Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 18 września. Imieniny: Ireny, Irminy, Stanisława
27/04/2014 - 14:00

Parlament Europejskie to nie miejsce dla amatorów

Bronisław Dutka, były wójt Gminy Limanowa, były poseł Polskiego Stronnictwa Ludowego czterech kadencji, ma szansę na powrót do parlamentarnej polityki. Po przegranych wyborach w 2011 roku został dyrektorem Małopolskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Karniowicach. Teraz chce zawalczyć o mandat europosła. Na liście PSL z okręg wyborczego obejmującego obszar województw małopolskiego i świętokrzyskiego staruje z ostatniego, dziesiątego miejsca.
Zatęsknił Pan za wielką polityką? Ciągnie wilka do lasu?

- Od 2011 roku jestem poza parlamentarną polityką i trochę szkoda, że moje polityczne doświadczenie się marnuje. Mógłbym wykorzystać je w Parlamencie Europejskim

Rzeczywiście, należy Pan do parlamentarnych rekordzistów naszego regionu. Zaliczył pan cztery kadencje w Sejmie.

- W ciągu dwunastu lat pracy parlamentarnej miałem nie tylko okazję zajmować się sprawami krajowymi. Jako przewodniczący Sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej często bywałem w Brukseli. To był okres przygotowań do polskiej prezydencji w Unii Europejskiej, a potem już prezydencji. Miałem więc okazję przewodniczyć w pracach kilku europejskich gremiów i, mówiąc żartobliwie, jest to dla mnie „do ogarnięcia”.

Praca w Parlamencie Europejskim to nie jest zajęcie dla politycznych amatorów?


-Odkąd należymy do Wspólnoty, Parlament Europejski stał się strategicznym miejscem dla naszego kraju. O tym, jak pilnowane są interesy Polski, decydują nasi europosłowie. To jest ich podstawowe zadanie. Wiele zależy, od jakości ich pracy. Polski parlament zaledwie w połowie może realizować wytyczone przez siebie cele. W dużej mierze są one zdeterminowane przez decyzje, które zapadają w Brukseli.  To tam w realny sposób wpływa sie na to, co dzieje się w naszym kraju. Dlatego chciałbym się tam znaleźć.

Jako polityczny zawodowiec?


- Tam nie ma miejsca na amatorszczyznę. Tymczasem doświadczenie do pracy w parlamencie zdobywa się całymi latami. I najlepiej zacząć od szkoły samorządowej. Ja przeszedłem te szczeble swoistego szkolenia i uważam, że praca w europarlamencie byłaby naturalną kontynuacją mojej politycznej kariery, z pożytkiem dla naszego kraju.

Jakie zadania pan sobie stawia?

- Z racji mojego politycznego rodowodu i zdobytego doświadczenia, chciałbym się zajmować tematyką obszarów wiejskich i unijnymi funduszami dla rolnictwa, które w moim przekonaniu jest zagrożone. W nowej perspektywie, po 2020 roku, to finansowe wsparcie będzie dużo mniejsze. W naszym kraju oznacza to duże zubożenie małych gospodarstw w regionie małopolskim i podkarpackim. Konsekwencją tego może być wzrost cen żywności. Jestem optymistą, ale nie sądzę, żebyśmy w najbliższym czasie osiągnęli taki poziom rozwoju, który prowadziłby do obniżenia cen produktów rolnych. Te kwestie, to realne problemy, które można rozwiązywać pod warunkiem, że będziemy mieć silną i kompetentną reprezentację naszego kraju w Europarlamencie.

Jak pan w realny sposób ocenia swoje szanse w tych wyborach?  Musi się pan zmierzyć z silnymi konkurentami, nie tylko z innych partii, ale także z własnego ugrupowania. Na liście PSL pierwsze miejsce, to Czesław Siekierski - Poseł do Parlamentu Europejskiego. Poważnym rywalem jest też Wojciech Kozak - wicemarszałek. Małopolski
.

- Polskie Stronnictwo Ludowe ma w naszym okręgu wyborczym bardzo dobrych kandydatów. Wygra najlepszy.

Wiele zależy od dobrej ekipy w sztabie wyborczym.


- Mam bardzo oddane grono sztabowców. To spora grupa młodych ludzi, którzy na stałe ze mną współpracują, plus całe moje zawodowe otoczeni. W sumie to blisko trzydzieści osób. W większości to ludzie z politycznym nerwem, którzy zamierzają startować w jesiennych wyborach samorządowych. Ale kampania nie będzie bardzo szeroka, bo nie dysponuję dużymi funduszami na ten cel. Generalnie stawiam na własne siły partii politycznej i na zaangażowanie moich współpracowników.

A prognozy dla pańskiego ugrupowania? Sondaże nie są najlepsze.


- Te sondaże rzadko pokazują PSL poniżej progu wyborczego. Moje ugrupowanie oscyluje na poziomie około 8 procent. Myślę, że wynik ludowców w dużym stopniu zależy od frekwencji. Jeżeli uda nam się zmobilizować własny elektorat, to powinniśmy osiągnąć niezły wynik. Przy niskiej frekwencji, co jest stałą tendencją w przypadku wyborów do Europarlamentu, decydują przede wszystkim grupy, które są zdecydowane i zdeterminowane, jeśli chodzi o udział w wyborach w ogól,. Dlatego nie spodziewam się jakiegoś wysokiego wyniku. Myślę, że to będzie wynik na poziomie 4-6 posłów PSL w skali całego kraju. Natomiast nasz okręg wyborczy, który obejmuje Małopolskę i Świętokrzyskie jest duży i nawet przy niewielkim wyniku zyska przynajmniej jeden mandat.

Zaryzykuje pan oszacowanie ile osób może na pana zagłosować w naszym regionie?


- Jest to dla mnie nie do oszacowania. Mogę to jedynie odnieść do wyników, jakie osiągałem podczas wyborów parlamentarnych. W okręgu wyborczym, który stanowi jedną piątą województwa małopolskiego uzyskiwałem wyniki od 4700 do 8700 głosów. Trudno powiedzieć, jaka ilość osób zagłosuje na mnie poza tym okręgiem. Mogę sie spodziewać wyniku w tych granicach, a w przypadku eurowyborów nasz region to jedna dziesiąta całego okręgu. Szacowany wynik dla całej partii to może być około 60 tys.

Jesteśmy w przede dniu świętowania 10-lecia naszej przynależności do Unii Europejskiej. Jaki jest według pana  polski bilans zysków i strat?


- Na pewno więcej zyskaliśmy. Przede wszystkim Polska otworzyła się na świat. Dzięki przynależności do Unii Europejskiej możemy swobodnie podróżować niemal po całej Europie, możemy za granicą studiować i pracować, a także robić interesy. Na pewno wzrósł też poziom życia polskiego społeczeństwa. Plusem jest osiągnięcie pewnej stabilizacji politycznej i poczucie bezpieczeństwa wynikające z faktu, że jesteśmy w Unii Europejskie, a wcześniej przystąpiliśmy do NATO. To wszystko stwarza nam szanse dalszego rozwoju. Warto podkreślić, że w ciągu dziesięciu lat przynależności do Wspólnoty udało nam się wypracować takie obszary, w których dominujemy.

Czym się możemy pochwalić?


- Jesteśmy bardzo dobrzy w eksporcie żywności. W ciągu ostatnich sześciu, siedmiu lat doszliśmy do 30 proc. nadwyżki eksportowej. Dominujemy na rynku owoców i czujemy się mocni w produktach mlecznych. Odnosimy też sukcesy w eksporcie elektroniki. Poza tym, udało nam się pozyskać wielu zagranicznych inwestorów. Nasz przemysł zyskał dostęp do zagranicznych, zaawansowanych technologii. Staliśmy się częścią globalnej gospodarki.

A minusy?


- Na pewno jesteśmy uzależnieni w pewnych decyzjach, zwłaszcza gospodarczych, od Unii Europejskiej. Funkcjonujemy we wspólnych systemach, które wprowadzają silny element rynkowej rywalizacji, której nie zawsze potrafią sprostać polskie firmy. Ale jednocześnie zyskaliśmy możliwość przepływu wolnego kapitału, bo przecież coraz liczniejsza grupa polskich firm lokuje się za granicą z produkcją czy usługami. Niektóre polskie przedsiębiorstwa przekształciły w firmy globalne, co buduje prestiż polskiej gospodarki za granicą.

Rozmawiała Agnieszka MIchalik

Fot: archiwum

 
Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu