Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 8 lipca. Imieniny: Arnolda, Edgara, Elżbiety
11/04/2020 - 16:30

Wielka Sobota to najtragiczniejszy dzień w historii ludzkości

Stacja XIV - Jezus złożony do grobu: Wielka Sobota to najtragiczniejszy dzień w historii ludzkości: oto Bóg, zamordowany przez człowieka, leży w grobie. Trudno nam sobie wyobrazić rozpacz Apostołów, kiedy stało się to, co nie miało się prawa wydarzyć. Oczekiwali triumfu i chwały, a otrzymali porcję strachu, wyzwisk i upokorzeń. Ten, który miał być silny, aby poprowadzić ich do zwycięstwa, zginął pohańbiony między dwoma bandytami, a Jego zmasakrowane ciało musieli w pośpiechu owijać w całuny obcy ludzie.

We wrześniu 2019 w Kalwarii Zebrzydowskiej odbyła się XXVII pielgrzymka rodzin Archidiecezji Krakowskiej, w czasie której odprawiono Drogę Krzyżową z rozważaniami Bogumiły i Antoniego Buchałów.

Stacja I

Jezus na śmierć skazany

Rzymskie prawo to jeden z filarów naszej cywilizacji. Państwo, w którym obywatele są równi wobec prawa stojącego na straży sprawiedliwości, jest ideałem współczesnych ustrojów politycznych. Proces Jezusa uświadamia jednak, że między teoretycznym ideałem i jego praktyczną realizacją może być przepaść. Fałszywi świadkowie, presja społeczna, naciski na sędziego, nawet groźby polityczne to wystarczające sposoby na to, żeby pogwałcić wszystkie procedury. Piłat, mimo że jest przekonany o niewinności oskarżonego, zadaje tylko cyniczne pytanie „Cóż to jest prawda?”, a potem umywa ręce. Niewinny człowiek zostaje w majestacie prawa skazany na okrutną śmierć. Kiedy jest już po wszystkim, właściwym przedstawieniem zaistniałej sytuacji zajmują się kronikarze, którym płaci się za wersję historii niekoniecznie zgodną z faktami, tylko dopasowaną do aktualnie obowiązującej narracji. Pytanie Piłata będą zadawać dopiero potomni, po wielu latach, kiedy ówczesne gwiazdy polityczne pokryje kurz historii, a prawda zacznie jaśnieć porażającym blaskiem.

Jezus uczy nas w tej stacji, żeby nie przywiązywać się do przemijających ocen politycznych i wynikających z nich wyroków sądowych, bo ludzkie prawo stanowione jest niedoskonałe, a prawo Boże, nawet lekceważone i wyszydzane, w końcu okaże swoją moc i sprawiedliwość. Przez swój pokazowy proces Jezus pokazuje także, że każde postępowanie sądownicze można przekształcić w parodię praworządności, że każde łajdactwo da się uzasadnić odpowiednimi przepisami, a potem utrwalić w świadomości społecznej odpowiednio ukierunkowaną, kłamliwą propagandą. Ale Jezus zapewnia też, że wierność Jemu, czyli Prawdzie, jest wartością ponadczasową, mimo że nie zawsze doraźnie się opłaca, a nawet może być niebezpieczna.

Modlitwa

Panie Jezu, przyszło nam żyć w czasach, kiedy próbuje się urzędowo oddzielić rozum od wiary, inteligencję od mądrości i prawo od zdrowego rozsądku. Prosimy cię, abyśmy nie dali się zwieść fałszywym świadkom epoki, ale umieli odróżniać prawdę od kłamstwa i sprawiedliwość od jej pozorów. Naucz nas rozpoznawać niesprawiedliwość ubraną w szaty praworządności i dostrzegać niewinność zbrukaną najohydniejszymi oszczerstwami. Dodaj nam sił, abyśmy byli wierni Twojej Prawdzie, a nie wyrzekali się jej pod presją otoczenia i umieli jej bronić, kiedy będzie obrzucana stekiem obelg. Pomóż nam, abyśmy sami nie stali się ślepym narzędziem w ręku bezdusznych przepisów, lecz zawsze - za paragrafami, cyframi i procedurami - widzieli bliźniego oczekującego ludzkiej sprawiedliwości.

Stacja II

Jezus bierze krzyż na swoje ramiona

Jezus jest posłuszny wobec niesprawiedliwego wyroku. Wie, że jest niewinny, ale też rozumie, że po to został posłany, aby wykazać winy tych, którzy Go skazali i teraz będą prowadzić na śmierć. Jego pokazowy proces to kompromitacja rzymskiego wymiaru sprawiedliwości; podburzenie tłumu przeciwko Jezusowi to obnażenie mechanizmów propagandy i społecznej presji dla osiągnięcia dowolnych celów; domaganie się uwolnienia Barabasza to kompromitacja decyzji podejmowanych przez głosowanie zmanipulowanego tłumu. Droga Krzyżowa Jezusa wielokrotnie w bezlitosny sposób ujawnia zasady rządzące ludzkim postępowaniem i mechanizmy, które ludzie wymyślili sobie dla regulacji życia wielkich wspólnot. Jednak w zderzeniu z niewinną słabością stojącą po stronie dobra i prawdy okazują się narzędziem opresji i przemocy silniejszych w służbie kłamstwa i zła.   

Jezus bierze Krzyż, aby nas wykupić z tej niewoli pozorów i kłamstwa będących parodią prawdy; aby nas zerwać z uwięzi bezwzględnej przemocy udającej dobro.

Bóg kocha człowieka, ale pokazuje też, że rewersem miłości jest cierpienie.

Jezus uczy nas w tej stacji, że nie ma miłości bez posłuszeństwa, nawet gdyby jej ceną było wyszydzenie, narażenie na ryzyko lub inne poświęcenie. Jak pisze święty Paweł: Miłość nie cieszy się z niesprawiedliwości, ale też zaznacza, że wszystko znosi i wszystko przetrzyma. Posłuszeństwo dzieci wobec rodziców, podwładnych wobec przełożonych, wreszcie człowieka wobec Boga, jeżeli wynika z zaufania będącego fundamentem miłości, zdolne jest do wzięcia na siebie każdego krzyża, nawet takiego, który wydaje się ciężarem ponad siły lub obciążeniem niesprawiedliwym.

Modlitwa

Panie Jezu, prosimy Cię, pomóż nam rozpoznawać sytuacje, które wymagają wzięcia na siebie krzyża dodatkowych obowiązków i wyrzeczeń, nawet jeżeli mamy poczucie zbyt dużych oczekiwań i wymagań. Dodaj nam sił, aby nasza miłość do dzieci i do rodziców nie wycofywała się w obliczu ich choroby i starości. Spraw, niech nasza miłość bliźniego nie uciekała od wspaniałomyślnej cierpliwości wobec dokuczliwych klientów, pacjentów i innych ludzi uzależnionych od naszej pomocy. Uczyń nas narzędziem Twojej misji czynienia w świecie dobra i pokoju, szczególnie w niesprzyjających okolicznościach.

Stacja III

Jezus upada po raz pierwszy

Droga wiodąca w górę, upał, kurz, popychanie i uderzenia eskorty, wrzaski, obelgi i gwizdy tłumu – w takich lub podobnych warunkach Jezus rozpoczął ostatni etap swojej misji. Opuszczony przez uczniów, wydany na pastwę rozjuszonej gawiedzi i bezwzględnych oprawców, zaraz na początku drogi wiodącej na Golgotę upada pod ciężarem belki krzyżowej. Jezus upada – ale przecież nie przez swoje grzechy ani jakiekolwiek winy. Za to każdy z nas upada w swej ludzkiej godności przez świadome opowiadanie się po stronie zła, grzechu i niesprawiedliwości.

Wybierając egoizm, pójście na łatwiznę, wyręczanie się innymi z własnego lenistwa, pozostawiając wychowanie dzieci innym ludziom, zaniedbując modlitwę czy koncentrując na zmysłowych przyjemnościach, narażamy się na upadek, to znaczy tak naprawdę na zniszczenie dziedzictwa przekazanego nam przez Syna Bożego. W tym sensie Bóg upada w nas, bo okazuje się, że, mówiąc w cudzysłowie, „przeinwestował” w swej miłości wyrażającej się bezgranicznym zaufaniem i obdarzeniem nas bezwarunkową wolnością. Żyjąc w kłamstwie, poniżając bliskich, którzy nas zdenerwowali; ubliżając obcym, którzy naruszyli nasz święty spokój; wybierając milczenie, kiedy wyśmiewana jest bezbronna wartość; bojąc się ryzyka towarzyskiego wykluczenia związanego z odważnym opowiedzeniem się po stronie Bożej prawdy i dobra, upadamy po wielekroć my sami, ale też upada z nami Jezus, który mieszka w nas.

W tej stacji Pan Jezus uczy nas, że nie ma upadku, z którego nie można się podnieść. Warunkiem powstania z grzechów, ale też i nadziei na ich odpuszczenie, jest zaufanie Zbawicielowi, że Jego miłosierdzie jest silniejsze od zła czynionego przez nas, a otrzymana od Niego łaska przebaczania popełnionych grzechów jest mocniejsza od największego nawet sprzeniewierzenia się głoszonym przez Niego zasadom.

Modlitwa

Panie Jezu, prosimy Cię o umiejętność jasnego nazywania zła, które czynimy; abyśmy nie kamuflowali prawdziwych intencji wykrętnym samooszukiwaniem się. Daj nam wrażliwość sumienia, abyśmy na nasze czyny umieli patrzeć oczyma naszych bliźnich, a ostatecznie Twoimi oczami i Twoim sercem. Prosimy Cię o wytrwanie w postanowieniach, które czynimy w sakramencie pojednania, abyśmy nie upadali często i bezmyślnie. Obdarz nas łaską Ducha Świętego, który pragnie pomóc nam podnieść się z naszych upadków.

Stacja IV

Jezus spotyka swoją Matkę

Być może było to tylko krótkie skrzyżowanie wzroku, wymiana spojrzeń, może krótkie przystanięcie i próba uśmiechu. Ale niewykluczone, że żołnierze pozwolili Maryi na chwilę podejść, aby mogła po raz ostatni pogłaskać twarz swego Syna. Gesty miłości, opieka i trwanie przy dziecku, szczególnie w sytuacjach trudnych, a nawet wymagających heroizmu, to kwintesencja rodzicielstwa. Czułe spojrzenie, szacunek i synowska troska, potwierdzona już z wysokości krzyża, to kwintesencja wdzięczności dziecka wobec Matki.

Dom rodzinny jest miejscem wypracowywania i pielęgnowania tych naturalnych znaków więzi między rodzicami i dziećmi. Dobrze jest, jeżeli kształtowana jest ona świadomie przez rodziców, którzy mądrze towarzyszą swym dzieciom w dojrzewaniu do ich życiowych powołań; jeżeli wzajemna miłość, troska i szacunek wyraża się w roztropnej harmonii między przywilejami i obowiązkami. Dobrze jest, jeżeli rodzice w codziennym zabieganiu znajdują chwilę, aby usiąść z dziećmi przy stole, popatrzeć im w oczy i posłuchać tego, o czym chciałyby opowiedzieć. Często jednak się zdarza, że te chwile umykają w nawale zajęć popołudniowych, tak jakby miłość i troska rodziców wyrażała się głównie przez czas spędzony przez dzieci nie z nimi, tylko z obcymi instruktorami kolejnych sprawności; jakby gwarancją szacunku i wdzięczności do rodziców miał być certyfikat ukończenia kolejnego kursu lub opanowanie kolejnego języka obcego.

Pan Jezus i Jego Matka uczą nas w tej stacji, że prawdziwa więź nie musi się wyrażać w słowach; że przez milczące zrozumienie i cierpliwe współodczuwanie rodzice wyrażają dużo więcej niż znaczy zaangażowanie najlepszych prywatnych trenerów i terapeutów; że nawet bezsilnym gestem rodzice ofiarowują dużo więcej niż mogą nauczyć osobiści konsultanci i dyplomowani korepetytorzy. Że nawyk wspólnej modlitwy, rodzinne świętowanie i wyjazdy, dzielenie się radościami i smutkami, a nawet zaangażowane spory są pewniejszą drogą nauczenia dzieci szacunku do rodziców niż kupowanie ich przemijającej euforii najdroższymi prezentami. Ostatecznie przecież naszym pragnieniem nie powinno być zapewnienie dzieciom komfortu życia i dobrego startu do kariery, lecz wyprowadzenie ich na drogę wiodącą do zbawienia.

Modlitwa

Panie Jezu, prosimy Cię o dar roztropnego rodzicielstwa: o to, abyśmy umieli odróżniać mądrą troskę od modnej iluzji wspierania rozwoju i prawdziwą opiekę od zgubnego kokonu nadopiekuńczości. Prosimy Cię o odwagę wskazywania różnic miedzy etyczną dorosłością a metrykalną pełnoletniością; abyśmy potrafili wychowywać dzieci do odpowiedzialnej samodzielności, a nie wybujałego indywidualizmu oraz kształtować w nich postawę życzliwości i służby, a nie egocentrycznej asertywności. Niech Twoja Matka Maryja będzie naszą nauczycielką w wypełnianiu zadania mądrego rodzicielstwa.

Stacja V

Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż Jezusowi

Mężczyźni nie zdali egzaminu z odwagi w dniu przed procesem i na Drodze Krzyżowej Jezusa. Jeden Go zdradził, drugi trzy razy się wyparł, pozostali uczniowie w czasie modlitwy w Ogrodzie Oliwnym spali, a potem uciekli. Do pomocy przy dźwiganiu krzyża musiano przymusić przypadkowo napotkanego rolnika. Szymon śpieszył się do domu, żeby w spokoju zacząć z rodziną świętowanie. Na pewno protestował, bo nie wiedział, że niosąc narzędzie męki tego nieznanego sobie skazańca, niesie też swoje zbawienie. Jego obecność przy Jezusie jest wyrzutem sumienia dla tych wszystkich, których nie ma tam, gdzie wtedy powinni być. Gorycz Jezusa opuszczonego przez uczniów zyskuje w tej stacji swoją kulminację.

W spotkaniu z Cyrenejczykiem Zbawiciel chciałby powiedzieć: „Przecież pragnę być z wami, a wy gdzie jesteście?” Droga na Golgotę jest najbardziej wymownym znakiem obecności Oblubieńca ze swoim ludem, ale wielu z ludu tego nie rozumie.

Wyszukujemy sobie dziedziny, w które angażujemy czas, energię i pieniądze, i krzepimy się poczuciem spełniania obowiązku pomocy potrzebującym. Ale musimy przyjąć do wiadomości, że dla wielu z nas łatwiej dzisiaj wpłacić okrągłą sumę na ratowanie głodujących dzieci w Zambii niż w końcu naprawić zepsutą spłuczkę; łatwiej zaangażować się w ratowanie fok w Morzu Barentsa, niż odwiedzić samotnych rodziców. Łatwiej dać dzieciom pieniądze na kolejną akcję charytatywną w szkole niż nauczyć je sprzątać swój pokój albo wypracować nawyk pomocy rodzicom w codziennych obowiązkach. Robimy nie to, co powinniśmy robić, tylko zajmujemy się czymś innym, a nasze powinności wypełniają obcy ludzie.

Modlitwa

Panie Jezu, prosimy Cię o dar wrażliwości na prawdziwe potrzeby naszych najbliższych: dzieci, współmałżonków, rodziców. Pomóż nam roztropnie planować czas, energię i pieniądze przeznaczane na dzielenie się z innymi. Spraw, abyśmy zawsze byli tam, gdzie akurat być powinniśmy; abyśmy robili nie to, co sami uważamy za słuszne, korzystne albo modne, ale to, co Ty nam w danej sytuacji wskazujesz, nawet jeżeli wydaje się nam to nudne, prozaiczne lub wręcz banalne.

Stacja VI

Weronika ociera twarz Jezusowi

Weronika wykazała się największą bodaj odwagą spośród obserwatorów Drogi Krzyżowej. Niewykluczone, że musiała się przedrzeć przez kordon ochrony, z pewnością była odciągana i odtrącana, może nawet uderzona. Przyznała się do Jezusa w sytuacji, kiedy było to najtrudniejsze, a z pewnością niebezpieczne i ryzykowne. W sytuacji rozpaczy i bezsilności zdobyła się na gest miłosierdzia. Tym gestem nie zmieniła wyroku, nie złagodziła tortur, dała jedynie chwilową ulgę. Ale tym gestem ocaliła swoją godność jako człowieka, który w obliczu dziejącego się zła potrafi zdobyć się na dobro.

Gest Weroniki z jednej strony ocala człowieczeństwo nas wszystkich, którzy, obserwując niewinnie oskarżanego i wyszydzanego, często zachowujemy się jak gromada gapiów, wśród których nie ma nikogo odważnego, kto by się za nim ujął. Ale z drugiej strony jest on symbolem zobowiązania: Jezus odwdzięczył się Weronice swoim wizerunkiem, to znaczy pokazał, że On się też do niej przyzna przed swoim Ojcem. To tak, jakby chciał powiedzieć: „Nie lękaj się, bo Ja, twój Oblubieniec, jestem z tobą”.

W tej stacji Jezus wzywa nas do tego, aby się nie wstydzić do Niego przyznać przed ludźmi: naszym stylem życia, używanym słownictwem, naszymi reakcjami na obserwowaną niesprawiedliwość i krzywdę, wreszcie wystrojem naszych mieszkań. Wizerunek twarzy Jezusa to jednocześnie dar, ale też zobowiązanie do tego, abyśmy ten dar eksponowali w widoczny sposób.

Modlitwa

Panie Jezu, prosimy Cię o odwagę Weroniki: aby nasze gesty i słowa świadczyły o tym, że przyznajemy się do Ciebie nawet wtedy, kiedy jest to trudne, bo grozi chłostą śmiechu lub szyderstwem; aby obrazy i ozdoby wiszące na ścianach naszych mieszkań mówiły gościom nie tylko o guście gospodarzy, ale przede wszystkim o tym, kto w tym domu jest najważniejszy; abyśmy umieli zdobyć się na odwagę, żeby sprezentować naszym dorosłym dzieciom Twoje wizerunki w świętych obrazach, aby i one się do Ciebie przyznawały; abyśmy dzięki temu mogli żyć w naszych rodzinach z nadzieją, słysząc Twój głos: „Ja, Oblubieniec, jestem z wami”.

Stacja VII

Jezus upada po raz drugi

Mimo pomocy Cyrenejczyka i gestu Weroniki ciało Jezusa odmawia posłuszeństwa. Po raz drugi przewraca się pod ciężarem, który okazuje się nie do uniesienia, jednak po raz drugi podnosi się z upadku. Upadki i powstania Boga – człowieka stają się symbolem zmagania odwiecznych, antagonistycznych sił: Dobra i Zła. Zło działa w świecie od pierwszego upadku człowieka. Szczególnie w XX wieku przybrało ono cechy ludobójstwa na wielką skalę, ale i w naszych czasach zaczyna o sobie przypominać w nowych, zdumiewających przejawach. Jednak każdy upadek człowieka, zarówno w wymiarze zbiorowym, jak i indywidualnym, jest dla Boga okazją, aby tym bardziej mogło się ujawnić dobro. Jan Paweł II w książce Pamięć i tożsamość pisze tak: „Można myśleć, że zło było w jakimś sensie potrzebne światu i człowiekowi. (…) Jest potrzebne o tyle, o ile daje okazję do dobra”. Papież przypomina też, że „Bóg w Jezusie Chrystusie pochyla się nad człowiekiem, aby podać mu dłoń, ażeby go dźwignąć za każdym razem, gdy upada, ażeby go stale podnosić i wspomagać w podejmowaniu z mocą nowej drogi. Człowiek nie potrafi powstać o własnych siłach. Potrzebuje pomocy Ducha Świętego”.

Trudno jest walczyć ze złem, za to można czynić dobro, aby zło zostało przy jego pomocy przezwyciężone. Postawa wielkich męczenników XX wieku, o. Maksymiliana Kolbe i ks. Jerzego Popiełuszki, są dowodem na to, że Bóg nie zostawia człowieka samego. Tak jak pokazał w swoim Synu po drugim upadku, w najpotworniejszych doświadczeniach uzdatnia człowieka do wykazania się heroizmem, wobec którego zło ujawnia swoją słabość i nikczemność. 

W tej stacji Pan Jezus uczy nas, że z każdego upokorzenia, z każdego doświadczenia na sobie niszczącego działania zła pochodzącego od świata zewnętrznego dobry Bóg potrafi wyprowadzić dobro. Czasem tego dobra doświadczamy sami, ale często korzystają z jego objawienia się inni; może także ci, którzy to zło spowodowali. Każdy upadek, nawet niezawiniony, może być przyczyną czyjegoś nawrócenia.

Każde zło może być pokonane jeszcze większym dobrem.

Modlitwa

Panie Jezu, prosimy Cię, uchroń nas od wszelkiego zła; od bezinteresownej zawiści i nieżyczliwości. Jeżeli przyjdzie nam się z nim spotkać, dodaj nam odwagi, abyśmy umieli się mu nie poddawać – z wygody, strachu lub ryzyka utraty jakichś doczesnych dóbr, lecz abyśmy potrafili przezwyciężać je dobrem. Udziel nam roztropności, abyśmy umieli być przedłużeniem Twojej pomocnej dłoni, kiedy widzimy upadających bliźnich, i Twoim narzędziem odpuszczania win naszym winowajcom.

Stacja VIII

Jezus pociesza płaczące niewiasty

Kobiety jerozolimskie nie miały odwagi Weroniki, aby podejść i pomóc się podnieść Jezusowi po drugim upadku, ale po ludzku wzruszyły się niesprawiedliwością wyroku i cierpieniem niewinnego. Drugi upadek musiał być bolesny, skoro zareagowały bezsilnym płaczem, tak, że aż zwróciły uwagę Jezusa. Czasem wystarczy świadectwo odruchu serca, aby Zbawiciel przystanął na chwilę, przyjrzał się człowiekowi rozpaczającemu nad losem innych i skierował do niego słowo.

Ale słowa Jezusa musiały być dla płaczących kobiet zaskakujące: pragnął przekierować ich uwagę ze swojej męki na prawdziwą przyczynę doświadczanego cierpienia, czyli grzechy ich samych oraz ich dzieci. Przecież niewykluczone, że wśród tłumu domagającego się kilka godzin temu uwolnienia Barabasza, były córki i synowie lamentujących kobiet; niewykluczone, że one same, pod presją sąsiadów, znajomych, a może nawet rodziny, nie potrafiły zdobyć się na wystarczająco mocny głos sprzeciwu wobec niesprawiedliwości i manipulacjom tych, którzy pragnęli pozbyć się Boga, aby móc spokojnie zacząć świętować.

W tej stacji Jezus mówi do nas wprost: płaczcie nad wami samymi i waszymi dziećmi. Przypatrzcie się swojemu życiu i umiejcie grzech nazwać grzechem. Nie tłumaczcie swoich dorosłych dzieci tym, że mają swoje lata i swój rozum, a więc wiedzą, co robią ze swoim życiem. One czasem nie wiedzą, co czynią, i to wy, rodzice, jesteście zobowiązani do tego, aby również ich postawy obojętności, a czasem nawet wrogości wobec Boga właściwie skomentować. Albo chociaż nad nimi zapłakać.

Modlitwa

Panie Jezu, prosimy Cię o wrażliwość kobiet jerozolimskich, abyśmy zawsze umieli odróżnić słabe niekiedy dobro od przemocy triumfującego zła. Daj nam miłość do naszych dzieci, która nie ucieka przed odpowiedzialnością za kształtowanie ich sumień na każdym etapie ich rozwoju. Daj nam siłę i mądrość, abyśmy w rodzicielskiej trosce mieli na uwadze prawdziwe, a nie iluzoryczne dobro naszych pociech. Pomóż nam modlić się za nie w sytuacjach trudnych, szczególnie wtedy, kiedy one same nie widzą, że oddalają się od Ciebie, a także wówczas, gdy czynią to z rozmysłem.

Stacja IX

Jezus upada po raz trzeci

Trzeci upadek musiał się wydarzyć tuż przed miejscem egzekucji, prawie po dotarciu do celu. Jezus ostatkiem sił podnosi się i dobrowolnie poddaje kaźni. Zbawiciel swoim upadkiem w pewnym sensie błogosławi ziemi, mieszając swoją krew i pot z ziemskim prochem. W ten symboliczny sposób podkreśla ludzki wymiar swego życia, jak gdyby chciał powiedzieć „Oto Ja, Oblubieniec, jestem z wami. Pozostawiam wam cząstkę mojego cierpienia, aby wyrazić swoją solidarność z waszym wysiłkiem, bo wy też zostawiacie pot i krew w dziełach waszych rąk”.

Cyprian Kamil Norwid jest autorem zdania „Ideał sięgnął bruku”. Jednak refleksja w nim wyrażona nie odnosi się do profanacji ideału, lecz mówi o uświęceniu, wręcz sakralizacji owego bruku poprzez zetknięcie ze świętością. W tej perspektywie, wielokrotnie potwierdzanej przez naszego poetę, upadki i śmierć Jezusa są koniecznym dopełnieniem Jego posłannictwa. Świętość, nawet upokorzona i zbezczeszczona, nic nie traci ze swej świętości, lecz ma moc sakralizacji i przemienienia sfery profanum, czyli tej, która odnosi się do codziennych ludzkich spraw. Ziemia, która była świadkiem nauczania, a potem męki i śmierci Jezusa, jest nazywana Ziemią Świętą – dla podkreślenia tej wyjątkowej cechy, którą jest uświęcenie przez cierpiącego Zbawiciela.

Czterdzieści lat temu byliśmy zaskoczeni, ale też wzruszeni gestem naszego wielkiego Rodaka, papieża Jana Pawła II, który, witając się ze swą ojczyzną, ukląkł i ucałował polską ziemię, oddając hołd jej przeszłym i obecnym mieszkańcom; ich krwi i potowi wylanym w walce i pracy. Upadek Jezusa, gest polskiego papieża i poetycką wyobraźnię Norwida łączy szacunek dla ludzkiego wysiłku i cierpienia, którego celem jest przemiana świata.

Sponiewierany przez tłum, leżący na ziemi Jezus uczy nas w tej stacji, że nasze zaangażowanie w sprawy rodziny, praca zawodowa i spełnianie powinności wynikających z naszych powołań może się wiązać z cierpieniem, którego właściwy wymiar ujawnia się w pięknym polskim słowie „poświęcenie”: można czas, trud, wysiłek, a nawet życie poświęcić, to znaczy uczynić świętym, bo dobrowolnie oddanym w służbie najbliższym, ale też innym ludziom, ojczyźnie lub Bogu.

Modlitwa

Panie Jezu, prosimy Cię o pomoc w roztropnym dysponowaniu naszym czasem: niech obowiązki domowe, praca zawodowa, troska o najbliższych i wypoczynek nie wykluczają poświęcenia dłuższych chwil na modlitwę, pomoc potrzebującym i zaangażowanie dla wspólnoty – religijnej, lokalnej, narodowej. Spraw, aby nasz wysiłek fizyczny i umysłowy, nasz trud i cierpienie, łącząc się z Twoim potem i krwią, stały się narzędziem przemiany naszej rodziny, środowiska i kraju. Obdarz nas łaską i wejrzyj na nasze starania, aby i dla nas stały się one sposobem uświęcenia.

Stacja X

Jezus z szat obnażony

Odarcie z szat było od najdawniejszych czasów sposobem poniżenia człowieka. Wystawienie nagiego człowieka na chłód i widok publiczny sprawia, że czuje się on bezbronny i zbrukany w swojej godności. Świętości tak naprawdę nie można jednak zbezcześcić. Obnażony Zbawiciel, który uległ przemocy, nie traci nic ze swej godności, za to tracą ją ci, którzy postanowili w taki sposób Go potraktować, a także ci, którym sprawia to radość.

Na obrazach dawnych mistrzów przedstawiających scenę Sądu Ostatecznego widzimy często tłumy nagich ciał ludzi w sytuacji Bożego sądu nad ich życiem. To ilustracja maksymy „Nie szata zdobi człowieka”, która pokazuje, że wobec Boga wszyscy są równi, a o naszym wiecznym losie nie będzie decydowało to, kim byliśmy w życiu, w jakim „kostiumie” przyszło nam wystąpić na scenie świata; będzie decydowało to, jakimi byliśmy ludźmi, niezależnie od stanowisk i życiowych ról; będzie decydowało czyste serce i stopień jego przylgnięcia do Oblubieńca. Bóg zatem sądzi człowieka nagiego, ale na Golgocie to najpierw człowiek osądził Boga i potem odarł Go z szat.

W XX wieku powszechność masowej śmierci ludzi odartych z szat w obozach koncentracyjnych została skontrastowana z powszechną, i coraz powszechniejszą w wieku XXI, nagością towarzyszącą nam na każdym kroku: w telewizji, Internecie i ulicznych reklamach. Ci pierwsi, podobnie jak Jezus, nie tracą swej godności: ulegają przemocy, która udaje działanie zgodne z rozumem. Godność tracą ich oprawcy, a także ci, którzy z nagości w obecnych czasach czerpią korzyści finansowe, upokarzając siebie i innych w imię zniewolenia udającego wolność.

Pan Jezus uczy nas w tej stacji, że bluźniercze profanacje i ataki na święte wizerunki, bardzo często łączone z nagością, tak naprawdę nie mogą sprofanować Boga, Jego Matki, Jego nauki i świętych wyznawców. Zawsze będzie to znakiem upadku człowieka, który dopuszcza się tych czynów, i to człowiek w istocie traci wówczas swoją godność: siebie poniża i profanuje własne człowieczeństwo.

Modlitwa

Panie Jezu, dziękujemy Ci za dar sakramentu małżeństwa, który jako jedyny uświęca ludzką miłość i czyni intymność jej wyrazem. Prosimy Cię o pomoc w nieuleganiu wszechobecnym pokusom, które ten święty dar niszczą. Błagamy Cię o czystą miłość dla naszych dzieci, o to, aby nie poddały się presji środowisk propagujących rozwiązłość. Spraw, abyśmy właściwie rozpoznawali ludzką godność i szacunek, a także odważnie przeciwstawiali się działaniom, które, rzekomo podejmowane w ich imię, tak naprawdę są ich przeciwieństwem. 

Stacja XI

Jezus przybity do krzyża

Męka Zbawiciela zbliża się do swej kulminacji. Unieruchomione w nienaturalnej pozycji ciało Chrystusa zawisa na drewnianej konstrukcji, jak głosi piękna legenda, w pobliżu grobu Adama. Zatem według niej spoczywają koło siebie grzesznik i Ten, co grzechy odpuszcza; niewolnik i Odkupiciel z niewoli; chory i Lekarz. Odtąd już na wieki w kształcie krzyża będziemy widzieli wpisane w niego Boskie i ludzkie ciało, ale też klucz do pokonania zła, cierpienia i śmierci. Znak hańby stał się znakiem zwycięstwa, a zatrzaśnięte bramy raju otwarły się dla wszystkich, którzy zapragną skorzystać z zaproszenia i będą umieli posłużyć się tym kluczem.

Krzyże na rozstajach dróg i nad drzwiami w domach; krzyże na wieżach kościołów i w szkolnych klasach; krzyż na Giewoncie i w szpitalach; w biurach i przy różańcach na samochodowych lusterkach. Krzyżyk czyniony na czole dziecka przed wyjściem do szkoły i znak rozpoczęcia modlitwy. Krzyż zasługi przypinany do munduru żołnierza i krzyże na nagrobkach.

Nie można zrozumieć świata bez krzyża, nie można zrozumieć człowieka bez Chrystusa. Jak podkreślał przed czterdziestu laty papież Jan Paweł II, „człowiek sam siebie nie może zrozumieć bez Chrystusa”. Europejskiej kultury nie można zrozumieć bez krzyża, to znaczy bez znaku nadziei na to, że wszystko, co sponiewierane, splugawione, a nawet zamęczone na śmierć, będzie królowało w chwale.

Pan Jezus uczy nas w tej stacji, że krzyż jest znakiem wiary człowieka w Boga, ale też znakiem wiary Boga w człowieka: oto Bóg - jako człowiek - opuszcza swój krzyż z nieba i podaje go nam - ludziom - jak zbawienną kotwicę, której możemy się uchwycić i wspiąć do nieba, nawet gdy jesteśmy pogrążeni w największych grzechach, złu lub cierpieniu.

Modlitwa

Panie Jezu, prosimy Cię o odwagę przyznawania się do Ciebie w znaku, w którym zwyciężyłeś świat. Dodaj nam sił, abyśmy potrafili Twego krzyża bronić, kiedy będzie usuwany lub bezczeszczony. Naucz nas przekazać naszym dzieciom wiarę w to, że w ich codziennych obowiązkach, w ich mieszkaniach i w ich życiowych wyborach nie może zabraknąć Twego krzyża; że jest on nieomylnym drogowskazem w ziemskiej wędrówce i znakiem wskazującym drogę do nieba.

Stacja XII

Jezus umiera na krzyżu

Śmierć cielesna jest nieuchronnym kresem ziemskiego życia. Każdy człowiek pragnie, aby przyszła ona późno, abyśmy pod koniec długiej i pięknej wędrówki mogli nacieszyć się jej plonami: szczęściem dzieci i wnuków, obserwowaniem, jak wzrastają i rozwijają się także inne dzieła naszego życia. Jezus swoją śmiercią i ostatnimi słowami „Wykonało się” sugeruje jednak, że miara naszego posłannictwa może być w zamyśle Boga inna, niż nasza, ziemska miara; że śmierć człowieka, nawet w pełni sił i wieku, może się okazać wystarczającym ukoronowaniem jego rodzinnych i zawodowych powołań.

Jezus w tej stacji wzywa nas do akceptacji przemijania i śmierci. Pokazuje właściwą miarę dobrze i do końca wykonanych zobowiązań. Rozsądna troska o zdrowie cielesne, o fizyczną sprawność mającą na celu przedłużenia życia, może pomóc w budowaniu harmonii i pogody ducha chroniącej przed zgorzknieniem. Ale nadmierne przywiązywanie wagi do różnego rodzaju aktywności, poddawanie się presji otoczenia, które wymusza oddawanie się zajęciom często nie licującym z powagą wieku, może tę harmonię naruszyć. Nie da się zatrzymać, ani tym bardziej odwrócić biegu czasu, ale też nie sprawność cielesna albo zgrabna sylwetka są oznakami szczęścia i ludzkiej godności. Wiszący na krzyżu Zbawiciel świata pokazuje, że Jego, a więc również nasze, ludzkie ciało, nawet udręczone i cierpiące, może być narzędziem odkupienia.

Modlitwa

Panie Jezu, umierający w męczarniach sponiewieranego ciała, jeśli to możliwe, oddal od nas cierpienie fizyczne towarzyszące chorobom i starości. Ale jeżeli inna jest Twoja wola, naucz nas pogodzić się z tym, co nieuchronne. Daj nam pogodną starość, kiedy jest więcej czasu na modlitwę, ale też siły do zniesienia po ludzku cierpienia, jeżeli przyjdzie na nie czas. Naucz nas mądrze i cierpliwie towarzyszyć w cierpieniu i umieraniu naszych bliskich, szczególnie rodziców i współmałżonków. Pomóż nam zawsze szanować w nich godność dzieci Bożych i dostrzegać Twój umęczony wizerunek.

Stacja XIII

Jezus zdjęty z krzyża i złożony na łonie swojej Matki

Pieta, czyli wizerunek Maryi obejmującej martwe ciało Syna po zdjęciu z krzyża, zawsze wzrusza. Niezależnie, czy jest Ona z troską i czułością wpatrzona w oblicze swego dziecka, jak w Piecie Watykańskiej Michała Anioła, czy też skamieniała z bólu, jak na rzeźbach i na obrazach średniowiecznych mistrzów. Nie ma większego cierpienia niż ból matki, która patrzy na zwłoki swego dziecka. Wydaje się to odwróceniem naturalnego porządku rzeczy, wydarzeniem, na które człowiek nigdy się nie przygotuje i z nim nie oswoi.

O czym myślała Maryja, kiedy towarzyszyła Synowi w Jego Drodze Krzyżowej i agonii na krzyżu? Czy dźwięczały Jej w uszach słowa archanioła Gabriela: „Jesteś pełna łaski i błogosławiona między wszystkimi niewiastami”? Jak mamy porównać Jej stan nadziei i łaski, kiedy nosiła Jezusa pod sercem z tym stanem nadziei i łaski, w którym trwała pod krzyżem, z martwym dzieckiem na kolanach?

Każda matka wie, że rodzi dziecko najpierw dla radości swojej i męża, następnie dla wspólnot, w które dziecko się angażuje, wreszcie dla Boga, który powoła je i pośle: do ludzi i świata. Maryja musiała przeczuwać, że Jezus począł się i urodził do spraw, których nie rozumiała, ale z czasem zapewne zaczęła się domyślać, jaki jest Boży plan powołania i posłannictwa swego Syna. I prawdopodobnie ta myśl po ludzku ją przygnębiła, ale też napełniła Bożą łaską i dzięki niej odsłoniła istotę Boskiej „oferty” dla ludzi: oto Maryja miała się stać przeciwieństwem Ewy, przez którą zło przedostało się na świat; przez owoc życia Maryi bowiem zło miało zostać ostatecznie pokonane.

Została wybrana na Matkę Odkupiciela ludzkości z niewoli.

Cierpiąca Maryja mówi nam w tej stacji to, co powiedziała do sług w Kanie Galilejskiej: „Czyńcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Bo jesteśmy właśnie, jak ci słudzy, którym, kiedy zabrakło wina, Jezus kazał nosić wodę. Teraz Jezus leży martwy i już nic nie mówi, ale Jego Matka pokazuje na Jego ciało i każe robić to wszystko, do czego nakłaniał, i wierzyć w to, czego nauczał, mimo że za to wszystko jako pierwszy został osądzony i skazany na śmierć. Maryja w milczeniu trwa przy martwym Jezusie i wie, że tak jak On pełnił wolę swego Ojca, tak my mamy pełnić Jego wolę. Mamy napełniać puste stągwie wodą, choćby się to wydawało absurdalne, a nawet ryzykowne. Mamy robić to, w czym nikt nas nie wyręczy. Reszta już nie do nas należy.

A Maryja będzie nam towarzyszyć w naszych nieudolnych próbach pełnienia woli Jezusa.

Modlitwa

Panie Jezu, prosimy Cię, pomóż nam trwać przy Tobie nie tylko wtedy, kiedy pragniemy coś od Ciebie otrzymać, ale także wówczas, kiedy wierność Twojej nauce wydaje się być scenariuszem nieuchronnej klęski. Dodaj nam sił, abyśmy spełniali nasze powołania rodzinne, zawodowe i religijne jak słudzy w Kanie Galilejskiej, wsłuchani w życzliwe wskazania Maryi, która pragnie z miłością przekazać Twoją wolę. Maryjo, wspieraj nas w wierze, nadziei i miłości, które otrzymujemy z łaski Twego Syna, dla dobra nas samych, naszych bliskich i dla dobra naszej Matki – Kościoła.

Stacja XIV

Jezus złożony do grobu

Wielka Sobota to najtragiczniejszy dzień w historii ludzkości: oto Bóg, zamordowany przez człowieka, leży w grobie. Trudno nam sobie wyobrazić rozpacz Apostołów, kiedy stało się to, co nie miało się prawa wydarzyć. Oczekiwali triumfu i chwały, a otrzymali porcję strachu, wyzwisk i upokorzeń. Ten, który miał być silny, aby poprowadzić ich do zwycięstwa, zginął pohańbiony między dwoma bandytami, a Jego zmasakrowane ciało musieli w pośpiechu owijać w całuny obcy ludzie.

O czym myśleli Jego uczniowie w ten świąteczny dzień Paschy? Żałowali straconych trzech lat życia, czy traktowali je jako okres lekkomyślnej młodości, którą będą wspominać po latach? Rozpamiętywali chwile zachwytów i nadziei, czy odczuwali wstyd z powodu własnej naiwności? Może się kłócili, zapewne planowali swoją przyszłość. Bo raczej nie spodziewali się tego, co miało nastąpić niedzielnego poranka. Jan pisze w swojej Ewangelii o samym sobie, że uwierzył dopiero wówczas, kiedy wszedł do pustego grobu.

Zmartwychwstanie Jezusa nastąpiło na tyle szybko, że uczniowie nie zdążyli nawet chwili spędzić przy Jego grobie. My spędzamy długie chwile przy grobach naszych bliskich, chociaż wiemy, że dzięki męce, śmierci i zmartwychwstaniu Zbawiciela grób chrześcijanina ma być pusty.

Jezus uczy nas w tej stacji, że Jego obietnice spełnią się w sposób nieuchronny, choćby wszystko wskazywało na to, że będzie inaczej. W najtrudniejszych doświadczeniach mamy prawo być pełni nadziei; cierpienie, wpisane w mękę Odkupiciela, uzyskuje dzięki Jego łasce sens zbawczy. Nasze życie może być dobre, piękne i pełne miłości, a więc mądre i szczęśliwe. Śmierć zostanie pokonana, a Oblubieniec pozostanie z nami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.

Modlitwa

Panie Jezu, prosimy Cię o łaskę wiary dla nas i dla naszych dzieci, abyśmy godnie wypełniali Twój testament pokory, posłuszeństwa i miłosierdzia. Pomóż nam wystrzegać się grzechu i złagodzić strach przed śmiercią. Naucz nas, że wspólne chwile spędzone ze współmałżonkiem przy zapalonych świecach i kwiatach są ważniejsze za życia, niż nad grobem.

Dodaj nam nadziei na to, że i nasze groby pozostaną kiedyś puste. 


Bogumiła i Antoni Buchałowie – absolwenci Filologii Polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim i Studium Teologii Rodziny w Papieskiej Akademii Teologicznej (dzisiaj Uniwersytet Papieski im. Jana Pawła II), nauczyciele języka polskiego; Bogumiła Buchała – dyrektor Zespołu Szkół w Libiążu; Antoni Buchała – wicedyrektor Liceum Ogólnokształcącego Katolickiego Stowarzyszenia Wychowawców w Libiążu, wiceprezes Zarządu Głównego KSW, autor publikacji o tematyce oświatowej, wychowawczej, literackiej i społecznej. Mają troje dorosłych dzieci i dwoje wnuków.

Dziękujemy Autorom za udostępnienie tekstu rozważań.







Dziękujemy za przesłanie błędu

Sądeczanin HISTORIA (2-2020)