Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Poniedziałek, 29 listopada. Imieniny: Błażeja, Margerity, Saturnina
29/09/2021 - 20:30

Frankowicze zakładnikami sędziów i polityków. Wygrają w końcu banki?

Z mecenasem Piotrem Ochalikiem o kredytach frankowych, Sądzie Najwyższym, bankach i odsetkach rozmawia Tomasz Kowalski.

Ci, którzy mieli nadzieję, że Sąd Najwyższy ustali wreszcie jak mają orzekać sądy w sprawie kredytów frankowych, nadal czekają na ten moment. Pana zdaniem, dlaczego tak długo to trwa? Dlaczego Sąd Najwyższy nie zajął się jeszcze tą sprawą?
-
Pani Manowska, której status jako sędzi Sądu Najwyższego i I Prezesa Sądu Najwyższego jest, określając najoględniej jak można, bardzo wątpliwy, odwlekała podjęcie uchwały, a nadto tak skonstruowała skład orzekający, że sprawa ta stanowiła asumpt dla wniosku do Trybunału Sprawiedliwości UE, który ma de facto przesądzić jednoznacznie, że wszyscy sędziowie powołani przez “neo-KRS” nie są sędziami. Oczywiście przeciągnie to sprawę.

Panie mecenasie, więc osoby mające kredyty frankowe stały się zakładnikami bieżących sporów politycznych.
-
Takie stwierdzenie byłoby uproszczeniem. Trzeba bowiem mieć na względzie, iż jeżeli zapadłaby jakakolwiek uchwała SN w takim wątpliwym składzie czyli potencjalnie z nie-sędziami w składzie orzekającym, to każda strona niezadowolona miałaby pretekst do jej kwestionowania, w tym oczywiście banki. Nie byłby to więc na pewno koniec dyskusji w sporach z bankami, więc niewiele by się zmieniło. Trzeba mieć pretensje do tych, którzy, określając językiem potocznym, rozhuśtali podstawowe zasady funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości.

Jak Pan sądzi - jeśli te przeszkody uda się przezwyciężyć, to jaką powinien Sąd Najwyższy podjąć uchwałę, jaką opinię wydać?
-
Zasadniczo odpowiedzi na wszystkie istotne pytania już są; banki zgłaszają tylko swoje aspiracje do tzw. wynagrodzenia od kredytobiorców za korzystanie z kapitału, ale zdaniem ekspertów, w tym prof. E. Łętowskiej, brak ku temu jakichkolwiek podstaw. Banki jednak niestety straszą tym, epatują w każdej sytuacji. Ważne jest zatem aby SN przeciął te spekulacje. Zresztą, o ile pamiętam, sąd w Białymstoku wypowiadał się już wprost, że takie roszczenie nie istnieje i nie przysługuje bankom.

Dla banków jest to zaś ostatnia deska ratunku, ostatnia szansa żeby obciążyć „frankowiczów” jakimikolwiek kosztami kredytu, przynajmniej takimi jak przy kredycie złotówkowym. A nie ma ku temu żadnych prawnych podstaw. Jest to tym bardziej ważne dla banków, iż nieprzerwanie w sądach zapadają orzeczenia korzystne dla kredytobiorców, w tym w tzw. frankowym wydziale Sądu Okręgowego w Warszawie.

Więc z jednej strony nie mamy stanowiska Sądy Najwyższego, a z drugiej system działa sprawnie dzięki powołaniu specjalnego wydziału, który zajmuje się tylko pozwami z umów frankowych?
-
W tym sensie tak. Sprawy w Warszawie te były dotąd porozrzucane po różnych wydziałach. Na tyle, na ile śledzę rozwój wydarzeń, orzeczenia zapadają wyłącznie na korzyść kredytobiorców. Ale sądy w innych miastach również jednoznacznie przyjmują taką linię orzeczniczą.

W tej sytuacji, dla osób które jeszcze nie zdecydowały co zrobić ze swoim kredytem, jaką miałby Pan radę?
-
Uważam, że nie ma już na co czekać. Brakuje wprawdzie jednoznacznego rozstrzygnięcia istotnego zagadnienia w sprawie wynagrodzenia za korzystanie z kapitału, ale to roszczenie banków jest oparte na mrzonkach. Jest formułowane instrumentalnie, celem zniechęcenia kredytobiorców do pozywania banków. Moje zdanie nie jest oczywiście tutaj najważniejsze, natomiast jeżeli tacy wybitni znawcy prawa konsumenckiego jak prof. Ewa Łętowska, ale i inne autorytety tak twierdzą, to nie można mieć wątpliwości.

Czy frankowicze, którzy nie spłacili jeszcze kredytu, też mogą wystąpić do sądu?
-
To, czy kredyt jest spłacony, czy też nie, nie ma decydującego znaczenia. Umowa jest nieważna. Oczywiście kredytobiorców należy podzielić na tych, którzy spłacili już kapitał - kwotę nominalną kredytu, który został im udzielony – oraz na tych, które jeszcze takiej kwoty bankowi nie zapłaciły. Co do tych pierwszych to w Sądzie Okręgowym w W-wie kształtuje się praktyka, iż mogą się oni ubiegać o zawieszenie obowiązku płacenia rat na czas trwania procesu ponieważ skoro umowa jest nieważna to niecelowe byłoby dalsze wpłacanie rat, skoro kredytobiorca już zwrócił to, co otrzymał od banku.

Sąd sprawdza, czy kwota spłaconych rat przekracza kwotę kapitału kredytu; jeżeli tak, to zabezpiecza roszczenie poprzez wstrzymanie obowiązku płacenia bieżących rat. Sam otrzymałem dwa dni temu takie postanowienie w jednej ze spraw Raiffeisen - moja klientka przepłaciła już o kilkadziesiąt tysięcy tę kwotę, którą otrzymała, i sąd orzekł, że na czas procesu nie musi już płacić bankowi.

Oczywiście, to jest zabezpieczenie, postanowienie tymczasowe, ale to nie zmienia faktu, że jest to orzeczenie sądowe i ono upoważnia do zaniechania płacenia rat. To nie przesądza jeszcze o tym, jaki zapadnie wyrok, natomiast stanowi dowód, że sąd uważa, że roszczenie kredytobiorcy jest wystarczająco wysoko uprawdopodobnione.

Powiedzmy jeszcze o tej grupie, która nie spłaciła kapitału, czyli to są osoby które na to zawieszenie spłacania rat nie powinny liczyć.
-
Skoro takie osoby nie zwróciły jeszcze bankowi tego co od banku otrzymały, to nie mają argumentu, żeby sąd wstrzymał płatność ich rat. Nawet bowiem wziąwszy pod uwagę nieważność umowy, to pozostają oni przecież nadal dłużnikami banku.

Czym w praktyce skutkuje taki wyrok dla osoby, która kredyt jeszcze spłaca?
-
Celem każdego procesu frankowego jest, z praktycznego punktu widzenia, osiągnięcie sytuacji, że zaciągnięty kredyt okaże się darmowy, bez odsetek. Jeżeli kwota już spłacona jest równa kwocie kredytu lub ją przewyższa, to kredytobiorcy mogą doprowadzić do ustalenia nieważności umowy, a w dalszej kolejności wykreślenia hipoteki. Pozostali mogą doprowadzić do ustalenia, iż umowa kredytu jest nieważna co w konsekwencji wyznaczy wysokość ich długu wobec banku jako wysokość otrzymanego kapitału minus wpłacone raty.

Czyli tego, co ponad kapitał, nie trzeba spłacać?
- Dokładnie tak.

Zobacz też: Skład Sądu Najwyższego to nie jedyna rzecz, jakiej mogą czepiać się banki. Szaleństwo podważania wyroków dotyka sądy powszechne.







Dziękujemy za przesłanie błędu