Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Niedziela, 21 kwietnia. Imieniny: Jarosława, Konrada, Selmy
25/02/2024 - 18:20

Zjeżdżaj z mojej orbity, pisze Tim Marshall w najnowszej książce „Przyszłość geografii”

Obecnie w kosmosie liczą się trzej gracze. Do wielkiej trójki należą: USA, Chiny i Rosja. Zapewniają nam dobrze znane od zarania widowisko, które można określić jako rywalizację cywilizacyjną. I tak jak to w historii bywało, opiera się ona na wyścigu o dominację terytorialno-militarną o zabarwieniu strategicznym. Tym razem jednak w obszarze pozaziemskim.

Przypomnijmy, że początek kosmicznego wyścigu datujemy na okres zimnej wojny. W 1957 roku radziecki sztuczny satelita – Sputnik I – jako pierwszy okrążył Ziemię. Wystrzelony z Kazachstanu, ważył ok. 85 kg i miał wielkość piłki plażowej. Prezydent Eisenhower udawał, że nic się nie stało i podkreślał, że USA nie grywa w kosmiczną koszykówkę.

Jednak media były mniej dyplomatyczne i ogłosiły narodowy kryzys. Zadrżało w posadach światowego mocarstwa, bo oto Sowieci wiedli prym technologiczny. Dwa miesiące potem Amerykanie uroczyście, z wielką pompą wystrzelili Vanguarda.

W obecności wszystkich mediów, ledwo oderwawszy się od powierzchni, eksplodował… Media nazwały go „Kaputnikiem” a ZSRR zaproponowało pomoc technologiczną dla krajów słabo rozwiniętych. Dopiero w 1958 r. rakieta zaprojektowana dla Amerykanów przez von Brauna skutecznie wyniosła na orbitę satelitę US Explorera. Rok później Sowieci posadzili Łunę na Księżycu – pierwszy statek kosmiczny. Jakie są nastroje obecnie?

Posłuchajmy amerykańskich kongresmenów z Komisji Nauki, Kosmosu i Technologii. - Nie jest sekretem, że celem Chin jest przeskoczenie Stanów Zjednoczonych do 2045 r. na pozycji globalnego lidera w kosmosie. Nie możemy na to pozwolić - oznajmił jeden z nich.

Emocje podgrzewa fakt, że nowy program eksploracji Księżyca przez USA – misja Artemis - opóźni się o rok. Wraz z nią również oczekiwany od półwieku spacer astronautów po srebrnym globie. Chińczycy planują lądować na naturalnym satelicie Ziemi do 2030 r.

Dramaturgii dodaje fakt, że szef NASA, Bill Nelson, oznajmił w 2022 r., że azjatycki rywal prawdopodobnie chce zdobyć Księżyc na własność. Reakcja chińskiego MSZ była przewidywalna: uznano to za oszczerstwa. Jednakże Amerykanie obawiają się okupacji Księżyca i traktują sprawę jako stricte militarną. Dziś astropolityka jest nieodzowną częścią strategii mocarstw. Jesteśmy w trakcie zapisywania kart historii podboju kosmosu.

W kosmosie jest kasa do zarobienia i ludzie prędzej czy później się na nią rzucą – konstatuje Tim Marshall. Zakład biotechnologiczny umieszczony na niskiej orbicie okołoziemskiej przy braku ziemskiej grawitacji da spektakularne efekty - swobodny rozrost żywych komórek i tkanek, czyli drukowanie ludzkich narządów. Dodajmy do tego bardziej tradycyjne komercyjne pomysły: hotele kosmiczne lub usługi pozaziemskiego zakładu pogrzebowego.

Według prof. Everetta Dolmana, pierwszego teoretyka kosmosu i autora monografii astropolityki, konflikt w kosmosie zapoczątkowany zostanie napięciami w regionie Azji i Pacyfiku. Będzie to konflikt z całą pewnością powolny ze względu na czas potrzebny do manewrowania  i osiągania precyzji w przestrzeni kosmicznej, ale mający niewyobrażalne konsekwencje.

Realne scenariusze wojen z wykorzystaniem broni antysatelitarnej kreśli Tim Marshall w najnowszej książce „Przyszłość geografii”. Jastrzębie astropolityki twierdzą, że militaryzacja przestrzeni kosmicznej wymaga teraz strategii odstraszania – czyli ktoś musi wysunąć się na czoło wyścigu. I choć wspomniana wcześniej wielka trójka wysuwa się na prowadzenie, Indie depczą im po piętach. A o już mamy?

Potencjał militarny USA zależy niemal całkowicie od wsparcia z kosmosu: precyzyjne naprowadzanie, wywiad i rozpoznanie. Wiedza o pozycjach wroga kreuje też wolę polityczną. W siłach kosmicznych pracują operatorzy systemów kosmicznych. Francja buduje satelity-ochroniarzy z bronią aktywnej obrony. Niestety satelity można paraliżować mylącymi pakietami danych tzw. spoofingiem. W arsenale kilku państw jest już sprzęt do rażenia i inna broń antysatelitarna.

Ze względu na globalne bezpieczeństwo najważniejsze są systemy wczesnego ostrzegania krajów posiadających broń nuklearną (amerykańskie satelity AEHF) i utrzymujących łączność po ataku nuklearnym. Każdy taki satelita kosztuje ponad miliard dolarów i jest wielkości domu. Najnowszy system USA ma być wart wiele miliardów dolarów i będzie gotowy do 2030 r. Obecnie apokaliptyczne skojarzenia budzi możliwość wyłączenia systemu wczesnego ostrzegania, czyli „oślepienie” systemu przez wroga. Niesie ono ryzyko ataku wyprzedzającego.
 
Kilka dni temu Rosja z dumą ogłosiła, że koncern zbrojeniowy Rostec zakończył testy systemu Syuzhet-MF – stacji wojskowej do odbioru danych z satelitów hydrometeorologicznych. Nowe narzędzie analizuje je i przedstawia żołnierzom w przystępnej formie. To spore osiągnięcie, dające niejednokrotnie przewagę w walkach podczas konfliktów kinetycznych. Do 2025 r. armia rosyjska ma otrzymać kilkadziesiąt systemów. Pierwsze zostaną zastosowane na froncie już w tym roku. Czego zaś brakuje?

Według niektórych teoretyków – rywalizacja o kosmiczne drogi komunikacyjne i trasy orbitalne jest analogiczna do historycznej rywalizacji państw o szlaki wodne oraz handlowe. Jednak dziś dostrzegamy też inne, oczywiste powody wzmożonej eksploracji kosmosu: surowce oraz rozwój technologii. Stawka jest wysoka i co zauważają eksperci – dramatycznie brakuje traktatu o świadomości sytuacyjnej  w razie problemów w kosmosie.

Tim Marshall z właściwym sobie poczuciem humoru proponuje podstawową umowę GOOMO (Get out of My Orbit – czyli Zjeżdżaj z mojej orbity). A na poważnie, brakuje zestawu traktatów o kontroli zbrojeń, wielka trójka jak najszybciej musi znaleźć kompromis. Pierwszy krok – powrót na Księżyc

Pierwszy w kolejności do eksploracji jest Srebrny Glob. Najlepsza ustalona dotychczas lokalizacja to basen Aitken na biegunie południowym. Na Księżycu można znaleźć źródło tlenu – to pokrywający powierzchnię regolit. NASA wskazuje już optymalne miejsca do montażu pierwszej bazy.

Słońce wznosi się nad Aitken tuż nad horyzont, a światło nie dociera do kraterów, gdzie prawdopodobnie są złoża lodu – dobre do uzyskania tlenu, wody oraz wodoru (potrzebnego jako paliwo także do zasilania bazy księżycowej). Są tam też dobre miejsca do lądowania.

Dziś astronauci z NASA i ESA szkolą się do eksploracji podziemi, ćwicząc na hiszpańskiej wyspie, której podziemne jaskinie przypominają te księżycowe i utrzymują dogodna temperaturę 17 stopni Celsjusza. Mamy zatem na dzień dzisiejszy opracowane sposoby otrzymywania wody, tlenu, energii i schronienia – można  zatem zacząć wyścig o wydobywanie metali ziem rzadkich. Kto będzie pierwszy?

Można robić zakłady. Ale ich efekty zdecydują o pozycji mocarstw i namieszają w dość dynamicznym okresie geopolitycznym, w którym przyszło nam żyć, słuchając o power shift, pivotach i drabinach eskalacyjnych. Być może któryś z graczy nas jeszcze zaskoczy. Tak jak zaskoczyli świat Japończycy swym powrotem do epoki żagli. JAXA umieściła w przestrzeni kosmicznej dwa ogromne żagle, 10 razy cieńsze od papieru.

Odblaskowe i odporne na ciepło – działają jak panele solarne oraz „łapią” napęd, pokonują ogromne dystanse z niewyobrażalną prędkością. Światło słoneczne niesie energię – fotony uderzają w żagiel i popychają go, pozwalając osiągnąć nawet 10 % prędkości światła. Wyposażeni w taki żagiel, Japończycy będą w stanie dotrzeć na Księżyc w niecałą godzinę. (Marta Kowalczyk/ISW) Fot. Freepik

Źródła:

  1. Tim Marshall, Przyszłość geografii
  2. Everett C. Dolman, Astropolityka






Dziękujemy za przesłanie błędu