Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Sobota, 4 kwietnia. Imieniny: Benedykta, Izodory, Wacławy
30/11/2017 - 12:55

Polityka powinna służyć ludziom - mówi Wiktor Durlak, radny powiatu nowosądeckiego

O politycznych inspiracjach, sukcesach i wyzwaniach w pracy radnego oraz jednomandatowych okręgach wyborczych rozmwaiamy z Wiktorem Durlakiem, radnym Rady Powiatu Nowosądeckiego.


Panie Wiktorze, skąd wziął się pan w polityce?
Historią a w konsekwencji polityką interesowałem się od najmłodszych lat. Zainteresowanie przerodziło się w pasję, odkąd w 2005 roku zacząłem pracę w gorlickim biurze senatorskim Stanisława Koguta a potem w Fundacji Pomocy Osobom Niepełnosprawnym. Mając tak dobry przykład postanowiłem zaangażować się w politykę; pierwszym krokiem był start w wyborach 2011 roku do Rady Gminy w Grybowie.

Czym dla pana jest polityka?
Polityka jest – jak mówił już Arystoteles - działaniem dla dobra wspólnego. Po prostu trzeba robić coś dla społeczności lokalnej. Znałem wiele osób, wiele osób znało mnie, postanowiłem więc wystartować. I zostałem wybrany. W 2012 roku zostałem członkiem Prawa i Sprawiedliwości. Do tej partii było mi najbliżej światopoglądowo.

Chyba udało się panu to działanie, bo po czterech latach wystarczyło głosów zadowolonych wyborców, żeby dostać się do Rady Powiatu. Co takiego pan ludziom załatwił?
Najistotniejszy dla mieszkańców jest stan infrastruktury, choćby dróg, czy sieci wodociągowej. Wiele osób zwracało też uwagę na brak dbałości o pamięć historyczną, brakowało też imprez kulturalnych i sportowych – nikt nie chce żyć na pustyni, gdzie nic się nie dzieje. Skoncentrowałem się więc na tych obszarach. Zgłaszałem interpelację za interpelacją, tematów nie brakowało, bo zawsze jestem blisko ludzi, w terenie. Zdobyłam przy okazji niezbędne doświadczenie, poznałem procedury, przepisy i mechanizmy działania samorządu i konstruowania budżetu. To było niezbędne przy ubieganiu się o mandat radnego powiatowego.

Praca radnego to pewnie też  godzenie sprzecznych interesów wyborców…
Jak też – w pewnym sensie- rywalizacja między radnymi. Mając do wyboru dwie inwestycje trzeba po prostu postępować rozsądnie, znaleźć najlepsze argumenty, tak podjęta decyzja zawsze się obroni. Budżet nie jest z gumy, nie zrobimy wszystkiego od razu. Gmina Grybów jest gminą dość bogatą, udaje się zrealizować wiele potrzeb mieszkańców. Powiaty dysponują proporcjonalnie dużo mniejszymi kwotami.

Czy wyborcy znają mechanizmy funkcjonowania samorządów?
Ubolewam nad tym, że tak mało osób angażuje się w politykę, w tym dobrym sensie - dbałość i starania o to, by wszystko wokół sprawnie funkcjonowało.

W poprzednich wyborach samorządowych frekwencja na Sądecczyźnie wyniosła ok. 50 procent. To przecież dużo…
Może w porównaniu z pozostałymi regionami Polski, ale jeśli spojrzeć na to z innej strony okazuje się, że co druga uprawniona osoba nie skorzystała ze swego prawa głosu. Może dlatego, że my - lokalni politycy nie wierzymy, że będzie inaczej. Jednak wiele właśnie od nas zależy, dlatego staram się żyć uczciwie i przyzwoicie, bo to mnie wybrali znajomi i sąsiedzi, po prostu nie chcę zawieść ich zaufania.

Inna sprawa to odpowiednio wczesna edukacja. W niemieckich szkołach istnieje taki przedmiot jak „polityka”, podczas lekcji dzieci uczą się jak funkcjonuje w praktyce demokracja. U nas tego nie ma, może to zaszłość poprzedniego systemu.

W jaki sposób najczęściej kontaktuje się pan z wyborcami?
Osobiście. Bardzo dużo czasu spędzam na rozmowach i spotkaniach, także poprzez media społecznościowe. Przy okazji zachęcam do obserwowania i polubienia mojej strony na Facebooku. Doskonale znam realia Sądecczyzny, pracowałem za granicą, gdzie są moje siostry i brat, ale postanowiłem wrócić, pracować na rzecz naszego kraju.

Wspomniał pan, ze dużą rolę odegrał w pana politycznej karierze senator Kogut. To barwna postać życia politycznego…
To człowiek naprawdę nietuzinkowy, jestem pełen podziwu dla jego sposobu działania. Nie ma dla niego rzeczy niemożliwych, dzięki jego charyzmie i zaangażowaniu przekonuje ludzi do swych pomysłów. Chciałbym kiedyś osiągnąć choć część z tego, co udało się zdziałać senatorowi. Korzystając z okazji chciałbym podziękować panu senatorowi za wszystko, czego mogłem do tej pory od niego się nauczyć, również dziękuję mojemu przyjacielowi Krzysztofowi Gryzło za wspieranie i pomoc w realizacji moich przedsięwzięć.

Co mógłby pan wskazać jako swój największy sukces i co jeszcze chciałby pan zrobić do końca kadencji?
- W programie wyborczym zawarłem kilka kwestii ważnych dla mieszkańców naszego regionu skąd startowałem. Podstawowym narzędziem pracy radnego są interpelacje. Jeśli sformułuje się je dobrze, przynoszą skutek. Obiecałem się starać o powstanie dróg, przepustów i mostów, obiecałem też godnie reprezentować mieszkańców. Z inwestycji udało się zrealizować chyba 70 procent, cały czas pilotuję jedną pozostałą sprawę i wszystko wskazuje na to, że uda się ją dokończyć. To powiatowa droga w Gródku, której stan jest tragiczny. Sporo zrobiliśmy w Siołkowej, Polnej i długi odcinek chodnika w Ptaszkowej. Dużym sukcesem jest też rozbudowa szpitala w Krynicy - jestem członkiem jego rady społecznej. Bardzo mnie cieszy także rozbudowa Liceum im. Artura Grottgera w Grybowie. Oczywiście to nie mój wyłączny sukces, to praca zbiorowa, całej Rady i zarządu powiatu nowosądeckiego.

Będzie pan kandydował w następnych wyborach?
- Chciałbym startować jeszcze raz do rady powiatu, ale wiele osób przekonuje mnie, bym ubiegał się o wybór na wójta gminy Grybów. Obecny wójt rządzi tam 20 lat, ale zobaczymy jeszcze co się będzie działo za rok. Teraz skupiam się na zdobywaniu doświadczenia i nauce – jest się od kogo uczyć, bo w radzie powiatu zasiada wielu doświadczonych samorządowców.

Sporo się zmieni w ordynacji wyborczej. Zniknąć mają choćby jednomandatowe okręgi. Co pan o tym sądzi?
- Dobrze się stanie. Wiele razy rozmawiałem na ten temat z różnymi ludźmi i nikt nie zdołał przekonać mnie sensowymi argumentami, że JOW-y mają sens, ze to jest dobre dla gminy, zwłaszcza, gdy w jednym okręgu ścierają się dwaj czy trzej naprawdę dobrzy kandydaci. Mandat dostaje tylko jeden a reszta, choćby bardzo kompetentna, choćby mająca bardzo duże poparcie, odpada. Wybory według ordynacji proporcjonalnej są lepsze. (pt)

Dziękujemy za rozmowę







Dziękujemy za przesłanie błędu