Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 26 stycznia. Imieniny: Lutosława, Normy, Pauliny
08/11/2021 - 20:50

Urynowicz o Kozłowskim: do uprawiania polityki nie wystarczy fotograf

O dokonaniach marszałka Małopolski Witolda Kozłowskiego rozmawiamy z Tomaszem Urynowiczem, radnym Sejmiku Województwa Małopolskiego, byłym wicemarszałkiem.

Tomasz Urynowicz i Jarosław Gowin

Napisał pan ostatnio, że z uwagą obserwuje poczynania marszałka województwa Witolda Kozłowskiego, bo nie chce pan, żeby zepsuł to, co dobre w Małopolsce. Co marszałek może zepsuć?
- Pan marszałek, już po moim odwołaniu, dość niefortunnie zaczął od występu w mediach z zapowiedzią, że zamierza „rozmiękczyć” program ochrony powietrza, czyli rzecz dla Małopolan i Małopolski bardzo ważną - wie to każdy, kto tu mieszka. Przyjęte w naszym programie rozwiązania są wręcz modelowe w skali kraju i są szansą na to, byśmy zaczęli wreszcie swobodnie oddychać. Dlatego marszałek, który zapowiada rozluźnienie przepisów, nie wie, o czym mówi, albo nie życzy dobrze województwu.

Co więc marszałek chciałby rozmiękczać?
- A, o to proszę już pytać autora tych słów. Dla mnie przyjęty program to nie tylko praca moja i urzędników, ale i rzeszy ekspertów, którzy - zanim postawili diagnozę - badali każdą gminę i jej problemy z jakością powietrza. Mówienie o jakimś rozmiękczaniu jest nie tylko nieporozumieniem, ale zapowiedzią marnowania pieniędzy wydanych na ten program. To po pierwsze. Po drugie jest wiele inwestycji, które - zamiast nabierać rozpędu - stoją w miejscu. Należy tu wymienić regionalne centrum administracyjne w Krakowie, Centrum Muzyki, którego historia zakończyła się kompletnym nieporozumieniem z władzami Krakowa.

Są też rzeczy, w których widać bierność marszałka, choćby budowa „sądeczanki” - krajem i województwem rządzi PiS, a  poza deklaracjami, zdjęciami i pokazówkami w mediach nic w tej sprawie się nie dzieje. Podobnie jak od dwóch miesięcy nic się nie dzieje w sprawie powołania pełnomocnika do spraw Funduszu Sprawiedliwej Transformacji Energetycznej. Za moich czasów (czyli wcale nie tak dawno) w urzędzie mocno staraliśmy się o pozyskanie olbrzymich pieniędzy dla Małopolski na dostosowanie do zmian wynikających z polityki unijnej. Jeśli brak pełnomocnika to nie jest dowód, że Małopolska odchodzi od zielonego kursu, to nie wiem, co nim może być.

Przy okazji uchwały „anty LGBT” ostrzegał pan przed utratą miliardów złotych. Ile tym razem ryzykujemy?
- To sprawa krytyczna przede wszystkim dla powiązanej ze Śląskiem zachodniej części Małopolski, bo pieniądze są dedykowane dla obszarów ze względu na przepływy społeczne powiązanych z kopalniami, energochłonnym przemysłem Śląska, a przez to zagrożonych skutkami transformacji. Mówię o tym, że możemy uzyskać co najmniej 260 milionów euro na przygotowanie przemysłu, przedsiębiorców na transformację społeczną, na dostosowanie pracowników do nowych warunków rynku pracy. To olbrzymie pieniądze i bardzo potrzebne, dlatego brak od ponad dwóch miesięcy osoby, która pilnuje tych spraw, jest bardzo niepokojący.

Wspomniał pan również o „sądeczance”; co marszałek mógłby w tej sprawie zrobić? W rozmowie ze mną zapewniał, że nie ma żadnych instrumentów nacisku na samorządy niezadowolone z jej przebiegu. Z drugiej strony służby ochrony środowiska zapowiadają, że nawet dwa lata może im zająć wydanie decyzji środowiskowych dla przebiegu nowej trasy. To skierowanie problemu do zamrażarki?
- Nie jestem sądeckim politykiem, patrzę na to trochę z boku, ale widzę, że „sądeczanka” jest nośnym hasłem i powodem wielu eventów na Sądecczyźnie i robienia sobie zdjęć na budowach. Niestety, nic więcej się nie dzieje. Mostów nie łączą nowe drogi, protestami samorządowców nikt poważnie się nie zajmuje, a jest to szczególny obowiązek władz województwa.

Szczerze mówiąc, jeśli cała struktura władz - od gmin począwszy, przez powiaty i województwo po władze kraju, podejmujące decyzje o finansowaniu na różnych etapach - jest w rękach PiS, to brak komunikacji i synergii działań może tylko sprawić, że taka okazja nigdy się nie powtórzy, a „sądeczanka” nie wyjdzie poza etap planowania i urzędniczych zawirowań.Nie wiem, czy pan marszałek ma zdolność tworzenia strategii, ale mówienie, że za nic nie ponosi odpowiedzialności, jest nieprawdą. Właśnie teraz jego kluczowa rola w tej sprawie. Marszałek powinien skłaniać do dialogu, to od niego oczekuje się spójnej wizji rozwoju i strategii województwa, no i zdolności do przekonywania do niej partnerów.

Małopolska to trzyipółmilionowy region, który musi dynamicznie się rozwijać, potrzebuje do tego innowacji i nowych inwestycji. A ze strony władz - skupienia się na codziennej, ciężkiej pracy dla mieszkańców regionu.

A jak jest w rzeczywistości, pokazuje też przykład słynnej uchwały anty LGBT, która tak nas poróżniła. Witold Kozłowski miał opracować kompromis, a wyszło z tego tyle, że nie był nawet w stanie wnieść pod obrady Sejmiku własnego projektu uchwały, w czym wyręczyła go opozycja, a sprawa po stronie Sejmiku na szczęście poza nim została zamknięta. I znów zapadła cisza.
Niestety, urząd marszałkowski to instytucja zarządzająca unijnymi pieniędzmi, więc będzie musiał stać na straży przestrzegania prawa w związku z ich wydawaniem. Zwłaszcza w obszarze wartości, czyli przestrzegania zakazu dyskryminacji. To nakłada choćby obowiązek uprzedzenia tych gmin i powiatów, gdzie wciąż obowiązują uchwały „anty LGBT”, że nie zostaną uwzględnione przy podziale środków unijnych. To obowiązek marszałka, by namówić tych samorządowców, żeby nie działali na szkodę własnych mieszkańców i podjęli podobną decyzję, jak Sejmik – unieważnienia tych uchwał.

Mówi pan też o uchwałach o wspieraniu rodziny, opracowanych wedle projektu Ordo Iuris?
- To kwestia odpowiedzi, czy również tam nie ma treści związanych z dyskryminacją. Jednak w wielu samorządach z ostrożności wycofywane są również z uchwały według wzoru Ordo Iuris.

Sejmik uchwala opasłe strategie na wiele lat, przyjmuje kolejne ważne dokumenty. Ile w tym wszystkim jest inicjatywy marszałka województwa? Na ile - pana zdaniem -  Witold Kozłowski osobiście wnosi coś do wizji rozwoju Małopolski?
- Niestety, do uprawiania polityki nie wystarczy dobry fotograf i zdjęcia ze spotkań z rektorami uniwersytetów, czy odwiedzin u samorządowców. Przykład promowania Małopolski w Krynicy wskazuje, że często mamy do czynienia z kosztownymi, nieprzemyślanymi działaniami, chocholim tańcem bez jasno wyznaczonego celu. Infrastruktura w Krynicy jest jaka jest, poziom tych imprez może był ciekawy dla TVP, czy innych stacji, ale wciąż nie ma pomysłu, co z tym dalej zrobić. To pokazuje, czy mamy do czynienia ze strategiem, który patrzy szeroko, czy też człowiekiem, który widzi sprawy tylko przez pryzmat sądeckich sporów, nie w perspektywie całego województwa. Województwa, które spadło z dotychczasowego miejsca na liście dystrybucji środków z Regionalnego Programu Operacyjnego. Dotacje, które planuje przekazać rząd, raczej ustawiają nas w drugiej połowie stawki najbardziej wspieranych regionów. To też niepokojące, bo marszałek i na to nie ma recepty.

Wątpliwości co do kierunku, w jakim zmierzają sprawy województwa, jest coraz więcej. A wyzwań przybywa, choćby w postaci wciąż wznoszącej się fali pandemii. Nie widzę tu działań, które pozwalałyby optymistycznie patrzeć w przyszłość, także w polityczną przyszłość marszałka Kozłowskiego, bo chyba także Prawo i Sprawiedliwość zdaje sobie sprawę, że nasze województwo zaczyna niebezpiecznie dryfować.

Ale mamy obiecane igrzyska w 2023 roku. Igrzyska Europejskie…
- Od dwóch lat trwają na ten temat rozmowy i przygotowania. O ile jeszcze dwa lata temu mogliśmy przypuszczać, że będziemy świadkami wielkiego wydarzenia sportowego, tak dziś jest już kilka powodów, by mieć wobec tego wątpliwości. Wciąż nie została podpisana umowa z Europejskim Stowarzyszeniem Komitetów Olimpijskich, która nakreśliłaby wzajemne obowiązki, ale przede wszystkim ustaliła w końcu liczbę planowanych dyscyplin. Tak dzieje się również dlatego, że Igrzyska Europejskie to młoda impreza, nie ma mocnej pozycji ani długiej tradycji; odbyła się dopiero dwa razy - w Azerbejdżanie i na Białorusi.

Federacje europejskie walczą przede wszystkim o mistrzostwa Europy, gwarantujące im przychody i odpowiednio wysoki poziom sportowy. My tymczasem nie wiemy nawet, jakie inwestycje będą finansowane ze środków publicznych - rozmowy się przeciągają, bo osobno prowadzi je marszałek w imieniu swoim i mniejszych samorządów, osobno rozmawia Kraków.

Należy współczuć komitetowi organizacyjnemu, bo każdy dzień zwłoki w ustaleniach to po prostu jeden dzień mniej na przygotowania. Ja byłbym kibicem imprezy, która była zapowiadana, jednak wątpię, czy uda się zrealizować wszystkie zamierzenia. Ciągle jest wiele znaków zapytania, bo wszystko opierać się musi o gwarancje rządowe, których jeszcze nie ma, tak jak specustawy. Pan marszałek jest umiarkowanym optymistą. Ja też jestem optymistą, ale wreszcie chciałbym zobaczyć obiecane fakty. (rozmawiał tomasz.kowalski@sadeczanin.info)







Dziękujemy za przesłanie błędu