Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Niedziela, 17 stycznia. Imieniny: Antoniego, Henryki, Mariana
24/11/2020 - 16:05

"Przespał pan koniec świata, panie poruczniku"

La Belle Époque umarła w okopach I wojny światowej. Nowy świat rodzi się w bólach: na froncie zachodnim i podczas rewolucji, przetaczającej się przez pokonane Niemcy. 11 listopada 1918. Leutnant Alois Pokora wychodzi ze szpitala na ulice zrewoltowanego Berlina. Stary świat się skończył.

Fragmenty części 3.
Der Krieg Ist Vorbeib

[...] Diakonisa uśmiecha się, podaje mi „Berliner Tageblatt”. Przespał pan koniec świata, panie poruczniku.

Unoszę się w posłaniu, głowa boli, jestem bardzo słaby. Spoglądam na pierwszą stronę gazety. Jedenasty listopada. To dzisiejsza? Tak. Nie przypominam sobie niczego z dziewiętnastu dni, które dzielą mnie od ostatniej daty, jaką pamiętam, dwudziestego trzeciego października, gdy prowadziłem natarcie swojego zugu nad Skaldą
.
Na pierwszej stronie gazeta obwieszcza wielkimi literami, że przyjęto warunki zawieszenia broni. Nie czytam artykułu, przesuwam tylko wzrokiem po kolejnych nagłówkach.
Para cesarska po abdykacji zbiegła do Holandii. Kolejarze popierają rząd rewolucyjny. Rady robotnicze i żołnierskie. Program socjalistycznego rządu.
Nie wierzę w Boga ani w człowieka, ale z ust wyrywa mi się słabe „Dobry Boże…”.

Zbyt wiele o Panu Bogu pan teraz nie usłyszy, poruczniku, mówi z wyraźnym berlińskim akcentem diakonisa. Patrzę na nią. Ma jakieś pięćdziesiąt lat, suchą twarz skorą do uśmiechu, jasne oczy.
Pan Liebknecht proklamował przedwczoraj powstanie socjalistycznej republiki Niemiec. Mówi dalej. Z balkonu zamkowego. Teraz już nie będzie Pana Boga, tylko Marks, panie poruczniku. Nie jest to najgorsza wymiana, śmieje się. Obaj brodaci.

Przespałem koniec świata. Nie ma kajzera. Nie ma cesarstwa. Nie ma wojny. Nie ma Boga. Przegraliśmy oczywiście.

Niech pan spróbuje się podnieść, panie poruczniku, mówi diakonisa. Gdzie mój mundur?

Mundur, panie poruczniku?

Tak, mój mundur, bluza, koszula, spodnie, buty, chyba nie przywieźli mnie tu nagiego ani w tej szpitalnej koszuli?

Rzeczywiście. Poszukam, panie poruczniku.
Diakonisa wychodzi, zostaję sam. Boli mnie obandażowana głowa. Jestem bardzo słaby, ale wstaję, odczekuję chwilę, aż minie pierwszy zawrót głowy, podchodzę do okna.[...]

Szczepan Twardoch, „Pokora”, Wydawnictwo Literackie, wrzesień 2020

Dziękujemy Wydawnictwu Literackiemu za udostępnienie cytowanych fragmentów







Dziękujemy za przesłanie błędu