Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 2 grudnia. Imieniny: Balbiny, Ksawerego, Pauliny
24/10/2020 - 16:15

Kącik wędkarski "Sądeczanina": humor wędkarski na zakończenie sezonu

Mamy koniec października. Sezon na „białą rybę” prawie zakończony, drapieżnik nie jest tej jesieni zbyt łaskawy. Cóż nam wędkarzom pozostało – tylko odrobina humoru. Poniżej zebrałem kilka żartów i anegdot o tematyce wędkarskiej. Do zobaczenia w nowym sezonie!


Pewnego razu po dojechaniu nad rzekę spotkałem nad brzegiem sześciu wędkarzy i dwanaście wędek, prawie jedna na drugiej. Tradycyjnie pytam, czy biorą. Pada odpowiedź – „Nie biorą”. To niedobrze, kwituję. „Dobrze, dobrze” słyszę, widząc jak panowie wyjmują z bagażnika kolejną skrzyneczkę piwa. „To dobrze, że nie biorą?” – upewniam się. Słyszę odpowiedź: „A myślisz, że my tu na ryby przyjechaliśmy?” No tak, w tym przypadku ryby tylko by przeszkadzały.

Tu od razu przypominam sobie dawnych sąsiadów, którzy co jakiś czas wyjeżdżali na kilkudniowe wyprawy wędkarskie i ku mojemu zdziwieniu zawsze przyjeżdżali z „pełnym bagażnikiem” ryb. Kiedyś w końcu mnie wtajemniczyli, że jeżdżą „poimprezować”, a wracając wstępują do sklepu rybnego. Taki sklep byłby pewnie przydatny również na drodze wędkarzy, którzy nad rzeką spędzają czas podczas przedświątecznych przygotowań w domach. Moja żona zaobserwowała bowiem, że przed wszelkimi świętami nad rzeką pojawia się zawsze zwiększona liczba wędkarzy. Oczywiście nie po to, żeby złowić rybę na święta – raczej po to, żeby uniknąć sprzątania lub gotowania. Są więc różne powody wypraw na ryby.

Znana teoria wśród wędkarzy, którzy akurat przez dłuższy czas nie mogą nic złowić, jest taka, że przecież nad wodę przyjeżdża się nie tylko po to, żeby złowić rybę. Ważny jest kontakt z przyrodą, szum wody, dotlenienie się, zdrowie. Wszystko to schodzi na drugi plan, gdy ryby staną się jednak bardziej łaskawe dla wędkarza. Wtedy chętnie chwalimy się swoimi osiągnięciami, które w zależności od doboru słów mogą robić mniejsze lub większe wrażenie. Mam znajomego, który ma w zwyczaju mówić: „Złowiłem metr suma”. „Metrowego suma złowiłeś? – pytam. Nie, ale jeden miał 40 cm, a dwa po 30 cm, to w sumie metr suma będzie. Odkąd zorientowałem się w tej grze słownej, też czasem mówię, że złowiłem „5 kg szczupaka”.

Są jednak też takie dni, gdy specjalnie wstaje się o godzinie piątej, z nadzieją na konkretne, poranne brania, a ryby niestety „robią sobie wolne”. Podobnie właśnie było latem, parę lat temu. Kilka dni z rzędu nie miałem żadnego brania do ok. godz. 9-10. O tej porze miała zwyczaj dzwonić do mnie żona, żeby spytać, czy coś złowiłem. Dokładnie w tym momencie było branie i musiałem przerywać rozmowę. Po kilku dniach takiej sytuacji żona stwierdziła, że to „tendencyjna robota” i biorą specjalnie, żebyśmy nie mogli spokojnie porozmawiać. Od tego czasu, gdy ryby nie chcą brać, zawsze piszę smsa do żony: „Zadzwoń do mnie”.

Zobacz też: kącik wędkarza "Sądeczanina"

Podczas moich wypraw mam zazwyczaj szczęście spotykać wędkarzy z poczuciem humoru. Kiedyś, gdy zadałem tradycyjne, ale już nieco znienawidzone przez wędkarzy pytanie, czy ryby biorą. Usłyszałem odpowiedź: „Biorą, biorą, przedwczoraj wędki wzięli, wczoraj rower, a dzisiaj pilnujemy, żeby samochodu nie wzięli”. Zdarzają się jednak wyjątki. Pewnego razu odjeżdżając z miejsca po zakończonym wędkowaniu życzyłem wędkarzowi obok „połamania kija”. Na co usłyszałem: „Sam sobie wędki połam ty bałwanie”.

Na koniec, tym razem ostrożniej dobierając słowa, życzę wszystkim wędkarzom dobrych połowów (bez połamanych wędek). A jeśli życzenia nie pomogą, zawsze pozostaje sms do współmałżonka (najlepiej własnego). Tekst i fot: PW







Dziękujemy za przesłanie błędu