Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Niedziela, 1 listopada. Imieniny: Konrada, Seweryny, Wiktoryny
18/08/2018 - 11:20

Sądecki rajdowiec: Ja to robię naprawdę, a inni na komputerze

Dzisiaj rozmawiamy z rajdowcem Robertem Długopolskim pochodzącym z Tęgoborzy.
Interesujesz się motoryzacją i lotnictwem. Skąd pomysł, by marzenia przekuć w czyny i wystartować w rajdach. Nie miałeś żadnych obaw przed podjęciem tej decyzji?
- Zawsze interesowało mnie właśnie to. Na początku wraz z kolegami jeździłem oglądać rajdy samochodowe. Po kilku takich zawodach, doszedłem do wniosku, że można iść o krok dalej i samemu startować. Poczułem to coś. Nie chciałem być widzem, chciałem osobiście brać udział w tych zmaganiach. Na początku wydawało się to trudne do realizacji jednak krok po kroku szło to wszystko do przodu. Na pewno nie jest to tak niedostępne, jak wydaje się większości ludzi.

Wspólnie z moimi znajomymi wyskakiwaliśmy np. na gokarty i wśród nich czułem się mocny. Nie wiedziałem jednak jak będę prezentował się na tle kilkudziesięciu zawodników. Myślałem, że będzie to może środek stawki, a może nawet jej koniec.

Dlaczego zdecydowałeś się akurat na Mitsubishi Lancer Evo 9 GR N?
- Przede wszystkim z racji popularności tego auta w rajdach. Poza tym wszelkie modyfikacje są w nim łatwe do wykonania. Również części są dość łatwo dostępne. A wiem, że w przypadku innych samochodów nie zawsze tak jest. To racjonalny, wręcz czysto finansowy wybór. Plusem tego samochodu jest też z pewnością jego bardzo atrakcyjny wygląd i możliwość poruszania się nim na odcinkach w sposób bardzo widowiskowy, co niewątpliwie podoba się kibicom.

Jak przebiegały przygotowania tej maszyny do startów?
- Najpierw trzeba było zakupić bazowy samochód, w oparciu o który mogliśmy zbudować naszą rajdówkę. Udało się nabyć model, który amatorsko rywalizował na niemieckich drogach. Nie do końca spełniał jednak oczekiwania naszej załogi. Musieliśmy zbudować go praktycznie od zera. Auto otrzymało nową karoserię, dodatkowo wzmocnioną i wyposażoną w niezbędną klatkę bezpieczeństwa. Silnik, skrzynia biegów i elementy przeniesienia napędu zostały wyposażone w części, które mogą wytrzymać tak „brutalne” traktowanie podczas rajdu. Obecna moc w zależności od naszych potrzeb waha się od 310 KM w specyfikacji rajdowej do 440 KM w specyfikacji górskich samochodowych Mistrzostw Polski.

A jak wyglądało to „złotówkowo”?
Sam zakup samochodu nie był tak kosztowny, jak jego przygotowanie do sportu. Nie chciałbym podawać konkretnych sum, ale za kwotę jego budowy można kupić co najmniej trzy nowe samochody klasy średniej.

Jak zachowujesz się przed startem? Pełna koncentracja jak u Janusza Kuliga, który nawet w czasie rozmów z fanami był głęboko zamyślony, czy może „Wrzuć na luz” Hołowczyca?
- Stojąc na starcie do odcinka specjalnego, jesteśmy oczywiście maksymalnie skupieni i skoncentrowani na tym co za chwilę będziemy robić. Zaraz po jego przejechaniu, staramy się przeanalizować co można jeszcze poprawić i gdzie pojechać szybciej. Jednak kiedy sytuacja na to pozwala, jestem wyluzowany, śmiejemy się, żartujemy, rozmawiamy z innymi zawodnikami.

Jak zaczęła się Twoja współpraca z pilotem Pawłem Piczakiem?
- Z Pawłem zaczęliśmy współpracę w dość zabawnych okolicznościach. W początkowej fazie startów na fotel pilota starałem się zaprosić każdego z moich kolegów. Pomagali mi w przygotowaniu auta. Ten pomysł nie był jednak zbyt dobrym posunięciem. Ciężko był skoncentrować się takiemu niedoświadczonemu pilotowi na swoich zadaniach. Za duża adrenalina. Pewnego razu jeden z moich kolegów po przejechaniu wspólnie pierwszego odcinka trasy, poczuł tzw. lekki niepokój żołądkowy. Kolegę trzeba było więc wymienić na kogoś innego. Na szczęście jeden ze startujących zawodników zadzwonił do Pawła. Ten po kilku minutach był na miejscu. Już po pierwszych metrach trasy wiedziałem, że to jest to i tak zostało. Mam nadzieję, że ta współpraca potrwa dłużej.

W zeszłorocznym debiucie w 4. Memoriale Janusza Kuliga i Mariana Bublewicza w Łapanowie nieoczekiwanie zajęliście drugie miejsce w klasyfikacji generalnej na 90 załóg. Całkiem nieźle.
- Powiedziałbym, że debiut wypadł bardziej niż okazale, gdyż pojechaliśmy na niego nieprzygotowanym samochodem i kompletnie bez żadnego treningu. Było lepiej niż planowaliśmy, choć nie ukrywam, że pozostał pewien niedosyt, gdyż przegraliśmy pierwsze miejsce tak naprawdę niewielką różnicą czasową. Ten sukces na pewno umocnił mnie w dalszym dążeniu do wyznaczonych sobie celów.

W tym roku już udało Wam się zwyciężyć.
- Tak, teraz też nie mieliśmy praktycznie treningów i jakichś wielkich przygotowań. Wiedzieliśmy, że musimy wygrać i tym samym dobrze rozpocząć ten sezon, by nie powtarzać zeszłorocznych startów. Wystarczy nam pucharów na półce z amatorskich imprez. Chcielibyśmy iść do przodu, rozwijać się.

Dzięki wygranej otworzyły się przed Wami nowe perspektywy, jak choćby zaproszenie od Subaru Poland Rally Team na odbycie wspólnych testów z Dominikiem Butvilasem, startującym na co dzień w Rajdowych Samochodowych Mistrzostwach Europy. Miła sprawa.
- Tak, nastąpi to prawdopodobnie w czerwcu. Musimy przygotować nasz samochód na sto procent. Mocno skupiamy się właśnie na tych testach. Będziemy mogli sprawdzić nową specyfikację naszego samochodu, w tym zawieszenia, opon itd. Co najważniejsze przejedziemy, miejmy nadzieję, dużo kilometrów w bezpiecznych warunkach zamkniętego odcinka specjalnego, co jest dla nas kluczowe. Będzie to bardzo dobry trening przed startami, które planujemy na drugą połowę sezonu.

Za co kochasz rajdy?
- Dla mnie jak i zapewne dla większości kierowców rajdowych najważniejszą kwestią w tym sporcie jest adrenalina, jaka towarzyszy nam na odcinkach specjalnych. Podczas pokonywania ciasnego i krętego oesu z prędkościami nie raz wynoszącymi 200km/h, wyzwalają się jej całe pokłady. Kolejną rzeczą, dla której kocham rajdy jest satysfakcja i zadowolenie na mecie oraz radość, że stoimy na najwyższym stopniu podium. W realnym świecie robimy to, na co zwykły śmiertelnik może pozwolić sobie jedynie na komputerowym symulatorze.

Jak wygląda zużycie samochodu rajdowego?
- Jest kilkaset razy szybsze niż w normalnym cywilnym aucie. Rajdówka na odcinku specjalnym spala 90 litrów paliwa na 100 km i to takiego, którego nie kupimy na zwykłej stacji. Dobre markowe opony wystarczą na 60-100 km oesowych, gdzie normalna drogowa opona w zwykłym samochodzie spokojnie wytrzyma 40 tys. km. Olej w silniku i napędach zmieniamy co 500 km. Sam silnik przy mocy 440 KM w wyścigowej specyfikacji też nie pożyje za długo. Reasumując, ekstremalne osiągi idą w parze z ekstremalnym zużyciem całego samochodu. O kosztach odbudowy samochodu po ewentualnym (odpukać w niemalowane) wypadku, nawet nie chcę wspominać, bo mogą one iść w dziesiątki tysięcy złotych.

No właśnie, rajdy to droga zabawa. Wiem, że szukacie sponsorów. Jesteście gotowi oddać powierzchnię na aucie?
- Nie lubię wyrazu sponsor. Bardziej określiłbym to jako współpracę. Wiele firm również otrzymałoby korzyści z takiej współpracy. Rajdy to prestiżowa sprawa. My ze swojej strony oferujemy udostępnienie naszego fajnego samochodu, wszelakiego rodzaju udział naszych partnerów choćby w testach. To wielka frajda.

Od rajdowca: I jeszcze jedno. Jeśli w najbliższym czasie będziemy gdzieś trenować, to zapraszamy na przejażdżkę na prawym fotelu.
- Jako miłośnik motoryzacji, w tym posiadacz malucha z PRL-u, mogę tylko powiedzieć – z przyjemnością.

Rozmawiał Remigiusz Szurek
Fot. (RSZ); arch. RD

O Robercie Długopolskim pisaliśmy również w tym miejscu.




 






Dziękujemy za przesłanie błędu

Sądeczanin HISTORIA (2-2020)