Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Piątek, 4 grudnia. Imieniny: Barbary, Hieronima, Krystiana
20/10/2020 - 13:00

Lekarze wybierają już kogo ratować. Małopolska jak włoska Lombardia

- Dramatyczne telefony z prośbą o miejsce na oddziale intensywnej terapii, dylematy etyczne kogo kwalifikować do wentylacji mechanicznej. To nie Lombardia w marcu. Kraków. Dzisiaj. – Taki wstrząsający wpis pojawił się na Twitterze lekarza oddziału ratunkowego w jednym z krakowskich szpitali.

Czy to lawina zakażeń, której na razie nie da się powstrzymać? Czy sytuacja jest aż tak dramatyczna? Do Lombardii, która stała się symbolem niewydolnej włoskiej służby zdrowia,  Małopolskę porównał nie tylko Jacek Górka, lekarz z SOR-u jednego z krakowskich szpitali.  

 

To nie jest odosobniona opinia. W TVN 24 mówił o tym również kierownik oddziału ratunkowego w szpitalu im. Stefana Żeromskiego w Krakowie Łukasz Litwa.

- Jeżeli na SOR nie jestem w stanie przyjmować pacjentów, bo nie jestem w stanie przenieść  do innego szpitala pacjentów z  COVID-em, to mamy włoski scenariusz. Za chwile ktoś umrze w karetce, za chwilę ktoś umrze domu, bo nie będzie mógł być przyjęty. Obawiam się tego, co może być - i to nie za tydzień, dwa -  tylko w ciągu najbliższych dwudziestu czterech  godzin, na następny dzień, za dwa dni.  W naszym szpitalu miejsca covidowe się skończyły - mówił lekarz.

Czytaj też Znalazł ciało samobójczyni w Nowym Sączu, teraz ma straszne wizje o zarazie 

Na alarm bije również szefująca w tym samym szpitalu oddziałowi chorób Infekcyjnych i Pediatrii dr Lidia Stopyra.

– Najtrudniejsze sytuacje są związane z tym, że nie ma miejsca dla jakiegoś dziecka na oddziale. Przyjeżdża dziecko z dusznością, przywiezione przez karetkę i nie mamy dla niego miejsca. Dzwonimy  do jednego, drugiego, trzeciego szpitala i miejsca też nie ma. Takie sytuacje zdarzają się coraz częściej – dodaje lekarka.

 O rozpacz przyprawia też wypowiedź Marcina Jędrychowskiego, dyrektora krakowskiego szpitala uniwersyteckiego. Zapytany na łamach Wirtualnej Polski o to, czy Małopolskę można porównać do drugiej Lombardii, odpowiedział twierdząco.

- Problemy w naszym regionie zaczęły się już w lipcu i sierpniu. Cała Polska była na wakacjach, a my mieliśmy tutaj naprawdę niewesołą sytuację. Ogniska były w Nowym Sączu i w Zakopanem, co było pochodną spotkań rodzinnych. W ciągu doby stwierdzono u nas 1100 przypadków zakażeń, a konsekwencją tego jest to, że eskalacja zachorowań zaczęła się u nas wcześniej – stwierdził Jędrychowski i dodał, że śmiertelność będzie wzrastała.

- To stanie się naturalną konsekwencją ograniczonych zasobów, jakimi dysponujemy.  Nie ma się co oszukiwać, że jeśli chodzi o wąskie gardło, jakimi są intensywne terapie, w którymś momencie będą podejmowane racjonalne decyzje, że ratujemy trzydziesto-, czterdziesto- czy pięćdziesęciolatka, a niestety osoba, która jest w wieku podeszłym i jest obciążona dodatkowymi chorobami (…), to takie intensywne leczenie nie będzie wdrażane - przyznał Jędrychowski. Dalej dyrektor dodał, że "takie decyzje w województwie małopolskim już są podejmowane" przez zespoły medyczne – mówił dyrektor szpitala uniwersyteckiego.

Kiedy skończy się  ten koszmar? Według wirusologa doktora Tomasz Dzieciątkowskiego są dwa warianty rozwoju epidemii.Optymistyczny i pesymistyczny.

Czytaj dalej na następnej stronie. Kliknij TUTAJ







Dziękujemy za przesłanie błędu