Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Poniedziałek, 19 sierpnia. Imieniny: Emilii, Julinana, Konstancji
07/04/2019 - 10:35

Emmanuel Macron wzywa do renesansu Europy. Ale kto go słucha?

W przededniu wyborów do Parlamentu Europejskiego Emmanuel Macron podjął próbę odrobienia straconego czasu i szansy na objęcie przywództwa w UE. Przez ostatnie trzy miesiące, choć wcześniej nie stronił od aktywności międzynarodowej, prawie nie opuścił swego kraju.

Emmanuel Macron wzywa do renesansu Europy. Ale kto go słucha?

Prezydent Macron przemierzał wzdłuż i wszerz Francję w ramach „wielkiej narodowej debaty”, by spacyfikować ruch żółtych kamizelek. W końcu jednak oderwał się od spraw wewnętrznych, publikując z pompą (w 22 językach i 28 gazetach na całym kontynencie) odważny manifest wzywający do renesansu Europy.

Apel do obywateli Europy przypomina technikę stosowaną przez Emmanuela Macrona podczas jego kampanii wyborczej w 2017 r.: bezpośrednie zwracanie się wyborców, zgodnie z ideą demokracji oddolnej. Odezwa jest imponująca zarówno ze względu na symbolikę, jak i treść. Macron zwrócił się nie do kolegów-głów państw i rządów, lecz do „obywateli Europy”, nie wyłączając z tego grona Brytyjczyków.

Denis MacShane, były minister spraw europejskich Zjednoczonego Królestwa, ocenił manifest Macrona jako „najbardziej niezwykłą ingerencję w politykę europejską” odkąd Winston Churchill wezwał Europę do utworzenia Wspólnoty Europejskiej po drugiej wojnie światowej.

Proeuropejskość Macrona jest znana od dawna. Podstawowym celem przyświecającym manifestowi Macrona jest zachowanie „cywilizacji europejskiej” - w domyśle - zagrożonej nie imigracją, ale tym, co nazywa „trądem nacjonalizmu”. Kiedyś oświadczył nawet, że jeśli populiści postrzegają go jako swojego głównego przeciwnika, to mają rację. Teraz próbuje zebrać środowiska, które martwią się rosnącymi wpływami nacjonalizmu, niezależnie od tego, w jakim kraju europejskim znajduje się jego źródło.

Niemcy nie podążą za Macronem

Zjednoczenie Narodowe (dawniej Front Narodowy), partia populistyczna kierowana przez Marine Le Pen, natychmiast potępiło „postnarodową wizję” Macrona, w której ani razu nie wspomniał o Francji. Jednak pod wieloma względami manifest Macrona został zaprojektowany właśnie w odpowiedzi na obawy populistów.

Macron, który od dawna mówi o „Europie, która chroni”, aż 13 razy używa w nim słowa „chroń”. Obiecuje wzmocnienie granic zewnętrznych przed zagrożeniem nielegalną imigracją. Chce wznowić debatę nad strefą Schengen, domagając się, aby wszystkie kraje, które do niej należą, dzieliły ciężar związany z przyjmowaniem azylantów. Proponuje reformę polityki handlowej, aby wyrównać szanse w konkurencji z Ameryką i Chinami. Chce powołać Europejskiej Rady Bezpieczeństwa, która obejmie swoim zasięgiem Wielką Brytanię po Brexicie, Europejski Bank Klimatyczny oraz Europejską Agencję Ochrony Demokracji (przeciwko zagrożeniu cyberatakami i manipulacjom).

Pomysły Macrona zawarte w manifeście są oczywiście hasłowe i na tyle niejasne, że pozostawiają szerokie pole do dyskusji. Uderza brak choćby wzmianki o reformie strefy euro (która utknęła w martwym punkcie ze względu na upór Niemiec) i o armii europejskiej, której niechętna jest Polska i kraje bałtyckie. Najbardziej kontrowersyjną, wymierzoną w rządy w Warszawie i w Budapeszcie, propozycją jest uzależnienie członkostwa w Schengen od zgody na przyjmowanie osób ubiegających się o azyl.

Manifest Macrona początkowo spotkał się z ciszą w Niemczech, co zrodziło pytanie, czy tandem francusko-niemiecki jeszcze w ogóle istnieje. W końcu swoim manifestem o przyszłości Europy odpowiedziała Macronowi  Annegret Kramp-Karrenbauer, nowa szefowa CDU, następczyni Angeli Merkel. Ciekawe, że przedstawiła wizję wspólnej Europy, w której nieco mimochodem, ale jednak wspomina o „cudzie stworzenia”. Próżno takich, zawoalowanych choćby, odniesień do chrześcijaństwa, szukać w europejskich tezach Emmanuela Macrona.

AKK zgodziła się z prezydentem Francji m.in. w sprawie potrzeby uszczelnienia zewnętrznych granic Unii, ale z jej odpowiedzi (pełny tekst) przebija wciąż koncepcja Unii państw. Nowa szefowa CDU przyznaje, że trzeba wzmacniać jeden głos Europy choćby w sprawach polityki zagranicznej, że gwarantem bezpieczeństwa wspólnoty nadal jest NATO, ale z drugiej strony wspomina, że w Niemczech dobrze byłoby powołać Radę Bezpieczeństwa Narodowego, z zadaniem koordynacji m.in. bezpieczeństwa i obrony. A to raczej jasny sygnał, że Niemcy chcieliby już zdjąć z barków Amerykanów strategiczne decyzje w sprawie własnej Bundeswehry. (Grażyna Śleszyńska, TK) Fot. Pixabay

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji





Dziękujemy za przesłanie błędu


Sierpniowy miesięcznik "Sądeczanin"