Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 3 czerwca. Imieniny: Anatola, Leszka, Tamary
27/04/2020 - 07:00

Dziwnie się czuliśmy, mówili ludzie. W życiu nie byliśmy na takiej mszy[ZDJĘCIA]

Z maseczkami na twarzach, cierpliwie czekają przed kościołem. Kilka tygodni temu koronawirus zatrzasnął drzwi wszystkich świątyń. Teraz, po złagodzeniu zakazów, trochę się uchyliły. Ale wejść może tylko czterdzieści osób, które liczy ksiądz. Jego usta i nos też zakrywa maseczka. Osobliwie wyglądają duszpasterz i garstka wiernych.

Główne wejście do sądeckiego kościoła pod wezwaniem Matki Boskiej Bolesnej jest zamknięte, ale od strony wejścia do zakrystii widać ludzi, którzy karnie stoją w kolejce. Wiedzą, że wejdzie najwyżej czterdzieści osób. Na tyle, wedle złagodzonych zakazów, pozwala metraż świątyni

- Rozumiem, że przez tę straszną  epidemię koronawirusa, dla bezpieczeństwa musi tak być,  ale tak po ludzku, to koniec świata – mówi starszy mężczyzna.

Tego przymusowego liczenia dokonuje ksiądz wikariusz Marcin Babiński.

- Nikt nie zostanie za drzwiami, więc mogę odetchnąć z ulgą, bo akurat  na popołudniową, niedzielną mszę przyszło mniej niż czterdzieści osób. Ale to liczenie jest przykre. Rano nie wszyscy mogli wejść do kościoła – mówi kapłan.

Czytaj też Jest trwoga, a Boga zamknęli w kościele! Przejmująca rozmowa z sądeckim jezuitą

Jak reagowali ci, którzy usłyszeli, że nie będą mogli uczestniczyć w nabożeństwie? – pytamy.

- Ze zrozumieniem, tym bardziej, że udzieliliśmy im komunii świętej. Miejmy nadzieję, że wszystko pójdzie ku dobremu i ta straszna epidemia wreszcie się skończy.

Ci, którzy do kościoła weszli w specjalnym pomieszczeniu, obok zakrystii, musieli zdezynfekować ręce. Chyba każdy mimochodem spoglądał na stojący obok obraz z obliczem Jezusa i słowami Chrystusa z ewangelii św. Mateusza „Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”.

O czym myśleli nieliczni uczestnicy tej niezwykłej mszy, których twarze skrywały maski?  

- Dziwnie się dzisiaj czuliśmy. Nigdy w życiu nie byliśmy na takim nabożeństwie. Zawsze w niedzielę kościół wypełniali ludzie, a dziś była tu taka pustka - mówią Marcin i Beata Błachowie, którzy razem z dwójką dzieci na mszę do Nowego Sącza przyjechali z Łabowej.  

- Z drugiej strony to było głębsze, religijne doświadczenie.Chyba teraz  poczuliśmy jak bardzo ważna jest możliwość pójścia do kościoła, co było niemożliwe przez ostatnie tygodnie.  Nie docenia się tego, co człowiek ma na co dzień i bez ograniczeń. Jechaliśmy z nadzieją, że nabierzemy duchowej siły, choć liczyliśmy się z tym, że do kościoła możemy nie wejść  i będziemy stać na zewnątrz – dodają małżonkowie. 

Podczas niedzielnej mszy wierni w kościołach wysłuchali ewangelicznej przypowieści mówiącej o wędrówce uczniów Jezusa do Emaus. Wędrowali smutni i przygnębieni, z przekonaniem, że po ukrzyżowaniu Chrystusa nie ma już żadnej nadziei na lepszą przyszłość i oto sam Zbawiciel dołączył do nich w drodze, choć najpierw go nie poznali.

Czytaj też Co się dzieje? Z powodu wirusa z Chin na ulicach w Sączu robią się korki  

- Umocnił ich, pocieszył i karmił swoim ciałem – mówił sprawujący nabożeństwo ksiądz Marcin Babiński. - Tak wielu z nas przeżywa teraz trudne chwile. Lękamy się, martwimy, jesteśmy niespokojni o swoją przyszłość, o swoje zdrowie, o swoje  rodziny i sprawy materialne.

- Pośród tych wszystkich zmartwień, dołącza się do nas  Jezus zmartwychwstały. Spotykamy go w eucharystii i na mszy świętej. On jest źródłem naszej siły, naszej nadziei i naszego optymizmu. Jemu polecajmy wszystkie nasze sprawy.

[email protected].info fot. jm

Dziwnie się czuliśmy, mówili ludzie. Na takiej mszy w życiu nie byliśmy




Kilka tygodni temu koronawirus zatrzasnął drzwi wszystkich świątyń. Teraz, po złagodzeniu zakazów, trochę się uchyliły






Dziękujemy za przesłanie błędu