Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Poniedziałek, 6 lutego. Imieniny: Amandy, Bogdana, Doroty
18/01/2023 - 12:15

Rozwieszali plakaty na nowosądeckich plantach. Patrol przyłapał ich na gorącym uczynku

- Słyszeliśmy przeładowanie broni, a to już był sygnał że to nie przelewki i się zatrzymaliśmy. Odwieźli nas na „dołek” – tak czasy stanu wojennego wspomina Jerzy Bochyński.

Rozmowę Tomasza Kowalskiego z Jerzym Bochyńskim można przeczytać w grudniowym numerze kwartalnika „Sądeczanin HISTORIA”. Nie brakuje w nich wzruszających do głębi opowieści i wspomnień, które do dziś wywołują niepokój.

Jerzy Bochyński (ur. 1963 r.) na początku stanu wojennego jako 18 letni uczeń Technikum Samochodowego zostaje zatrzymany na sadeckich plantach za sporządzanie napisów „antypaństwowych”. Skazany z dekretu o stanie wojennym na rok więzienia. Odznaczony w 2016 r. Krzyżem Wolności i Solidarności a w 2022 r. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Prezes Instytutu Studiów Wschodnich.

Miał pan 19 lat, gdy nadszedł grudzień 1981 roku, a z nim stan wojenny…

- Miałem 18 lat, 19 jeszcze nieskończone…

I w miesiąc później został pan aresztowany za – jak czytam w dokumentacji ówczesnej prokuratury – za kolportaż ulotek i zrywanie obwieszczeń na temat stanu wojennego. Co właściwie stało się 10 stycznia 1982 roku?

- Stało się tyle, że z kolegą Zygmuntem Berdychowskim byliśmy na akcji na sądeckich Plantach i tam zostaliśmy przyłapani na gorącym uczynku przez patrol żołnierzy, którzy wtedy, dzień i noc, patrolowali ulice. Byliśmy tak zajęci tym, co robiliśmy, że, niestety, ich nie zauważyliśmy.

A właściwie czym byliście tak zajęci?

- Zrywaniem pamiętnych obwieszczeń o stanie wojennym i naklejaniem w ich miejsce plakatów z hasłami antykomunistycznymi. Pamiętam jeszcze oburzenie tych żołnierzy, że swoje plakaty robiliśmy na papierze z „Żołnierza Wolności”. No, ale takie były czasy, nie mieliśmy pod ręką nic lepszego.

Niecały miesiąc po wprowadzeniu stanu wojennego. Czołgi na ulicach miast, godzina milicyjna, fala aresztowań, żołnierze z ostrą amunicją… Nie byliście tym przerażeni?

- Po prostu wyrażaliśmy swój sprzeciw wobec tego, co się stało. Od grudnia to nie była nasza pierwsza akcja. Pech, czy nieostrożność sprawiły, że akurat wtedy nas złapali.

Działaliście jeszcze na fali tego – jak później mówiono – karnawału ‘Solidarności”, przekonania, że wkrótce ten ogromny ruch społeczny, mimo wszystko, zmieni komunistyczny kraj?

- Nie, to był już raczej nasz krzyk sprzeciwu wobec stanu wojennego, siłowego zatrzymania zmian. Byliśmy już na tyle dojrzali by wiedzieć, że nie przepędzimy patroli z ulic miast, nie przywrócimy tego, co się tak pięknie zaczynało. Sprzeciwialiśmy się temu, że nagle zostało nam to wszystko odebrane.

Byliśmy młodzi, dla nas istniało tylko białe i czarne, dobro i zło. Nie mieliśmy doświadczenia życiowego, albo nam się coś podobało i biliśmy temu brawo, albo nie podobało i staraliśmy się mówić temu „nie”.

Te ulotki i grupa osób nie wzięła się znikąd, przecież nie spotkaliście się dopiero na Plantach…

- Stanowiliśmy od zawsze grupę przyjaciół która współpracowała. Ja miałem to szczęście, że choć byłem dużo młodszy od kolegów, to dzięki takim ludziom, którzy mieli dostęp do tej prawdziwej literatury, prawdziwej historii, my, młodsze pokolenie, mogliśmy z tego korzystać.

Choć cztery lata różnicy nie wydaje się dużo, to jednak był to kosmos. Ja, uczeń liceum a studenci – zupełnie inaczej ich traktowałem. Dzięki nim miałem dostęp do literatury drugiego obiegu, mogłem zapoznać się z tym jak naprawdę wyglądała historia, nie tak jak wyglądała oficjalna wersja. Nie wzięło się też więc znikąd, że idziemy na takie akcje, malujemy napisy czy doklejamy ulotki, plakaty.

Takie działanie nie było powszechne. Wprowadzenie stanu wojennego wręcz sparaliżowało część Polaków…

- Trzeba wziąć pod uwagę, że działaliśmy w trochę innym środowisku. Nie było to środowisko uczelniane czy też wielkich zakładów produkcyjnych. Nie mieliśmy takich możliwości poznawczych, nie było możliwości takich połączeń i kontaktów jak teraz.

Był Pan pewnie w dwóch środowiskach – swoich rówieśników ze szkoły i tej grupy z która jak Pan mówi miał Pan szczęście się zetknąć. Jakie były wtedy nastroje wśród pana znajomych, ludzi w Pana wieku? Jakie były reakcje?

- Nasi nauczyciele w sposób oficjalny nic nie mogli nam przekazać. Oczywiście gdyby mogli to by to zrobili.

Wracając do plant, do stycznia 1982 roku: Wyklejacie plakaty, nagle pojawia się patrol, co dzieje się dalej?

- Wiadomo, próbujemy uciekać, ale od widoku odbezpieczonych karabinów maszynowych nogi wrastają w ziemię. Myśli o ucieczce się kończą i zastanawiamy się tylko co się z nami będzie działo.

Myślał Pan, że mogliby strzelać?

- Myślę że tak. Słyszeliśmy przeładowanie broni, a to już był sygnał że to nie przelewki i się zatrzymaliśmy. Odwieźli nas na „dołek”. Z drugiej strony ulicy znajdowała się siedziba Służby Bezpieczeństwa.

Co się wtedy czuje, gdy ma się 18 lat i zatrzymują Pana w nocy, służba bezpieczeństwa, policja, karabiny?

- Strach przed tym by nie pogrążyć innych osób, to przede wszystkim. Obawa o kłopoty w domu, rewizje. Wiadomo, jakie wtedy były sposoby prowadzenia śledztwa. Po takim zatrzymaniu często kończył się świat.

To nie było tak jak teraz. To się wiązało z wieloma przykrymi doświadczeniami. Usunięciem ze szkoły, dostawało się tak zwany wilczy bilet, skazanie na niebyt społeczny. Byliśmy pod wielką presją. Manipulacja człowieka przez władzę nie była taka trudna. Wystarczyło zablokować możliwość pracy, nauki… - wspomina Bochyński.

Dalszą część rozmowy można przeczytać w grudniowym wydaniu kwartalnika „Sądeczanin HISTORIA: Kryzysowe lata 80. po 13 grudnia 1981”. Kwartalnik dostępny jest w wybranych księgarniach na terenie Nowego Sącza oraz w formie e-wydania.

Przypominamy, że już jutro, 19 stycznia, w Nawojowej odbędzie się spotkanie autorskie z autorami i bohaterami najnowszego kwartalnika. O godzinie 17:00 w budynku Gminnego Ośrodka Kultury przy ulicy Krynickiej 49 będzie można spotkać Eugeniusza Barana i Leszka Zegzdę.

Na miejscu będzie można nabyć ostatni numer kwartalnika opowiadający o stanie wojennym (cena 12,50 zł). Można będzie go również nabyć w komplecie z poprzednim numerem o Solidarności (w promocyjnej cenie 20 zł za komplet).

Serdecznie zapraszamy! (oprac. [email protected], fot. TK)







Dziękujemy za przesłanie błędu