Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 26 stycznia. Imieniny: Lutosława, Normy, Pauliny
02/06/2021 - 21:00

Zbigniew Konieczek, Sądeczanin Roku 2020: na to co mamy, zapracowaliśmy sami

20 lat temu, z popiołów ZNTK rodził się obecny Newag. U steru firmy już wtedy stał Zbigniew Konieczek, do dziś prezes zarządu Newag S.A. i - jak z wielką przyjemnością ogłosiliśmy po podliczeniu głosów - laureat plebiscytu "Sądeczanin 2020 Roku".

Elektryczny Zespół Trakcyjny typu 45WE - Impuls dla Kolei Małopolskich


Rok 2013 to kolejna cezura w dziejach Newagu…
- To wręcz historyczna datę dla przedsiębiorstwa . Dokładnie 5 grudnia 2013 roku, czyli dzień debiutu Newagu na Giełdzie Papierów Wartościowych. Inwestorzy indywidualni zamówili akcji za 510 mln zł, dlatego też stopa redukcji wyniosła aż 92,55 procent. Wejście na giełdę i wszystko, co wydarzyło się przez ostatnie 20 lat pokazuje, że w biznesie nie ma dróg na skróty. Do wdrożenia nawet najlepszej strategii wymagany jest czas i trzeba mieć, wobec tego pokorę. Oczywiście trzeba mieć również - a może przede wszystkim – pomysł, co chcemy robić dziś, a co za kilka lat.

Jest pan nie tylko prezesem zarządu, ale i akcjonariuszem Newagu. Wierzy pan, że opłaca się inwestować w kolej?
- Jestem wielkim optymistą, jeśli chodzi o kolej. Trudno to może mówić w czasach pandemii koronawirusa, kiedy samo podróżowanie jest ograniczone, a szczególnie podróżowanie transportem zbiorowym, czyli m.in. pociągami. Ale kiedy świat wróci do normalności, coraz więcej ludzi będzie korzystać z kolei. Pociąg jest wygodniejszy, bardziej ekologiczny, a na niektórych trasach szybszy, bo nie stoi w korkach jak samochody. Zmiany klimatyczne wymuszają korzystanie z transportu zeroemisyjnego i ja bardzo kibicuję tej zmianie.

W naszym przypadku kluczowa okazało się właściwa strategia jaką przyjęliśmy blisko 20 lat temu. Dobrze oceniliśmy zbliżającą się koniunkturę, choć ten najlepszy moment to ostatnie kilka lat, więc warto wspomnieć również o czymś takim jak cierpliwość. Rynek kolejowy posiada ogromny potencjał, choć wielu patrząc dziś na przejeżdżające pociągi może się zastanawiać, czy na pewno wiem co mówię.

Ale jestem tego pewny. Cała Europa stawia na kolej. Trendy przychodzą do Polski z kilkuletnim opóźnieniem, ale w końcu przychodzą. Nie tylko w Małopolsce powstają obecnie warunki do komfortowego podróżowania koleją, gruntownie modernizowane są całe trasy. Nie mam pewności czy Polacy w najbliższej przyszłości tak masowo przesiądą się do pociągów jak Szwajcarzy, Francuzi czy Niemcy, ale kiedyś przesiądą się na pewno. A Newag już ma wielką satysfakcję, że uczestniczymy w rewolucji transportowej kraju.

Można mieć wrażenie, że wręcz jej przewodzicie. Pojazdy autonomiczne, hybrydowe zespoły trakcyjne… Gdy Łódzkie Koleje Aglomeracyjne rozpisały przetarg, stanął do niego tylko Newag. A przecież konkurentów nie brakuje.
- Ale tylko Newag miał wymagane dwutrakcyjne pojazdy. Postawiliśmy na takie rozwiązanie w 2018 roku, po wielu dyskusjach i analizach doprowadziliśmy do tego, że już rok później pojazd hybrydowy powstał; po raz pierwszy pokazaliśmy go na targach Trako w Gdańsku i od razu dostał główną nagrodę. Podobnie nie myliliśmy się, uruchamiając produkcję ciężkich, sześcioosiowych lokomotyw do przewozów towarowych. Udało się ich do tej pory sprzedać 45, na kolejne 25 mamy już zamówienie mimo odczuwalnej ostrożności w inwestowaniu. Autonomiczne pojazdy to na razie przyszłość, chociaż udane jazdy testowe autonomicznego tramwaju w Krakowie pokazały, że jesteśmy już na to gotowi. Muszą za nami teraz nadążyć regulacje prawne.

Gdy patrzy pan z perspektywy lat, na ile uratowanie ZNTKu uratowało Nowy Sącz? Zdaje się, że sądeczanie mają tego świadomość, świadczy o tym choćby przyznane panu honorowe obywatelstwo miasta. 
- Odbierając tytuł Honorowego Obywatela Nowego Sącza mówiłem, że to bardzo miłe, jednak od samego początku podkreślałem, iż traktuję to zaszczytne wyróżnienie jako nagrodę zespołową, dla całej załogi Newagu. W szczególności zaś dla tych, którzy w trudnych momentach nie zawahali się wziąć odpowiedzialności za przedsiębiorstwo. Honorowe obywatelstwo miasta przyznawane jest jednej osobie, bo zwyczajowo nagradza się lidera. Dla mnie jednak jest sprawą oczywistą, że uratowanie firmy przed likwidacją, a potem wdrożenie fundamentalnych zmian, to była gra drużynowa. Żaden człowiek nie byłby w stanie samodzielnie takich rzeczy dokonać.

Hybryda z Newagu dla Pomorza Zachodniego

Jak bardzo Newag związany jest z miastem i z koleją najlepiej chyba świadczy kładka nad torami przy dworcu. Wchodzi się na nią niemal z ulicy, można z niej zejść na peron, ale ostatnie schody prowadzą już wprost na teren firmy…
- Nowy Sącz i Newag (a wcześniej Warsztaty Kolejowe i ZNTK) są od 145 lat nierozerwalnie związane. Nie będę rozstrzygać, ani nawet zastawiać się, kto bardziej korzysta na tej symbiozie. Newag jest najstarszym zakładem w mieście i dużym pracodawcą. No i chyba skutecznie udaje się nam łączyć tradycję sięgającą powołowy XIX wieku z nowoczesnym profilem produkcji. Trudno snuć dziś wizje, co stałoby się w mieście i regionie, gdyby 20 lat temu sprawdziły się czarne scenariusze i ZNTK zostały przejęte np. przez Roberta Hammerlinga. W biznesie potrzebna jest determinacja i na szczęście wtedy jej nie zabrakło, by wyprowadzić zakład z gigantycznych problemów.

Widziałem ostatnio takie zestawienie przypominające, że na początku lat 80. ubiegłego wieku, w czasach bardzo trudnych dla większości Polaków, administracja ZNTK wydawała miesięcznie 20 tysięcy kartek dla pracowników i ich rodzin. To czasy, kiedy wszystko w sklepach było na kartki. Pokazuje to skalę działalności tego przedsiębiorstwa, dzięki któremu mogłoby przeżyć miasto wielkości Limanowej.

Przez całe dziesiątki lat Warsztaty Kolejowe, a potem Zakłady Naprawcze Taboru Kolejowego były samodzielnym bytem, miasteczkiem w mieście Nowy Sącz. I ogromne było oddziaływanie zakładu na życie miasta. Dosłownie pod każdym względem: ekonomicznym, kulturalnym, sportowym, edukacyjnym, a nawet duchowym, bo parafia kolejowa powstała przecież przy kolonii kolejowej. Mnóstwo instytucji i organizacji miało w nazwie przymiotnik „kolejowy”. To chyba najprostsze wyjaśnienie, jaka to była firma, kiedy zatrudniała 5 tysięcy osób.

Oczywiście do 1989 r. to był inny świat, nie tylko pod względem ekonomicznym. Nie da się porównywać przedsiębiorstwa funkcjonującego w ramach realnego socjalizmu z wolnym rynkiem. Ale całe pokolenia pracowników nie patrzyły na zakład pod tym kątem. Dla miasta i regionu Warsztaty, ZNTK i Newag były gwarantem stabilizacji i bezpieczeństwa socjalnego. Tam była praca i to promieniowało na całą sądecką społeczność.

Kiedyś z ciekawości przeglądnąłem archiwalne roczniki „Głosu ZNTK” zamkniętego w 1990 r. Opisywane tam sprawy i problemy to kompletnie inny świat. Minęło trzydzieści lat, ale obecni młodzi pracownicy Newagu przeglądając tamte gazety mogliby się poczuć jak na innej planecie. To byłoby dla nich trochę jak wycieczka od muzeum albo skansenu, gdzie zwiedzający oglądają jak się kiedyś naprawiało lokomotywy. Z jednej strony to śmieszne, z drugiej pokazuje, jak bardzo zmieniła się nasza branża i sam zakład.

Prezes Zbigniew Konieczek z parą prezydencką - spotkanie w ramach PWG

Wróćmy więc jeszcze do samych początków. Urodził się pan w Tarnowie, ale z Zakładami Naprawczymi Taboru Kolejowego w Nowym Sączu był pan związany właściwie od dzieciństwa.
- Moje pierwsze świadome wspomnienie z ZNTK to wizyta w hali napraw parowozów, dokąd zabrał mnie ojciec. Miałem jakieś 7 lat i byłem mocno przestraszony ogromem infrastruktury i całą tą industrialną otoczką, gdzie wszystko było czarne od węgla, sadzy i smarów. Nie pamiętam jaka była okazja do wizyty w zakładzie, ale musiało to być jakieś święto, bo na co dzień nikogo tam nie wpuszczano. Prawdopodobnie zwiedzanie było możliwe przed pierwszomajowym pochodem, bo pamiętam koncertującą orkiestrę dętą.

Moje dzieciństwo to również wspomnienia z kolonii letnich organizowanych dla dzieci pracowników ZNTK, na których meldowałem się w najmłodszej grupie już po pierwszej klasie podstawówki w zakładowym ośrodku wypoczynkowym w Suchej Strudze. Kolonie letnie to był czas wakacji, ale przecież ja na co dzień dorastałem na podwórku kolejowym. Czyli w całym kwartale tak zwanych bloków kolejowych w rejonie ulicy Batorego. To był czas, gdy ZNTK - choć w Nowym Sączu mówiło się po prostu „kolej” - miały dla swoich pracowników całe dzielnice mieszkaniowe. Można zatem bez przesady powiedzieć, że byłem w jakiś sposób od dziecka związany z ZNTK. Zawodowo zaś od 39 lat, a od 2001 roku jako prezes tej firmy.

Sprawy ZNTK, choć w młodości pewnie nie byłem tego świadomy, były obecne w naszym domu od zawsze. Myślę, że przy okazji wszelkich spotkań rodzinnych żyło się problemami zakładu, tak jak w wielu innych domach rozmawiało się o pracy i zakładzie. W ZNTK pracował mój ojciec Józef i trzej jego bracia. Sądzę, że nasza rodzina nie była pod tym względem wyjątkiem. Praca w ZNTK należała w tamtym okresie do wielopokoleniowej tradycji i wiele rodzin miało tu swoje liczne reprezentacje. To świadczy o tym, jakim zaufaniem i poważaniem cieszyło się to przedsiębiorstwo w mieście i regionie, jak stabilnym było pracodawcą

W biznesie mało kto może panu dorównać. Co pana zdaniem cechuje lidera, człowieka sukcesu, co pomaga w osiągnięciu celu, co w tym przeszkadza?
- Często powtarzam przy różnych okazjach, że biznesie nic nie jest dane raz na zawsze. Nieustannie wymaga on planowania, długoterminowej strategii oraz innowacyjności i elastyczności wobec potrzeb rynku. Czyli ciągle ciężkiej pracy. Pierwszy dzień, w którym uznasz, że jesteś najlepszy i wszystko już zrobiłeś tak, jak należało, będzie ostatnim dniem twojego sukcesu i początkiem kłopotów. Ważną składową osiągnięcia sukcesu jest to, by codziennie wymagać od siebie, jeśli chce się wymagać od innych.

Do każdego spotkania jest pan doskonale przygotowany. Niewiele pan chyba zostawia przypadkowi…
- Zawsze w życiu jest miejsce na jakiś przypadek, ale jeśli tylko mamy taką możliwość, musimy go minimalizować. Jeśli przypadek zacznie dominować w zarządzaniu, tracimy wpływ na to, co się wydarzy w najbliższej przyszłości. (Rozmawiał Tomasz Kowalski) Fot. Newag. Tekst rozmowy pochodzi z miesięcznika "Sądeczanin"







Dziękujemy za przesłanie błędu