Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Niedziela, 8 grudnia. Imieniny: Delfiny, Marii, Wirginiusza
16/03/2019 - 10:05

Z Grzegorzem Maślejakiem o pracy rymarza

Na czym polega praca rymarza? To profesja, której istoty często już nie rozumiemy… Jednak dla Grzegorza Maślejaka, jednego z ostatnich rzemieślników-rymarzy na Sądecczyźnie, rzecz jest prosta, bo zanim jeszcze przejął warsztat w Cyganowicach, fachu długo uczył się od ojca.

p. Grzegorz Maślejak
Co zatem Grzegorz Maślejak robi niemal od 40 lat? Uprzęże dla koni. Produkuje je i naprawia, choć pracujących koni coraz mniej, mimo tego, że konia w niektórych miejscach żadna maszyna nie zastąpi. Zwłaszcza w lesie, czy zimą, gdy zawodzą nawet auta z napędem na obie osie. Ale i koń na nic bez uprzęży.

Z czego się taka uprząż składa? Otóż na Sądecczyźnie najpopularniejsza jest uprząż chomątowa. Przede wszystkim widać chomąto - nakładany na końskie barki drewniany okrąg robiony na wymiar, wyściełany i pięknie zdobiony przez pana Grzegorza, dzięki któremu koń może ciągnąć wóz, pług czy bryczkę. Do tego dochodzą pasy pociągowe, średnica, lejce, podogonie i uzda. Wszystko razem kosztuje około półtora tysiąca złotych; no, chyba, że szczególnie ozdobna i z najlepszej skóry.

Bo jak się tu okazuje, skóra skórze nierówna. To, co widzimy w sklepie z butami czy kurtkami, to często jedynie lico - wierzchnia warstwa. Po ściągnięciu lica zostaje dwoina. Skóra z byka może mieć i centymetr grubości, więc po wyprawieniu tych warstw daje nawet trzy.

Grzegorz Maślejak jest nie tylko rzemieślnikiem. UDziela się społęcznie, bierze udział w wyborach, tańczy i śpiewa w zespole regionalnym.

Chomąto robiło się kiedyś wyłącznie z naturalnie wygiętych drzew. Trzeba było zejść szmat drogi by znaleźć w lesie odpowiednio grube i ukształtowane gałęzie, ale taki materiał miał potem ogromną wytrzymałość. Do dziś w szopie warsztatu leżą półkoliste, samorodne konary.

- Rzemiosła uczyłem się od ojca. Już jako mały chłopak przychodziłem tu do taty, do warsztatu. Kiedyś pracowaliśmy dziennie po szesnaście godzin, tyle mieliśmy roboty - wspomina Grzegorz Maślejak. - W górach było dużo koni, przy ściąganiu drzewa koń jest najlepszy, zresztą do dziś w młodniki mało który leśniczy wpuści maszyny. Kiedyś do pracy w polu trzymali konia nawet ci, co mieli po dwa, trzy hektary. Teraz na roli pracują tylko starsi ludzie, młodzi znaleźli inne zajęcia, a do koni pod wierzch uprzęże sprowadza się z zagranicy. Robimy głównie uprzęże ozdobne, na zamówienie. Naprawiamy też uprzęże i siodła, czasem nawet torebki. Wszystko, co ze skóry.

- Nie wrócą już czasy, gdy Stary Sącz słynął właśnie z rymarzy, kuśnierzy i szewców - mówi pan Grzegorz. - Kiedyś koń pracował na utrzymanie człowieka, teraz coraz częściej człowiek pracuje by utrzymać konia, ale w górach koń zawsze będzie potrzebny, jeszcze ich tu trochę jest... ([email protected]). Fot TK

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu