Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Wtorek, 20 października. Imieniny: Ireny, Kleopatry, Witalisa
31/05/2020 - 22:10

Odszedł ksiądz prałat Marian Stępień, wielki budowniczy sądeckiego Kościoła

Księdza prałata Mariana Stępnia wspomina Zygmunt Berdychowski

Dobrze znał pan księdza prałata. Długie lata był proboszczem pańskiej parafii, wywarł na nią wielki wpływ…
- Śmierć księdza prałata Mariana Stępnia to jeszcze jeden znak, że odchodzi z naszego życia publicznego pokolenie wielkich budowniczych. Kapłani tacy jak księża prałaci Stępień, Maślak, Starzec, Czekaj, Pancerz czy Janik, swoimi dziełami tworzyli fundament obecności Kościoła w życiu społecznym. To wielka strata dla parafii i całego regionu.

Jako duszpasterz, choć zaangażowany w wielkie inwestycje, nie tracił kontaktu z parafianami, był wyczulony na potrzeby duchowe i materialne tych, którym nie zawsze dobrze ułożyło się w życiu. Uczestniczył w pieszych pielgrzymkach na Jasną Górę. Dzięki niemu, Kościół instytucjonalny bardzo zbliżył się do ludzi nie tylko dlatego, że w Niskowej-Szymanowicach, w czasach, gdy nie było jeszcze internetu, telefonów, samochodów ani dobrych dróg, powstała nowa świątynia.

Dla dobra swego następcy i dla dobra parafii potrafił nawet usunąć się w cień, wyjechać na kilka lat na misję na Ukrainę, by nowemu proboszczowi stworzyć w parafii komfortowe warunki działania. Ten krok, będący dowodem niezwykłej wręcz dojrzałości, to tylko jeden z dowodów jak wspaniałym człowiekiem, jak odpowiedzialnym kapłanem był ksiądz prałat Stępień.

Parafianie o nim pamiętali. Gdy ksiądz prałat Stępień pracował w Starym Skałacie na Ukrainie, dzięki zaangażowaniu Andrzeja Piszczka z Marcinkowic, Fundacja Sądecka organizowała grupowe wyjazdy dla mieszkańców Trzetrzewiny, Marcinkowic i Niskowej. Jeździło tam wiele osób, pomagali tworzyć stacje drogi krzyżowej. Pamiętam niesamowite uczucie, jakie miałem, czytając zaadresowany do mnie, odręcznie napisany przez księdza prałata list z podziękowaniami za wsparcie. Potrafił, on - osoba o tak wielkich dokonaniach i autorytecie - mimo wielu ciążących na nim obowiązków, usiąść wieczorem i odręcznie skreślić kilka zdań. Do dziś bardzo to sobie cenię.

Na ile w tym, co udało się stworzyć w Niskowej, pomogła współpraca z księdzem profesorem Bolesławem Kumorem? Jak się rozpoczęła?
- Gdy parafianinem był tak ważny duchowny jak mój wuj, proboszcz siłą rzeczy starał się nawiązać z nim kontakt, miał pomysł w jaki sposób wykorzystać jego obecność, pozycję i wpływy dla dobra parafii. Z wujem zresztą doskonale się rozumieli, a prałat Stępień był człowiekiem niezwykle taktownym, potrafił swoje ambicje i emocje powściągać dla budowy kościoła, która zajęła wiele lat jego życia.

Wielokrotnie byłem tego świadkiem podczas licznych rozmów w trakcie powstawania obecnego kościoła w Niskowej-Szymanowicach. Rozmów z jednej strony z parafianami, z drugiej z księdzem profesorem Bolesławem Kumorem, który był nie tylko pomysłodawcą budowy kościoła, ale też dostarczycielem części środków, dzięki którym można go było wznosić. To, że się udało, zawdzięczaliśmy nadzwyczaj szczęśliwemu zrządzeniu losu, że ówczesna parafia w Trzetrzewinie miała dwóch wyjątkowych kapłanów: mojego wuja, który był jej ambasadorem na zewnątrz i ks. prałata Stępnia, gospodarza, starającego się jak najlepiej jej interesy prowadzić, mającego doświadczenie inwestycyjne parafii w Michalczowej, umiejącego z ludźmi rozmawiać i zjednywać ich sobie.

Często tak wielkie przedsięwzięcia dzieliły ludzi, zamiast ich jednoczyć…
- Kiedy budowaliśmy kościół, nie działo się to w kilka miesięcy. To były lata, podczas których rzeczywiście zdarzały się chwile lepsze i gorsze. Trzeba było przeprowadzać setki rozmów każdego tygodnia. O drewnie na dach, o murarzach, o tym, kto kiedy i dla kogo gotuje, by fachowcom nie trzeba było płacić więcej, albo godzić się na długie przerwy w pracy, ustalać co wtedy, jeśli ktoś czegoś zrobić nie może…

Tak naprawdę ciężar budowy tego kościoła dźwigała jedna wieś, druga trochę pomagała. To był ogromny wysiłek, proces budowania kościoła dla tak małej społeczności, gdyby nie był przeprowadzony perfekcyjnie, jak zrobił to ksiądz prałat Stępień, nigdy nie zakończyłby się sukcesem. On był osobą łagodzącą nieustanne konflikty, do których zawsze dochodzi przy takich przedsięwzięciach, nigdy nie tracił z oczu celu, potrafił jednoczyć ludzi i nie zaprzestając budowy, otaczać ich duchową opieką.

Wielu mieszkańców Niskowej i Szymanowic, a także Biczyc, na tej budowie spędzało wiele dni przy pracy lub wpłacało składkę za tych, którzy pracowali za niego. Ja pracowałem bezpośrednio, tato odrabiał traktorem. Trwało to tak długo, póki kościół nie stanął.

Kościół w Niskowej-Szymanowicach, o którym tak dużo mówiliśmy, zabrał księdzu prałatowi Stępniowi najwięcej czasu, ale nie tylko on był jego dziełem. Nie możemy przecież zapomnieć o cmentarzu w Niskowej, o kaplicach cmentarnych w Niskowej i Trzetrzewinie, o pracach przy remoncie starego kościoła w Trzetrzewinie. Ksiądz prałat dał z siebie nieprawdopodobnie wiele naszej społeczności, był człowiekiem, który przez całe życie niezwykle ciężko pracował. Dziś wszyscy powinniśmy podziękować Bogu za dar jego życia. ([email protected]) Fot. HSz







Dziękujemy za przesłanie błędu

Sądeczanin HISTORIA (2-2020)