Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 3 czerwca. Imieniny: Anatola, Leszka, Tamary
20/04/2020 - 20:15

Kto histeryzuje, a kto jest rozsądny? Wielka wojna o izolatoria w Krynicy

Czy Krynica powinna bać się izolatoriów? Z tego powodu rozpętał się prawdziwy konflikt między wojewodą, który podjął decyzje o przeznaczeniu na ten cel pięciu sanatoryjnych budynków, a mieszkańcami i władzami miasta. Teraz głos w tej sprawie zajął dyrektor krynickiego szpitala Sławomir Kmak. Jego zdaniem dużo w tym niepotrzebnej histerii.

Po której stronie sporu pan się opowiada?
- Ja zawsze stoję po stronie pacjentów, a w tym przypadku także po stronie bezpieczeństwa mieszkańców Krynicy.

Nie bardzo rozumiem pana odpowiedź. To tak, jakby pan siedział okrakiem na barykadzie.
-
Chodzi o to, że wedle planów pana wojewody, w pierwszej kolejności do zapełnienia są krakowskie izolatoria. To czterysta miejsc, z których jak dotąd, tak wynika z najnowszych informacji, zapełnionych jest ledwie osiemnaście. Dopiero jeśli tam łóżek zabraknie, przyjdzie pora na Krynicę. To oczywiste, że wojewoda musi mieć izolatoria w zapasie.  Nie podzielam obaw, że dla  uzdrowiska to stanowi jakiekolwiek zagrożenie.

czytaj też Prezes uzdrowiskowej spółki pisze czarny scenariusz dla Krynicy

Ale ci, którzy się ich boją, mówią, że to będzie prawdziwe siedlisko zarazy.
-
Na szczęście mieszkamy w bezpiecznym regionie, jeśli chodzi o zachorowania na COVID-19.  Ale jeśli, nie daj Bóg, pojawiłoby się jakiekolwiek ognisko w Krynicy czy w okolicy, natychmiast podniosą się głosy, żeby takich ludzi odizolować od innych. I takie myślenie będzie słuszne. Wtedy izolatorium spełni swoją funkcję.

Uważa pan, że zupełnie niepotrzebnie rozpętała się histeria?
-
Tak właśnie uważam. Przy czym ten strach jest niewłaściwie kanalizowany. Dla nas problemem nie jest pacjent, o którym wiemy, że jest zarażony, albo może być potencjalnie zarażony. Największe obawy kierujemy w szpitalu w stosunku do tych osób, które nie wiedzą, że są zarażone. Ten pęd w Krynicy, żeby jak najszybciej otworzyć pensjonaty, hotele, żeby jak najszybciej przyjechali turyści, nie jest rozsądny.

Ale tu chodzi o ludzi, którym zawalił się cały biznes.
-
Ja rozumiem trudną sytuacje przedsiębiorców, bo mam znajomych, którzy prowadzą w Krynicy  pensjonaty czy hotele, ale uważam, że o wiele większym zagrożeniem będzie pojawienie się tutaj tłumów ludzi, którzy przyjadą z całej Polski.

czytaj też Nie chcemy żadnych izolatoriów! Krynica nie ustaje w protestach 

Chodzi panu o trzymanie zasad dotyczących ograniczenia przemieszczania się?
-
Tak. I stawiam pytanie. Jeżeli za dwa, trzy tygodnie, a taki jest plan ministerstwa zdrowia, zostanie dopuszczony mniejszy czy większy ruch turystyczny, to w Krynicy może się zjawić pół tysiąca, a może dwa tysiące osób z Warszawy, Krakowa, z Mazowsza czy ze Śląska, a więc z regionów, gdzie jest najwięcej zachorowań.  W jaki sposób będziemy weryfikować ich przed przyjazdem do uzdrowiska?

Pana zdaniem większe obawy mogą budzić, ci którzy tutaj przyjadą i nie mają pojęcie o tym, że są zakażeni, niż ci, z potwierdzonym zakażeniem, umieszczeni w izolatorium?
-
Tak właśnie uważam. Nad ruchem turystycznym nie będziemy mieli żadnej kontroli.  

Ci, którzy są przeciwni izolatoriom w sanatoryjnych budynkach, argumentują, że to zagrożenie dla personelu medycznego, także tego w szpitalu.
-
Personel medyczny nie zaraża się sam od siebie. Żeby tak się stało, pielęgniarka czy lekarz muszą mieć do czynienia z pacjentem. Jestem za tym, żeby życie w Krynicy wróciło do normy. Też zależy mi na tym, żebyśmy w szpitalu mogli planowo przyjmować pacjentów, operować… od półtora miesiąca nie wszczepiliśmy ani jednej endoprotezy, a ludzie czekali na zabieg rok. Teraz nie możemy tego zrobić i też się o tych pacjentów martwimy.  Pozostaje mieć nadzieję, że ta epidemia jak najszybciej się skończy.

[email protected]







Dziękujemy za przesłanie błędu