Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Poniedziałek, 22 kwietnia. Imieniny: Łukasza, Kai, Nastazji
20/02/2024 - 12:55

Te media trapi jakieś fatum. Czy są w ogóle jeszcze dzisiaj komuś potrzebne?

Partie lewicowe w Polsce odnotowywały w naszym kraju poparcie nawet ok. 40 proc. głosujących. W ostatnich wyborach Nowa Lewica uzyskała 1 mln 859 tys. 018 głosów, co przełożyło się na 8,61 proc. poparcia. Przeszło 2 miliony obywatelek i obywateli w Polsce podziela zatem szeroko pojęty światopogląd lewicowy. To znaczna grupa, która w założeniu powinna przełożyć się na popularność mediów o podobnym sposobie postrzegania świata. Tak się jednak nie dzieje, jedyna ogólnopolska gazeta wydawana jeszcze do niedawna w wersji papierowej – „Dziennik Trybuna”, jest bliska zniknięcia z rynku. Jak można to wytłumaczyć?

W okresie Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej oficjalnym organem prasowym PZPR, była „Trybuna Ludu”. Dziennik ten, który był tubą propagandową rządzącej partii komunistycznej, ukazywał się w nakładzie ponad 1,5 mln. egzemplarzy. Tak duże czytelnictwo wynikało głównie z faktu, że była to jedna z nielicznych ogólnopolskich gazet w Polsce w tym okresie, posiadająca nieograniczone środki na potrzeby redakcyjne i sposoby promocji. Jedną z takich niestandardowych form popularyzowania, była np. współorganizacja z innymi komunistycznymi gazetami z Czech i Niemiec – Rude Pravo i Neues Deutschland, kolarskiego „Wyścigu Pokoju”, którym żyły społeczeństwa tych trzech krajów. Tradycją była także coroczna organizacja festynów „Trybunu Ludu”, które przyciągały ogromne rzesze odwiedzających, zwabionych raczej możliwością zdobycia towarów deficytowych, niż ciepłymi uczuciami wobec tej gazety. Treści zamieszczane na łamach „Trybuny Ludu” były oczywiście objęte całkowitą cenzurą, a wiele z wydrukowanych artykułów należało traktować, jako przedstawienie oficjalnego stanowiska Komitetu Centralnego PZPR, czyli faktycznie ekipy rządzącej wtedy w Polsce. „Trybuna Ludu” pozostawała do 1989 r. hegemonem na rynku prasowym, kształtując opinię i pozostając praktycznie jedynym źródłem informacji dla dużej części społeczeństwa. Poszukując alternatyw w tamtym okresie, czytelnicy mogli jedynie wybierać silne pisma lokalne, lub tytuły o węższym zakresie tematycznym, jak np. „Polityka”, czy „Sztandar Młodych”. W ten sposób PZPR dbała o utrzymanie monopolu przekazu informacyjnego.

Czytaj też Sztuczna inteligencja do prześwietlania pracowników. Czy to legalne?

Po przełomie 1989 r. „Trybuna Ludu” została oficjalnie zamknięta. Jednak w krótkim czasie środowiska lewicowe powołały do życia dziennik „Trybuna”, który stał się swoistym kontynuatorem misji swojej poprzedniczki, ale już bez kagańca cenzury. Gazeta ukazywała się w średnim nakładzie ok. 60 tys. egzemplarzy, co uświadamia z jak dramatycznym spadkiem popularności mierzyły się media lewicowe w tych latach. W tym okresie rozpoczyna się jednak niepokojący trend dla „Trybuny”. Mimo uzyskiwania przez partie lewicy rekordowych wyników w wyborach parlamentarnych (2001 r. – koalicja SLD/UP uzyskała 40 proc. poparcia) nakład tego formalnego medium środowisk lewicowych nie zwiększał się. W kolejnych latach, mimo pełnienia funkcji redaktora naczelnego „Trybuny” przez tak znane postacie, jak Marek Siwiec, Dariusz Szymczycha, czy Janusz Rolicki, pozycja tego tytułu stopniowo, lecz stale się pogarszała, a w grudniu 2009 r. ukazał się jego ostatni numer.  Kierownictwo gazety, ale także szerzej, liderzy opinii lewicy, nie potrafili znaleźć odpowiedniej formuły dla pisma, która pomogłaby mu odnieść rynkowy sukces, w skali odpowiedniej do pozycji, którą zajmowały partie lewicowe, rządzące w tym okresie Polską, a także wspierające dwie kadencje prezydenta RP – Aleksandra Kwaśniewskiego. Do tradycji „Trybuny Ludu” i „Trybuny” starał się nawiązać kolejny tytuł o charakterze lewicowym, który pojawił się po kilku latach na rynku – „Dziennik Trybuna”. Jednak i ten tytuł, pomimo regularnie głosujących na partie lewicowe kilku milionów wyborców, nie potrafił utrzymać się na rynku w formacie drukowanym w dłuższej perspektywie – obecnie ukazuje się, jako portal trybuna.info.

Czytaj też Robią darmowe badania profilaktyczne dla ludzi po czterdziestce. Jak to działa?

Jakie fatum trapi drukowane media lewicowe w wolnej Polsce? Nie jest to łatwe pytanie, zważywszy, że nie potrafili na nie odpowiedzieć wydawcy i redaktorzy naczelni z taką pozycją i osobowością, jak wspomniani wyżej. Wśród przyczyn można wskazać głównie ewolucję rynku medialnego i skokowe poszerzenie oferty tytułów prasowych, i szerzej, źródeł informacji w Polsce po 1989 r. Obecnie czytelnik, czy też konsument treści, może wybierać z praktycznie nieograniczonej liczby tytułów, stacji i portali, które podejmują tematykę polityczną i szerzej ogólnospołeczną. Wśród dzienników ogólnopolskich ogromny sukces Gazety Wyborczej sprawił, że pozostałym tytułom, konkurującym o wyborcę o liberalnych poglądach, trudno było dotrzymać jej kroku. Pojawiły się także bardzo silne media internetowe, jak onet.pl, czy wp.pl, które stopniowo inwestując i rozwijając składy swoich redakcji, potrafiły zyskać bardzo dużą popularność i odebrać rzesze czytelników mediom tradycyjnym. Znacząca jest także umiejętność, z jaką ubiegają się nowe internetowe media o odbiorcę lewicowego. Coraz silniejszą pozycję na rynku zajmuje portal Krytyka Polityczna.pl i wydawnictwo środowiska Sławomira Sierakowskiego, czy portal OkoPress, specjalizujący się w dziennikarstwie śledczym, demaskującym naganne praktyki władzy z nadania Prawa i Sprawiedliwości. Ewolucji rynku medialnego towarzyszyła także ewolucja postaw dotychczasowych wyborców lewicy. Pokolenie wyborców „starego” SLD, którzy pamiętali jeszcze czasy „Trybuny Ludu”, powoli odchodzi w przeszłość. Kolejni wyborcy, których serce bije po lewej stronie, nie mają już potrzeby codziennej konsumpcji treści sprofilowanych w tak wąski sposób, w formie drukowanej. Jeżeli już chcą zamykać się w swojej bańce, preferują darmowy dostęp do treści internetowych. To zjawisko wydaje się będzie dotyczyć także innych grup wyborców, i coraz szerszych grup społecznych. ISW Rafał Niczypor







Dziękujemy za przesłanie błędu