Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Czwartek, 18 lipca. Imieniny: Kamila, Karoliny, Roberta
16/10/2018 - 09:15

Sztuka kontrastu i szalonego absurdu w „Czarnej komedii” Shaffera

W Nowym Sączu trwa Jesienny Festiwal Teatralny. Spektakl w reżyserii Tomasza Sapryka, w którym noc jest dniem, dzień nocą, a ruchy postaci górują nad scenariuszem – z każdą minutą staje się coraz bardziej zabawny.

Widzowie mogli z początku czuć się nieco zaskoczeni, ponieważ tytuł sztuki jest metaforą, mogącą zmylić odbiorcę. W utworze humor bynajmniej nie jest czarny. Spektaklu nie sposób także nazwać komediodramatem. Skąd więc pomysł, by nazwać tę komedię „czarną”?

Komizm utworu jest genialny w swej pozornej prostocie, a klimat sztuki ciepły i sympatyczny. Przez większość czasu trwania akcji bohaterowie poruszają się po omacku w „ciemnym” pomieszczeniu. Oczywiście scena jest świetnie oświetlona, a nieporadne ruchy pozorowane. Dla kontrastu – gdy w miejscu akcji pojawia się źródło światła – prawdziwe reflektory gasną.

Scenografia Witka Stefaniaka jest prawdziwym arcydziełem nie tylko pod względem artystycznym, ale i architektonicznym. Nie tylko wiernie oddaje klimat szkockiego mieszkania, gdzie elementy pracują i działają, ale i pozwala na sprawne poruszanie się aktorów nim, także na piętrze.

Treść sztuki, przy rewelacyjnej grze aktorów doskonale wyćwiczonych w udawanym poruszaniu się w mroku schodzi na dalszy plan. Nie ujmuje to jednak jej pomysłowości i komizmowi. Postacie są wyraziste i kontrastowe.

W rolę ubogiego rzeźbiarza stojącego przed ogromną szansą zaistnienia w świecie sztuki wcielił się Mateusz Damięcki, wykazując się przy tym niemałymi zdolnościami akrobatycznymi i gimnastycznymi.

Jego ambitną, kochającą, a zarazem niezwykle żywiołową narzeczoną zagrała Anna Maria Jarosik. W roli drugiej, równie żywiołowej narzeczonej pojawiła się nagle i niespodziewanie Marieta Żukowska.

Wesołą, z początku nieco pruderyjną, później zupełnie bezpruderyjną sąsiadkę wspaniale zagrała Elżbieta Jarosik, zaś z początku groźnego, a później coraz bardziej dobrodusznego i zalecającego się do niej tatusia Carol, pułkownika – Piotr Zelt.

Nie mogło również zabraknąć postaci ekscentrycznej. Łatwo ulegającego emocjom, genialnie ubranego przez Antę Suskiewicz Harolda, świetnie odtworzył Jan Wieczorkowski.

Pojawiło się także dwóch Niemców. Obydwaj panowie – Jacek Kopczyński i Sebastian Konrad doskonale wypracowali germański akcent. Choć ten drugi pojawił się tylko na chwilę na samym końcu, bardzo efektownie zamknął akcję sztuki wywołując na widowni salwę śmiechu.

Widowisku towarzyszyła nastrojowa muzyka, a klimat pozwalał widzom zrelaksować się i wprowadzić w świetny nastrój. Po spektaklu na rozmowie kameralnej pojawił się odtwórca głównej roli – Mateusz Damięcki.

[email protected] fot. Andrzej Rams

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu


lipcowy miesięcznik