Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Czwartek, 13 sierpnia. Imieniny: Elwiry, Hipolita, Radosławy
01/05/2017 - 08:05

Arkadio - raper w stanie łaski. Dług u dilera zamienił na dług u Boga

Arkadiusz Zbozień, znany jako raper Arkadio, od dziecka był niespokojnym duchem. Wraz z buntem przyszedł apetyt na narkotyki i alkohol. Narobił długów i nie zdał do kolejnej klasy, popadł w beznadzieję. Pomocną dłoń wyciągnął do niego brat Kamil.

Arkadio
Arek poszedł
do spowiedzi, a nad Kamienicą spalił kilka kartek ze swoimi grzechami. Dług u dilera zamienił na dług u Boga. Teraz swoimi doświadczeniami dzieli się w piosenkach, a młodzież lubi jego rekolekcje i kolejne płyty. 

Lubisz określenie katolicki raper? 
Bardzo nie lubię. Jak się wychowywałem na hip-hopie, a gdzieś od 12. roku życia tworzyłem swoje pierwsze utwory, to [Symbol] gdy miałem 17 lat i się nawróciłem [Symbol] zacząłem badać tę scenę chrześcijańską. 

I? 
I była po prostu cienka. Ja przecież też nie byłem dobry, ale najzwyczajniej nie imponowało mi tam nic. Nie chodzi mi oczywiście o wartości, bo są w 100 procentach katolickie. Zawsze mówię, że rap jest twoim życiem, tym, jak żyjesz, tym, co cię inspiruje, co cię dotyka i o tym mówisz. Jest wiele rapu, który wyraża tylko bunt, ale jest też wiele rapu, który mówi tylko: Jezus. Tak prosto z mostu. Ja zawsze chciałem być gdzieś pośrodku.  

Przeczytaj też: Arkadio o furiatach za kierownicą

A nie jest tak, że kultura hip-hopu pasuje do kościoła jak przysłowiowa pięść do nosa? 
To zależy. Jest co raz więcej ludzi, którzy zaczynają coś odkrywać, nie wstydzić się tego. Teraz świat jest tak pomieszany, że nawet największe zło ma w świecie swoje brudne owoce, a to wszystko przekłada się na ilość wyświetleń, koncertów i takie rzeczy.

Ludzi pociąga to, co złe. Natomiast jest coraz silniejsze środowisko, które można nazwać kościelnym, ale robi dobry hip-hop. Te sceny się łączą i coraz bardziej widać, że można o tym rozmawiać, że można to pogodzić, być w jednym kręgu. 

Mówiłeś, że badałeś kulturę hip-hopu po stronie chrześcijańskiej i nie wyglądało to dobrze. To znaczy, że kojarzy się ona raczej z muzyką oazową? 
Nie wiem, jak ją określić, ale w tym kierunku. Na wszystko wtedy patrzyłem z perspektywy młodego chłopaka. Nawet rap wydawał mi się słaby. Teraz to wszystko się zmienia, idzie do przodu i ta scena katolicka – do której jestem wpisywany tak czy siak i ludzie mnie tam wrzucają, a ja nie do końca się z tym dobrze czuję, ale rozumiem - bardzo dobrze się rozwinęła. Może konkurować.

Takie są dwie perspektywy. Jak zaczynałem, chciałem tego Pana Boga jak najwięcej przemycić, ale nie dosłownie. Wydawało mi się, że muszę być na niesamowicie jakim poziomie, żeby mówić o Bogu. Ale szybko to się zmieniło.  

Arkadio

Użyłeś wcześniej słowa „nawrócenie”, to znaczy, że nie byłeś katolikiem? Miałeś kryzys wartości? 
U mnie mówiło się tak, że niby ma się pójść do kościoła, ale nie wychowywałem się z tatą i dość wcześnie moim autorytetem stali się starsi kumple. Oni bardzo szybko nauczyli mnie różnych rzeczy, od pierwszego alkoholu, przez papierosy, po pierwszego jointa i cała ta brudna otoczka: negatywne zachowanie w szkole, w końcu nie przeszedłem pierwszej klasy liceum. Wszystko mi wtedy wisiało. Taki młodzieńczy, zbuntowany, głupi wiek.

Arkadio Arkadiusz Zbozień

Co by było, gdyby nie przyszło nawrócenie? Katastrofa? 
Mówiono, że niedługo czeka mnie poprawczak. Pamiętam, kiedy tata mówił, że policja mocno się za nami rozgląda. Nie wiem, co by było. Może toczyłbym życie przeciętnego gościa, który dalej pali i żyje przeciętnie albo bym wylądował gdzieś dalej. Nie wiem, szkoda spekulować. Pewnie życie spędziłbym na kanapie jak jakiś Ferdek Kiepski, a w lustrze widziałbym faceta, który okrada swoich bliskich. 

Po spowiedzi z całego życia poszedłem nad Kamienicę i spaliłem kartkę ze swoimi grzechami. To był moment przełomowy. Zapisałem wcześniej kilka tych kartek. W tym momencie czułem, że się rodzę na nowo. 

Rozmawiał Janusz Bobrek, fot. JB, archiwum Arkadio

Tekst pochodzi z miesięcznika 'Sądeczanin". Pełną wersję wywiadu znajdziesz w kwietniowym wydaniu miesięcznika. 
Tylko w kwietniowym "Sądeczaninie o buncie, policji i narkotykach, początkach Arkadio w 2008 roku, o zakazach i nakazach, o tym jak ciągnąć Boga za nogi...

​Arkadio możesz usłyszeć podczas turnieju piłkarskiego i festynu rodzinnego w Jazowsku.







Dziękujemy za przesłanie błędu

Sądeczanin HISTORIA (2-2020)