Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Niedziela, 9 maja. Imieniny: Grzegorza, Karoliny, Karola
09/04/2021 - 14:55

Kredyty frankowe: czas rozliczeń. Rozmawiamy z mec. Piotrem Ochalikiem

O kredytach zwanych „frankowymi”, uchwale Sądu Najwyższego, jaka ma wkrótce być podjęta, o bankach i politykach z adwokatem Piotrem Ochalikiem, partnerem w kancelarii Ochalik & Michalczyk, rozmawia Tomasz Kowalski.

mec. Piotr Ochalik
Panie mecenasie, czego można się spodziewać po uchwale Izby Cywilnej Sądu Najwyższego, w której sędziowie mają ustalić jednolite zasady orzekania w sprawach tak zwanych kredytówfrankowych?

- Sąd Najwyższy do tej pory unikał jednoznacznych wypowiedzi w tej sprawie. Pamiętam wyrok z 2016 roku, gdy dopatrywano się wręcz możliwości sanacji tych umów na podstawie tzw. ustawy antyspreadowej. Biorąc jednak pod uwagę orzecznictwo sądów powszechnych i Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości wydaje mi się, że można ostrożnie przewidywać, iż uchwała zdecydowanie uwzględni stanowisko kredytobiorców.

Jaki jest najbardziej optymistyczny dla „frankowiczów” wariant uchwały Sądu Najwyższego?
- Taki, że zarówno w przypadku kredytów denominowanych jak i waloryzowanych umowy zostaną uznane za bezwzględnie nieważne, ewentualnie nigdy nie zawarte, ewentualnie obciążone takimi wadami prawnymi, iż ich dalsze funkcjonowanie nie jest możliwe. Warto wspomnieć, iż odpadł już spór co do sposobu rozliczenia wierzytelności banku i klienta banku w takiej sytuacji albowiem niedawno Sąd Najwyższy przyjął w jednej ze swoich uchwał tzw. teorię dwóch kondykcji - bank ma swoją wierzytelność, kredytobiorca swoją i docelowo następuje wzajemne ich potrącenie. Bank może się domagać tylko tego, co oddał do dyspozycji kredytobiorcy. Ten zaś może się domagać od banku zwrotu wszystkich kwot, które do banku wpłacił, niezależnie, czy wpłat dokonywał w złotówkach czy frankach. Generalnie powoduje to, iż kredyt staje się darmowy, gdyż strony mają zwrócić swoje wzajemne świadczenia w takiej wielkości, w jakiej je otrzymały. Jeśli więc bank oddał komuś do dyspozycji powiedzmy 150 tys. złotych, ma roszczenie o zwrot tylko takiej kwoty.

I to kwoty w złotówkach?
- Tak, ponieważ te kredyty nigdy nie były realnie udzielane we frankach, banki nie posiadały takiej ilości franków, która pokrywałaby sumę wszystkich kredytów tzw. frankowych. Korzystały w tym zakresie w inżynierii finansowej pozorując jedynie obrót w CHF z kredytobiorcą.

To rozwiązywałoby główny problem „frankowiczów”, próbujących spłacać kredyt, który wciąż rośnie - tym szybciej im szybciej rośnie kurs franka. A wzrost wartości mieszkań wcale za tym nie nadąża.
- Umowy na kredyty hipoteczne denominowane czy indeksowane do franka zasadniczo w ogóle nie powinny pojawić się w ofercie banków. Ale teoretycznie tylko rozważając - aby były uczciwe, powinny zawierać co najmniej kilka mechanizmów. Po pierwsze: konsumenci winni być należycie, a nie w sposób pozorowany, informowani o ryzyku kursowym. Po drugie: sposób przeliczenia waluty CHF/PLN i PLN/CHF winien być szczegółowo opisany, a nie pozostawiony arbitralnemu i dowolnemu uznaniu banków. Po trzecie: konsumentom powinien być zaoferowany mechanizm „forward”. Jest często wykorzystywany przez przedsiębiorców importujących jakieś towary. Daje pewność, że w określonym czasie bank sprzeda im walutę po określonej cenie, dzięki czemu mogą, unikając zbędnego ryzyka, zaplanować swoje koszty.

Taka opcja oczywiście nie jest darmowa, płaci się za nią ekstra, jednak jest fair. W przypadku kredytów hipotecznych frankowych żaden bank nie oferował swym klientom takiej opcji, dając jasny wybór między kredytem w złotówkach i frankach. Żaden w sposób należyty i czytelny nie przedstawiał ryzyka zmiany kursu walut. Żaden nie oferował zawarcia opcji „forward”, której efektem jest pewność, że za umówioną opłatę, przez określony czas bank będzie oddawał do dyspozycji kredytobiorcy franki po określonym kursie (np. w 2025 r. za 2,20 zł). Dlaczego banki tego nie robiły? W jednej z prowadzonych przeze mnie spraw jeden z wysokich menadżerów dużego banku zeznał, iż, koszt kredytu „frankowego” powiększony o opłatę za opcję "forward" byłby wtedy wyższy niż złotówkowego, więc go nie oferowali.

Kredyty frankowe: czas rozliczeń. Rozmawiamy z mec. Piotrem Ochalikiem

A tymczasem kredyty „frankowe” oferowane były jako te, tańsze...
- Tak, a w wersji z wynagrodzeniem za „forward” byłyby droższe. Dlatego mówienie teraz, że kredytobiorcy sami są sobie winni, że mogli bardziej uważać, może miałoby sens, ale tylko pod warunkiem, że precyzyjnie spełniono by wcześniej wskazane warunki, w tym oferowanoby odpłatne zabezpieczenie przed ryzykiem zmiany kursu walut, a ktoś z niego by rezygnował. Tymczasem nie informowano klientów w sposób należyty, ustalano kurs waluty wg swojego uznania i nie oferowano zabezpieczeń…

Często osoby powiązane z bankami wypowiadają się, że „frankowicze” to ludzie, którzy nie zachowali ostrożności, że chcieli się tanio wzbogacić. Profesor Ewa Łętowska, przestrzegała, że banki wykorzystują opóźnienia w rozstrzygnięciu sprawy do urabiania opinii publicznej, do przekonywania, że „frankowicze” znali ryzyko, byli chciwi i sami są sobie winni. A przeciętny konsument nie zna się na takich mechanizmach finansowych, podejmuje decyzję na podstawie najprostszych przesłanek (przede wszystkim wybiera to, co jest tańsze),. Ponadto banki co najmniej sugerowały zaciąganie kredytów rzekomo frankowych. Od kilku lat prokuratura w Szczecinie prowadzi śledztwo w sprawie oferowania przez banki toksycznych kredytów tzw. frankowych, ale nie są znane powszechne ustalenia tego śledztwa. Obawiam się, że niestety może ono nie przynieść żadnych korzyści.

Słyszymy też, że to niesprawiedliwe, by traktować kredyty „frankowe” inaczej niż złotówkowe. A w razie rozstrzygnięć korzystnych dla „frankowiczów”, banki nie udźwigną tego ciężaru, wyliczonego przez KNF na niemal 67 miliardów złotych. Słyszymy, że pod tym jarzmem zawali się system bankowy, a przez to runie cała gospodarka…
- To bardzo przewrotny argument. Bo winę za te kredyty ponoszą jedynie banki, gdyż to banki je oferowały. Mamy do czynienia z próbą rozmycia i przeniesienia odpowiedzialności, przedstawiania fałszywego obrazu rzeczywistości. Próby skłócania kredytobiorców złotówkowych z „frankowymi” trudno wręcz nawet oceniać pod kątem przyzwoitości. Kredytobiorcy złotówkowi mogą mieć pretensje wyłącznie do banków o to, że innym kredytobiorcom „sprzedały” wadliwe kredyty, za które „frankowicze” nie będą musieli w końcu płacić. A kredyty w złotówkach banki ściągną pewnie do ostatniego grosza. Czy uregulowanie spraw związanych z kredytami faktycznie doprowadzi do tak drastycznych skutków gospodarczych. Nie daję takim lamentom waloru wiarygodności.

Podawane kwoty są różne, każdy bank mówi co innego, podobnie jak Związek Banków Polskich. Będzie to poważny wydatek, jednak nie zachwieje systemem. Nie ma znaczenia to, co mówił ostatnio prof. Belka, ze kredyty „frankowe” są bardzo regularnie spłacane - formułowanie takiego argumentu obraża inteligencję odbiorców. Nie ma to nic do rzeczy, bo te umowy zawierają po prostu kardynalne wady prawne. Radziłbym bankom, które lobbują w sprawie orzeczeń Sądu Najwyższego, żeby zwróciły się do swego poprzedniego managementu by wytłumaczył się ze swych decyzji, by ujawnili wysokość potężnych premii i prowizji dla zarządów i całej sieci pośredników i brokerów. Wszyscy na tym zarabiali chociaż świadomość wadliwości konstrukcji takich umów była powszechna już w 2005 roku. A teraz to nawet prezes NBP jasno stwierdził, że za kredyty „frankowe” winę ponoszą zarządy banków i nikt inny. I nie jest już tak miło, bo trzeba tworzyć rezerwy, a wyniki banków mogą być słabe. Nie będzie premii. Trudno. Jednak jeśli mamy żyć w państwie prawa, trzeba rzecz rozstrzygnąć zgodnie z prawem, a nie kierować się zwodniczymi i fałszywymi argumentami.

Kredyty denominowane do franka to nie jest polska specjalność, mamy również dużą liczbę wyroków w wielu krajach…
- W większości krajów, w których pojawił się problem kredytów frankowych, zostały one uznane za wadliwe i wyeliminowane z obrotu. U nas nie powinno być inaczej. Wyroki sądów powszechnych zapadają w większości na korzyść kredytobiorców, według statystyk, z którymi miałem do czynienia, to 90 procent przypadków. Przyjmuje się, że te umowy są nieważne i klientom należy się zwrot pieniędzy na zasadach, o których mówiłem wcześniej.

Czy w oczekiwaniu na wyrok Sądu Najwyższego sądy wstrzymały wydawanie wyroków w sprawach kredytów?
- Sprawy się toczą, a wyroki są ogłaszane. Na pewno znaczenie uchwał Sądu Najwyższego jest trudne do przecenienia, aczkolwiek gdyby nie opory przed jasnym stwierdzeniem, że „król jest nagi” czyli że umowy są kardynalnie wadliwe, można to było zrobić już kilka lat temu. Prawdopodobnie skala problemu i fakt, iż jedną ze stron sporu są banki, wpływały hamująco w tym zakresie.

Mamy jeszcze prezydencki projekt ustawy o bardzo długiej nazwie, ustawy w sprawie kredytów „frankowych”. Czy wobec rychłego ogłoszenia uchwały SN, ten projekt ma jeszcze jakieś znaczenie?
- Pan prezydent kilka lat temu obiecywał przewalutowanie kredytów na złotówki. Pojawiała się wówczas koncepcja tzw. „kursu sprawiedliwego”, którego nikt jednak nie umiał określić, a banki ewidentnie grały na zwłokę. Wtedy, w moim odczuciu, prezydent pozostawił sprawę kredytów „frankowych” choć jeszcze pięć lat temu przewalutowanie kredytów zostałoby przyjęte przez frankowiczów z ulgą jako dobre rozwiązanie.

Dziś, po pięciu latach bojów z bankami i bankowym lobby, po zajęciu stanowiska przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, po setkach wyroków sądów korzystnych dla kredytobiorców - na przewalutowanie jest już za późno. Banki cały czas grały na zwłokę, mamiły wakacjami kredytowymi, ulgami… Robiły wszystko, by nie przyznać się do błędów. Nawet teraz, w obliczu obawy, że kredyty mogą się okazać darmowe, banki wpadły na pomysł wynagrodzenia za korzystanie z kapitału. To żądanie jest w sposób oczywisty pozbawione podstaw prawnych, co podkreśla zarówno pani profesor Łętowska, jak Rzecznik Praw Obywatelskich i Rzecznik Finansowy. Mam więc nadzieję, że przyszedł czas rozliczeń. (tomasz.kowalski@sadeczanin.info) Fot. Pixabay







Dziękujemy za przesłanie błędu

SĄDECZANIN ROKU 2020