie odwieszał mnie z roku na rok, tak jakby chciał zafałszować całą historie jaka zaszła między nami - nie dostawałem żadnych poważnych propozycji od klubów. Zdawało mi się jakby wszyscy się zmówili przeciwko mnie. Dzisiaj żałuje, że nie zareagowałem na to szybciej. Być może, gdybym zmienił środowisko, to moja przygoda z piłką potoczyłaby się lepiej. Mimo depresji, jaką miałem, musiałem trenować w niskich ligach, ale ludzie i tak mówili mi same pochwały i że powinienem grać w najlepszych ligach. Robiłem po prostu na kibicach wrażenie, ale najwidoczniej nie na Sandecji, która była moim klubem od dziecka, w sercu i dla którego osiągnąłem bardzo wiele. I tak czekałem na grę w Sandecji przez lata. Ale teraz wreszcie, gdy przemyślałem wszystko, by odezwać się do Prezesa Sandecji, Pana Andrzeja Danka, w tej sprawie, by dał mi szanse gry - niewiele to pomogło. Spotkałem się z Panem Dankiem i wytłumaczyłem mu co nieco, a ten się po paru prośbach wreszcie zgodził, więc trenowałem w drugiej drużynie. Przeszedłem okres przygotowawczy bardzo dobrze - pokazałem się z najlepszej strony. Byłem o klasę lepszy. Sami zawodnicy z drużyny mówili, że to jest absurd, żeby tak dobrze grać, a siedzieć tu, z nimi w drugiej drużynie. Kto widział mecze ten wie. Było mi głupio, bo ani trenerzy ani Prezes nie zainteresowali się moją najlepszą grą, ale teraz jeszcze, na dokładkę, Prezes podziękował mi i pożegnał się.

Dla dobra piłki nożnej będę chciał udowodnić światu i Panu Prezesowi, że chyba w Sandecji, z tą moją grą dzieje się coś nienormalnego. Myślę, że klub z innej ziemi niż Sądecczyzna oceniłby moją grę po jednym meczu, a tu przez rok w Sandecji dzieje sie coś złego - tak się nie robi! Wiem, że mam 33 lata, ale chcę udowodnić, że nie wiek jest najważniejszy w piłce. Powinienem dostać szansę na poważnie, a nie że przyszedłem do klubu i odstawka na bok. Przez to zmarnowałem rok w jakiejś czwartej lidze, a miałem okazję gry w Okocimskim Brzesko przez ten czas. To dla mnie bolesna strata. Nie chcę, by ludzie na ulicy wytykali mnie cały czas, że jestem zmarnowanym talentem. Jeślibym miał szansę tym ludziom pokazać swoja grę, to przyznali by mi rację, że to nie moja wina. Naprawdę ci co mnie znają, wiedzą że potrafię grać bardzo dobrze i jestem w stanie zaskoczyć. I dla dobra polskiej piłki chciałbym, żeby ludzie wstawili sie za mną w tej sprawie. 

Mógłbym wymienić kilku zawodników, którzy grają do dziś w Ekstraklasie i których znam, na pewno by w to nie uwierzyli, że piłkarz, który był lepszy od nich mógł zamieszać się w to wszystko. Z tego względu chcę być przykładem człowieka, który swojego daru nie zmarnował. Na pewno umiałbym skutecznie wyjść z tych problemów dzięki pomocy Sandecji albo innych klubów. Niech władze PZPN wstawią się za mną i pomogą uwierzyć mi na nowo, że sport uczy szacunku do drugiej człowieka. Proszę o danie mi szansy nie tylko Boga ale i dobrych ludzi, chętnie się odpłacę...

Z poważaniem

Arek Korcz

Fot. Archiwum A.Korcza





Komentarze Facebook

Miesięcznik Sądeczanin sierpień 2017